1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Seksowne wiedźmy nie płoną na stosie – recenzja Salem

Seksowne wiedźmy nie płoną na stosie – recenzja Salem

Amerykańska stacja WGN postanowiła wymieszać historię, fantastykę, dodać parę kropel krwi, trochę nagości i stworzyć horror, który mógłby na chwilę rozświetlić przygasły neon na elewacji budynku. Serial Salem miał być pomostem stacji do świata „prawdziwej” telewizji, jak na razie sprawdza się doskonale, ale do czasu. (W dalszej części tekstu zawarte są spojlery)

Bigoteria i zacietrzewienie, nieodłączne elementy każdej religii na świecie i przyczyny wielu wydarzeń, których ludzkość powinna się wstydzić. Do tych przykrych momentów w historii można zaliczyć m.in. „polowanie na czarownice”, które w rzeczywistości wykorzystywane było do załatwiania osobistych interesów i wyrównywania porachunków – niekoniecznie tych religijnych. Najlepiej znanym symbolem tych wydarzeń stało się miasteczko Salem, miejsce słynnego procesu czarownic z 1692 roku i miejsce akcji serialu, z którego WGN powinno być dumne.

Być może „dumne” jest zbyt mocnym określeniem, bo Salem nie jest aż tak dobrym serialem, ale biorąc pod uwagę fakt, że WGN to stacja emitująca głównie powtórki seriali, nawet średniawa produkcja, może być powodem do dumy. Horror o wiedźmach nie jest zbyt oryginalnym pomysłem, to fakt, ale zawsze można trochę rozbudować taki wątek, jak uczyniono w AHS: Coven, gdzie przedstawiona została walka czarownic z wyznawczyniami voodoo albo… dodać tylko trochę cycków, krwi, stanąć dumnie obok swojego dzieła i stwierdzić, że jest ok.

serial salem

Historia przedstawiona w serialu, to mieszanka fantastyki (w końcu chodzi o wiedźmy) z historycznymi wydarzeniami – aczkolwiek, tego ostatniego jest znacząco mniej. Widzom zostaje najpierw pokazane Salem, jako „spokojne” miasteczko, w którym wyroki są wydawane szybko i bardzo boleśnie, a temu wszystkiemu szefuje jeden człowiek – George Sibley. Sibley, jako człowiek ogarnięty religijną mściwością, z lubością stara się uprzykrzyć życie każdemu, kto wejdzie mu w drogę. Do tych osób zalicza się m.in. John Alden, który musi opuścić rodzinne strony i wyruszyć na wojnę (podobno z Indianami), pozostawiając za sobą złamane serce pięknej Mary.

serial salem

Po siedmiu latach, Alden wraca, ale Salem i ludzie w nim mieszkający już nie są tacy sami. Najbardziej zmieniła się jego ukochana Mary, która… zawarła pakt z diabłem i stała się żoną znienawidzonego George’a Sibley. Zamożna i jeszcze piękniejsza Mary, zaczęła w Salem prowadzić własną wojnę i (wykorzystując aktualną pozycję) mścić się na mieszkańcach Salem. Za co? Póki co, ciężko powiedzieć, ponieważ jak do tej pory, mieliśmy okazję widzieć wyłącznie Sibleya jako okrutnika. Widz generalnie zbyt dużo nie wie, ponieważ śledzi wydarzenia z perspektywy Aldena, który przecież dopiero co wrócił z wojny i – jak się później okazuje – z Nowego Jorku, gdzie najwyraźniej nie spoczywał na laurach.

Jako że stary Sibley, ze względu na swój stan zdrowia (pogorszony w magiczny sposób), niewiele może już zdziałać, na jego miejsce wskakuje młody i konsekwentny w działaniu Cotton Mather (postać historyczna). Mather staje się jednocześnie duchowym przywódcą mieszkańców Salem i śledczym, którego celem jest wytropienie i zgładzenie wszystkich czarownic i czarowników. Na jego drodze staje jednak nowo przybyły do miasta Alden, który – w przeciwieństwie do Mathera – jest bardzo racjonalnym i trzeźwo myślącym chłopem, którego widz z łatwością polubi. Jednak nawet Alden po jakimś czasie, mimo swojego zdroworozsądkowego podejścia, zaczyna widzieć, że nie wszystko w Salem jest takie, jakim wydaje się być – wiedźmy istnieją, są piękne, a do tego nikt ich nie pali na stosie, przynajmniej na razie.

serial salem
Twórcy serialu postanowili wykorzystać historyczne podstawy (i postaci jak Mather oraz wiedźma Tituba) do stworzenia swojego serialu, ale jednocześnie wywrócić fakty do góry nogami. W Salem, to nie mieszkańcy polują na wiedźmy, a wiedźmy na mieszkańców, wykorzystując słabą psychikę, łatwowierność, mściwość oraz czystą głupotę ludzi, do rozpętania własnej wojny i… stworzenia własnego państwa. Tak moi drodzy, głównym motywem działań wiedźm, jest stworzenie swojego miejsca na Ziemi. Tak jak piraci mieli swoje New Providence, tak czarownice chcą mieć Salem.

serial salem

Przyznam, że trochę zdziwiony byłem, że sprawy nabrały tempa tak szybko, iż główny bohater o całej szatańskiej sprawie przekonuje się już w pierwszym odcinku. Myślałem, że twórcy trochę się wstrzymają z tempem akcji, ale nie, stało się wprost przeciwnie. Summa summarum na dynamikę serialu nie można narzekać, fabuła jest też wciągająca, ale brakuje pewnego elementu, który zapewniłby mnie, że za jakiś czas nadal będę oglądać Salem. Moje ambiwalentne uczucia co do produkcji WGN wynikają zapewne z porównania do AHS: Coven, gdzie oprócz dobrego scenariusza, mieliśmy do czynienia ze świetnym aktorstwem. Salem brakuje dwóch rzeczy – gwiazd w obsadzie i niespodzianek fabularnych. Nie zrozumcie mnie źle, aktorzy dają radę, ale brakuje im cohones, a fabuła z kolei jest przewidywalna, jak jutrzejsza pogoda dla bacy. Szczypta nagości i rozlewanie krwi na planie nie mogą być lekarstwem na wszystko. Na domiar złego, niedługo o Salem wielu może zapomnieć, ponieważ 11 maja wychodzi Penny Dreadful - kolejny serialowy horror, tyle że od większej stacji, Showtime.