1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka
  4. YouTube

10 kawałków, o których nie wiedziałeś, że są coverami

10 kawałków, o których nie wiedziałeś, że są coverami

Nie bardzo wiem, jak zacząć wprowadzenie do tego artykułu - nie chcę polecieć banałami, ale: część utworów, które dobrze znamy z rozgłośni radiowych, bądź muzycznych stacji telewizyjnych, ma swoją historię dużo wcześniej, niż mogłoby się wydawać. Nie tak znowu mała ilość kawałków, które odniosły gigantyczny sukces, to podrasowane wersje kompozycji stworzonych przez mniej znanych wykonawców; kompozycji, które pierwotnie przeszły bez echa, jeśli nawet nie zakończyły się kompletną klapą. Numery te musiały dojrzeć, trafić w inne ręce, zostać przearanżowane - lub wrzucone w całkowicie nowy kontekst - by zyskać popularność, i stworzyć jasno świecące gwiazdy z ich wykonawców; z ich autorów zaś - uczynić całkiem bogatych ludzi. Dziś, specjalnie dla Was, biorę pod lupę 10 utworów, które na pewno znacie - ale pewnie nie wiecie, że każdy z poniżej zaprezentowanych utworów, to cover. Zapraszam na podróż w głąb muzycznej historii.

Torn Natalie Imbruglia (wcześniej: Ednaswap)

Megahit australijskiej piosenkarki, która po dziś dzień jest największym, muzycznym towarem eksportowem tej wyspy (obok Kylie Minogue). Utwór nie jest jednak jej autorstwa - został pierwotnie nagrany w dużo bardziej zadziornej, alternatywnej wersji, przez mało znany zespół Ednaswap. Pochodzi on z Los Angeles w Kalifornii, i aktywny był w latach 1993-1998 (co słychać - brudne brzmienie jest ewidentnie inspirowane falą, wszechogarniającego wówczas Amerykę, post-grunge'u). Grupa, której wokalistką była niejaka Anne Preven, nagrała trzy albumy: Ednaswap, Wacko Magneto, oraz Wonderland Park. Torn znalazło się na ich debiucie, nie stało się jednak w ich wykonaniu hitem. Dopiero w wersji Natalie Imbruglia - co ciekawe, wyprodukowanej przez Phila Thornalleya z wspomnianego Ednaswap - numer stał się przebojem, sprzedając się w oszałamiającej, zwłaszcza z dzisiejszej perspektywy, ilości 4 milionów egzemplarzy z małym haczykiem na całym świecie.

Red, Red Wine UB40 (wcześniej: Neil Diamond)

Ta melancholijna ballada, oda do krwistoczerwonego wina pisana z perspektywy jej smakosza (lub też, w mniej popularnej interpretacji, alkoholika), została pierwotnie nagrana przez amerykańskiego, folk-rockowego piosenkarza Neila Diamonda, znanego m.in. z numerów Sweet Caroline, oraz Girl, You'll Be A Woman Soon (tego samego, któro trafiło w wykonaniu cuda-jednego-hitu, zespołu Urge Overkill, na soundtrack do filmu Pulp Fiction). W 1983 roku utwór na warsztat wzięli reggae-popowcy z brytyjskiego zespołu UB40, tworząc, mocno kontrastującą z oryginałem, wersję, w której mocno wyczuwalne są jamajskie inspiracje. Udawany akcent z Kingston, i charakterystyczne zaciąganie ówczesnego wokalisty zespołu, Ali Campbella, sprawiły, że utwór zawędrował na #1 Billboardu w Stanach Zjednoczonych, i stał się klasykiem - do tego stopnia, że oryginalny wykonawca, Neil Diamond, włączył właśnie tę wersję, z jamajskim posmakiem, do swojego repertuaru. To jeden z niewielu przypadków, gdy twórca chyli czoła przed autorami coveru.

