1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Audiobooki

Conan Barbarzyńca i Królowa Czarnego Wybrzeża. Te słuchowiska to jednak świetna sprawa

Słuchowiska są rewelacyjne, mówili. To znakomita zabawa, powtarzali. A ja nie dowierzałem i nieustannie broniłem się przed nimi jak mogłem. Byłem przekonany, że to kompletnie nie dla mnie. A już komiks w wersji audio to rzecz, która kompletnie do mnie nie przemawiała. Ugiąłem się dopiero przy "Conanie Barbarzyńcy i Królowej Czarnego Wybrzeża", bo któż nie lubi Conana. I hej, warto było, bo słuchowiska to faktycznie wyśmienity sposób podania treści. 

Conan Barbarzyńca i Królowa Czarnego Wybrzeża - recenzja

Wyobrażałem to sobie tak: przez dwie godziny siedzę z słuchawkami na uszach, wpatrzony w pusty monitor jakbym był niespełna rozumu i staram się utrzymać skupienie, żeby ogarnąć, co się w tym słuchowisku dzieje. Bo przecież jak zacznę cokolwiek robić, przeglądać obrazki z kotami chociażby, to zaraz stracę wątek, pogubię się i trzeba będzie przewijać w nieskończoność. Robota Syzyfa niezbyt mi się uśmiechała, toteż rzeczywiście próbowałem początkowo oczyścić umysł i w pełni skoncentrować się na odgrywanych głosach i dźwiękach.

Szybko jednak wyszło na jaw, że nie trzeba "Conanowi" poświęcać pełnej uwagi i swobodnie można odpalić jakąś niewymagającą gierkę albo skanować wzrokiem najświeższe doniesienia medialne. Choć po prawdzie, to oparte na komiksie Briana Wooda, trwające nieco ponad półtorej godziny słuchowisko idealnie nadaje się na dłuższy spacer, samotną wycieczkę rowerową albo jako wypełniacz ciszy w samochodzie.

conan1

"Conan Barbarzyńca i Królowa Czarnego Wybrzeża" to nieszczególnie skomplikowana fabułka, w której słynny Cymeryjczyk trafia na pokład pirackiego statku dowodzonego przez budzącą strach, fascynującą Belit i przyłącza się do załogi. Między nim a Królową Czarnego Wybrzeża rodzi się pełne pasji i namiętności uczucie, dzięki czemu Conan na okręcie jest drugi po Bogu - czy raczej: bogini. Celem ich następnej łupieżczej wyprawy ma być Mesancja, w której Barbarzyńca ma kilka niezałatwionych spraw.

Nie ma w tej historii piętrowych intryg i postaci obdarzonych jakąś niezwykłą głębią, a mimo to jest mocno wciągająca. Nie brakuje w niej zwrotów akcji czy napięcia i mimo iż wiemy, że wszystko dobrze się skończy, punkty zwrotne fabuły bywają zaskakujące i emocjonujące. Duża w tym zasługa mistrzowskiego poziomu realizacji, za który odpowiada studio Sound Tropez.

Przede wszystkim imponuje warstwa dźwiękowa oraz ścieżka muzyczna. Ta druga idealnie wpasowana jest do klimatu opowieści, składa się między innymi z dynamicznych heavy metalowych kawałków i spokojniejszych, nastrojowych utworów z pogranicza folku i muzyki średniowiecznej. Dźwięki zaś to istny majstersztyk i w dużej mierze to właśnie one sprawiają, że ten świat i ta historia jest żywa. Zadbano o nie w najdrobniejszych detalach, są obecne nawet w sytuacjach, w których teoretycznie mogłoby ich nie być. Ale to dzięki odgłosom kufla przesuwanego po stole, szurania stóp, szczęku kajdan czy trzasku ogniska tak łatwo jest się zanurzyć w tym słuchowisku.

conan-2

Trochę gorzej jest z warstwą głosową, choć też nie ma o co drzeć szat. Lektor jest nieco monotonny, szczególnie zawodzi w widowiskowej scenie walki na ulicach Mesancji, gdzie aż prosi się, żeby nieco udynamicznić i udramatyzować narrację. Ale generalnie Krzysztof Banaszyk tembr głosu ma bardzo przyjemny i miło się go słucha. Szymon  Bobrowski w roli Conana spisał się nieźle, choć szczerze mówiąc umiarkowanie pasuje do odgrywanej przez siebie postaci. Owszem, brzmi jak twardziel, i to twardziel co się zowie, ale bardziej w typie Franza Maurera niż wielkiego i kipiącego testosteronem barbarzyńcy.

Magdalen Boczarska jako Belit wypada przekonująco, a największym kunsztem przy realizacji tego słuchowiska wykazał się moim zdaniem Adam Darski aka Nergal. Brzmi jakby został stworzony do roli Kapitana Gwardii: jest nienawistny, złośliwy i wredny. Dokładnie taki, jak powinien być.

"Conan Barbarzyńca i Królowa Czarnego Wybrzeża" był pierwszym słuchowiskiem, które przesłuchałem i na pewno nie ostatnim. Ten "debiut" oceniam bardzo wysoko i chyba już czas nadrobić zaległości w tym temacie. I coś czuję, że od jutra na słuchawkach wyląduje "Gra o Tron". Dobra robota, Sound Tropez!