1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Brawo Podsiadło, należy ci się – czyli rzecz o Fryderykach 2014

Brawo Podsiadło, należy ci się – czyli rzecz o Fryderykach 2014

Jubileuszowa, 20 gala rozdania Fryderyków – podobno prestiżowych polskich nagród fonograficznych – odbyła się wczorajszego wieczoru. Normalnie miałbym głęboko w nosie tę galę i kąpiel „gwiazd” we własnym sosie, ale na tegorocznej gali stała się rzecz niebywała: młody i zdolny Dawid Podsiadło zgarnął cztery statuetki.

Otóż właśnie, dwudziestoparolatek rozgromił konkurencję i starych wyjadaczy, pokazując im, że czas się wziąć do roboty, a nie tylko udawać, że coś się robi i jechać przez lata na fejmie, wyrobionym ileś lat temu. Dawid Podsiadło – w kategorii muzyka rozrywkowa - został najlepszym artystą oraz debiutantem roku, a do tego dostał nagrodę za najlepszy album (Comfort and Happiness ) i piosenkę (Trójkąty i Kwadraty). Dużo? Owszem, to dużo.

Chociaż prawdę powiedziawszy… Podsiadło nie miał żadnej konkurencji, może oprócz Misi Ef i Tomka Makowieckiego. Obydwoje wydali dobre krążki – na pewno najbardziej zjadliwe spośród reszty polskiej śmietanki – chociaż nie tak dobre, jak Comfort and Happiness. Na uwagę zasłużył również Fismoll, który mimo że wydał płytę dosyć nudnawą i mało wnoszącą do polskiej muzyki, to i tak wciąż lepszą od Renovatio Bartosiewicz, Miłość Jamala czy Transoriental Orchestra Kayah. A pomyśleć, że organizatorzy Fryderyków aspirują do stworzenia imprezy podobnej do Brit Awards… litości.

Jeżeli chodzi o jazz, tak jak Podsiadło zdominował rozrywkową, to samo zrobił Dominik Wania z jazzem, który zgarnął statuetkę za debiut i najlepszy album. Jury Fryderyków musiało także dostrzec Włodzimierza Pawlika (najlepszy artysta roku), który przecież zgarnął Grammy, więc trochę byłoby głupio, gdyby polski muzyczny showbiz nie uhonorował tego artysty. Dodatkowo, specjalne wyróżnienie za całokształt przyznano Konstantemu Andrzejowi Kulce (muzyka poważna) oraz pośmiertnie Markowi Jackowskiemu (muzyka rozrywkowa) i Jarosławowi Śmietanie (jazz).

fryderyki 2014

Polskie Fryderyki mają być świętem polskiej muzyki, ale póki co, ja zamiast świętować, tylko przywdziewam żałobny strój i płaczę. Patrząc oczami jury Fryderyków i polskiej branży muzycznej, raz na jakiś czas trafi się u nas artysta, który wydaje świetny, dostrzegalny krążek, a gdzie reszta? Przecież z naszą muzyką nie jest aż tak źle, tylko po prostu mało kto zdaje sobie z tego sprawę, bo w kółko puszczane są Bałkanice czy inne muzyczne potwory (ekhm, Cicha Woda Donatana), od których już nawet wymiotować się nie chcę, bo gardło boli od kwasów żołądkowych.

Podsiadło te wszystkie nagrody się należą, ale co by było, gdyby nie X Factor? Niby Brodka pokazała Grandą, że i bardziej niszowe (ale za to genialne) płyty też mogą zostać zauważone, no ale czy Brodka wzięła się znikąd? No nie, wykreowana przez tv show, dopiero po jakimś czasie pokazała swoją prawdziwą duszę artystyczną. Mam nadzieję, że ktoś wreszcie przestanie promować u nas beznadziejność, a da szansę tym, którzy chcą pokazać coś „dobrego”. Nadzieja matką głupich, ale może nawet takie Fryderyki staną się kiedyś odskocznią dla polskich, zdolnych artystów. Żale wylane, a teraz odpalajcie spotifaje czy deezery i nabijajcie Dawidowi "odsłuchy".