Tainted Love Soft Cell (wcześniej: Gloria Jones)

Kawałek ten był największym hitem dla brytyjskiego, synth-popowego duetu, Soft Cell - w swoim czasie jednego z wielu elektronicznych projektów wywodzących się z Wielkiej Brytanii, obok Depeche Mode, OMD, Yazzoo, Human League, New Order, Heaven 17… Wiecie, o co chodzi. Co ciekawe, ten wydany w 1981 roku numer, został pierwotnie nagrany 16 lat wcześniej, jako kompozycja… gospel-soulowa. Artystką, która zaprezentowała światu Tainted Love w 1965 roku, była Gloria Jones - jej wersja nie okazała się jednak sukcesem, przynajmniej do czasu, gdy w 1973 roku odkrył ją brytyjski DJ, Richard Searling, popularyzując ją wśród koneserów muzyki soulowej w Wielkiej Brytanii. Północ UK, w latach '70-tych, ogarnięta była bowiem szałem soulu - brytyjczycy stworzyli nawet własną mutację afroamerykańskiego gatunku, nazywaną Northern soulem (Północnym soulem); właśnie w tym rejonie jak grzyby po deszczu rosły też kluby, w których grano zarówno lokalną odmianę tej muzyki, jak i importy ze Stanów Zjednoczonych. Zapewne właśnie w ten sposób trafiła ona do Marca Almonda, głównego motoru napędowego Soft Cell - który to zdecydował się mocno przearanżować utwór, pozbywając się instrumentów akustycznych na rzecz modnych wówczas, zimnych syntezatorów, oraz obniżając tonację kompozycji. Skutek? Dostaliśmy tego oto klasyka:

Girls Just Wanna Have Fun Cyndi Lauper (wcześniej: Robert Hazard)

Co ciekawe, ten utwór, który z perspektywy dzisiejszego dnia jest feministycznym hymnem, który zrewolucjonizował zarówno rolę, jak i postrzeganie kobiet w muzyce rozrywkowej, został napisany i nagrany przez… Faceta. Girls Just Want To Have Fun w 1979 roku nagrał Robert Hazard, piosenkarz, który w swoim repertuarze ma zarówno kompozycje folkowe, country & western, rock, reggae, oraz elektronikę. Jego kompozycja nosi wyraźne znamiona dynamicznego, chropowatego punk-rocka, ale też i - rodzących się wówczas - power-ballad, które zdefiniowały w pewnym sensie lata '80-te. Podobnie, jak w przypadku wielu innych oryginałów, przedstawionych w niniejszym zestawieniu, i ten utwór nie odniósł jednak zbyt wielkiego sukcesu… Aż do momentu, gdy nie został przerobiony - tym razem przez wokalistkę Cyndi Lauper (w młodym wieku - swoją drogą - uderzająco podobną do Christiny Aguilery). Jej wersja, z 1983 roku - na wskroś elektroniczna, pełna akrobatycznych melizmatów, demonstrujących niesamowitą skalę głosu Cyndi Lauper, stała się wizytówką charyzmatycznych feministek i wszystkich, wyzwolonych kobiet lat '80-tych. Warto też wspomnieć o tym, że Girls Just Wanna Have Fun to jeden z niewielu przypadków w historii, kiedy muzyk scoverował… Samego siebie. W 11 lat później, w 1994 roku, ukazał się bowiem utwór (Hey Now) Girls Just Want to Have Fun, będący aktualizacją hitu - przearanżowano go na reggae-popowy numer, wpisujący się w modną wówczas stylistykę, łączącą elementy muzyki rodem z Jamajki, z lekkimi i przyjemnymi dla ucha aranżami. Ten rework był niesamowitym comebackiem dla Cyndi, lądując w Top 10 we Francji, Nowej Zelandii, Japonii, UK i Irlandii.

No More »I Love You«'s Annie Lennox (wcześniej: Lover Speaks)

Lover Speaks byli nowofalowym zespołem z Wielkiej Brytanii, który działał przez jedynie niespełna dwa lata - od 1986 do 1988 roku. Kontrakt z wytwórnią płytową załatwił im Dave Stewart z Eurythmics, duetu, który współtworzył z Annie Lennox. Co prawda No More »I Love You«'s doczekało się w pierwotnej wersji teledysku, i ukazało się w formie singla, nie było zbyt wielkim sukcesem - w rodzimym UK dotarło zaledwie do #58. listy najlepiej sprzedających się przebojów. Lover Speaks występowali z Eurythmics na wspólnej trasie koncertowej - ich album, The Lover Speaks, ukazał się w rok po megahicie There Must Be An Angel (Playing With My Heart) projektu Eurythmics, tworzonego przez Dave'a Stewarta i Annie Lennox właśnie. Dzięki tej bliskiej znajomości pomiędzy Lover Speaks a Eurythmics, szkocka wokalistka mogła nagrać swoją własną wersję utworu. Trafiła ona na wydany w 1995 roku album Medusa. Jej No More »I Love You«'s, wyprodukowane przez Stephena Lipsona, który za ten kawałek otrzymał prestiżową nagrodę Grammy, było całkowitym przeciwieństwem oryginału - przynajmniej pod kątem odniesionego sukcesu: #1 klubowego zestawienia Billboardu, #23 ogólnego Billboardu (Hot 100); #1 we Włoszech, Hiszpanii, Kanadzie; #2 w jej rodzimej UK, oraz #89 w rocznym podsumowaniu we Francji. Jako ciekawostka: wersja Annie Lennox została wysamplowana przez Oaka i Pop Wansela, w kawałku Your Love raperki Nicki Minaj.

Kingston Town UB40 (wcześniej: Lord Creator)

Numer ten stał się olbrzymim hitem dla brytyjskiego zespołu, grającego nieco zeuropeizowaną formę reggae. Oryginalne wykonanie należało jednak do kogoś zupełnie innego - pierwotnym wykonawcą utworu był Lord Creator. Wokalista, którego data urodzenia jest niepewna, ze względu na brak dokumentów - przyjmuje się jednak 1940, a za miejsce urodzenia: San Ferdinand, w Trynidadzie i Tobago. Lord Creator był jednym z pionierów reggae i muzyki jamajskiej w ogóle (choć nie urodził się na wyspie, przeprowadził się na nią bardzo wcześnie - już pod koniec lat '50-tych XX. wieku). W 1970 roku, razem z producentem, Clancym Ecclesem - jedną z najważniejszych postaci muzyki ska i reggae tamtych czasów - stworzył utwór Kingston Town, będący nieco bardziej melancholijną wersją jego kompozycji King & Queen, i… Popadł w zapomnienie. Z utworem wiąże się niewiarygodna anegdota, bowiem Lord Creator kompletnie stracił kontrolę nad swoim życiem, zapożyczając się na spore sumy u swoich znajomych - w tym i u wspomnianego Clancy'ego Ecclesa, co jednak i tak nie uchroniło go przed popadnięciem w bezdomność. Na przełomie lat '80-tych i '90-tych, już po nagraniu coveru przez UB40 - coveru, który okazał się przeogromnym sukcesem, o czym warto wspomnieć - Clancy spotkał Lorda Creatora, szwędającego się po ulicy w jamajskim Kingston. Wokalista, przerażony, zaczął uciekać, będąc pewnym, że dawny znajomy zechce upomnieć się o swój dług. Nic z tych rzeczy - dogoniwszy wystraszonego piosenkarza, producent oświadczył mu, że jego kompozycja sprzed lat - o czym Lord Creator nie miał pojęcia - została zrewitalizowana przez brytyjski zespół, dzięki czemu zarobił on bajońskie sumy w postaci tantiem autorskich. Pieniądze spływają do wokalisty po dziś dzień, pozwalając mu na powrót na scenę muzyczną w latach '90-tych, a dziś - zapewniając mu spokojną i godną starość.

Nothing Compares 2U Sinéad O'Connor (wcześniej: Prince & The Family)

Zanim Nothing Compares 2U trafiło do irlandzkiej wokalistki/skandalistki Sinéad O'Connor, zostało nagrane przez funkowy kolektyw The Family. Zespół ten to dość mało znany, boczny projekt samego Prince'a - stworzony w celu nagrania jego muzyki, z którą on sam nie bardzo wiedział, co zrobić, a szkoda mu było, aby zalegała ona w szafie (takie to bowiem problemy, moi drodze, miewają geniusze). The Family, z udziałem Prince'a, nagrało w 1985 swój jedyny (aż do czasu reaktywacji w 2009) album, zatytułowany dość prozaicznie: The Family. Na tę właśnie płytę trafiło Nothing Compares 2U - przeszło ono jednak kompletnie bez echa… Aż do momentu odkrycia - i interpretacji - tego numeru przez Sinéad O'Connor, i jej producenta, Nellee Hoopera. Wydany w 1990 roku kawałek, którego pierwsza minuta to przeszywający na wylot głos wokalistki, smyczki i pianino, bez jakiejkolwiek perkusji - co sprawiło niemały problem rozgłośniom radiowym, również ze względu na ogólny, oszczędny aranż utworu - stał się megahitem, dosłownie miażdżącym wszystko inne, co zostało wydane w tym roku - i w sumie tratując wiele innych przebojów lat '90-tych. Trudno bowiem dyskutować z #1 w Australii, Austrii, Belgii, Kanadzie, Finlandii, Niemczech, Irlandii (a jakże!), Holandii, Nowej Zelandii, Norwegii, Polsce (tak, tak), Szwecji, Szwajcarii, UK, oraz Stanach Zjednoczonych - i to na głównym, Hot 100 Billboardu. Równie ikoniczny jak sam utwór, stał się klip do tego kawałka - nakręcony przez Johna Maybury'ego, opierający się niemal w całości o jedno, nieruchome ujęcie kamery, skierowanej na twarz wokalistki. Łza, która cieknie po policzku Sinéad pod koniec była kompletnie nieplanowana - jak wokalistka mówiła w późniejszych wywiadach, została ona wywołana fragmentem piosenki, brzmiącym - po polsku - "Wszystkie kwiaty, które zasadziłaś w ogrodzie, mamo/Zwiędły, gdy odeszłaś". Sinéad miała wyjątkowo trudne relacje ze swoją mamą, która - łagodnie mówiąc - nie traktowała jej najlepiej.

La Bamba Los Lobos (wcześniej: Ritchie Valens)

La Bamba, jako taka, jest meksykańską pieśnią ludową, z gatunku Son Jarocho. Muzyka ta wywodzi się z meksykańskiego stanu Veracruz, położonego wzdłuż Zatoki Meksykańskiej, i stanowi mieszankę muzyki hiszpańskiej, muzyki natywnych plemion meksykańskich Indian, oraz muzyki afrykańskiej. Pierwotnie La Bamba była nierozłącznym elementem wschodniomeksykańskich ślubów - dziś wykonywana jest nieco rzadziej, ale wciąż obecna w świadomości wielu Meksykan, zwłaszcza ze wschodnich rejonów kraju. W 1958 roku tradycyjną pieśń zdecydował się wykorzystać Ritchie Valens - pochodzący z Pacoimy w stanie Kalifornia piosenkarz, który był pionierem hiszpańskojęzycznego rocka, przecierającym szlaki takim artystom, jak Ricky Martin, czy Enrique Iglesias. Kariera Ritchiego Valensa została tragicznie przerwana, gdy miał on jednak zaledwie 17 lat - zginął on w 1959 roku, w wypadku awionetki w pobliżu Clear Lake, w stanie Iowa, razem z Buddym Hollym, oraz J. P. Richardsonem (wydarzenie to nosi popularną nazwę The Day that Music Died - Dzień, w Którym Zginęła Muzyka, i nawiązuje do niego m.in. Don McLean w swoim utworze American Pie, scoverowanym, na marginesie, przez Madonnę). La Bamba Valensa odniosła jednak olbrzymi sukces, jako rock and rollowy utwór, z wyraźnymi, latynoskimi naleciałościami - docierając, w 1958 roku, do #22. na Billboardzie, oraz #49. listy najpopularniejszych singli w Wielkiej Brytanii. W niemal 30 lat później, w 1987 roku, utwór został nagrany ponownie przez meksykańską kapelę rockową Los Lobos, na ścieżkę dźwiękową do filmu La Bamba, opowiadającego historię krótkiego - acz burzliwego - życia Ritchiego Valensa (w tej roli wystąpił, uderzająco podobny do piosenkarza, amerykański aktor, Lou Diamond Phillips).

Games People Play Inner Circle (wcześniej: Joe South)

Kawałek Games People Play powstał pod koniec lat '60-tych, pod wpływem książki, napisanej przez psychiatrę Erica Berne'a, zatytułowanej Games People Play: The Psychology of Human Relationships (Gry, w Które Grają Ludzie: Psychologia Relacji Międzyludzkich). Publikacja ta opisuje mechanizmy, jakimi - mniej lub bardziej świadomie - posługują się ludzie, podczas codziennych kontaktów z innymi osobami. W utworze, zwłaszcza w oryginalnej wersji amerykańskiego piosenkarza Joe Southa, słychać także echa sekcji skrzypiec z cajuńsko-folkowej kompozycji Tit Galop Pour Mamou, nagranej w 1965 roku przez kwartet The Balfa Brothers - choć oficjalnie jego Games People Play nie jest coverem. Kawałek, w oryginalnej wersji, rozpoczyna się sekcją elektrycznego sitaru - instrumentu strunowego, będącego jednym z filarów muzyki hindustańskiej. W 26 lat później, w 1994 roku, utwór spopularyzowało Inner Circle - jeden z najdłużej działających na scenie kolektywów, grających rasowe, jamajskie reggae. Ich wersja jest zdecydowanie bardziej energiczna, pogodna, i pełna licków na, modnych wówczas, puzonach z tłumikiem. Odniosła ona olbrzymi sukces, obok ich wcześniejszego hitu Sweat (A La La La La Long), i stała się jednym z utworów definiujących muzykę rozrywkową w pierwszej połowie lat '90-tych.

Baby, I Love Your Way Big Mountain (wcześniej: Peter Frampton)

Kawałek, który w 1994 roku, jako nastrojową, nieco sacharynową, ale wyjątkowo uroczą reggae-balladę, spopularyzowała amerykańska grupa Big Mountain, powstał dużo wcześniej. W 1975 roku nagrał ją, nieco zapomniany już dzisiaj, angielski piosenkarz z Bromley w stanie Kent. Co ciekawe, jeden z albumów tego artysty - Frampton Comes Alive! z 1976 - po dziś dzień pozostaje jednym z najlepiej sprzedających się, live-albumów (płyt z zarejestrowaną muzyką na żywo), w historii, z 11 milionami sprzedanych egzemplarzy; nikt jednak do końca nie wie, dlaczego. Olbrzymia ilość sprzedanych egzemplarzy tej płyty nijak bowiem nie przekłada się, i nigdy się nie przekładała, na ogólną popularność muzyka. Udało mu się jednak wylansować hit, który doczekał się sporej ilości coverów - jest nim właśnie Baby, I Love Your Way, któro pod koniec pierwszej połowy lat '90-tych wzięła na warsztat reggae-popowa grupa Big Mountain. Był to dla niej olbrzymi hit - słychać go było zarówno w Europie Środkowej, Europie Zachodniej, jak i w Stanach Zjednoczonych - gdzie dotarł do #6 listy przebojów Billboardu.

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, i jesteś zainteresowany/zainteresowana większą ilością informacji o muzyce - zarówno tej starszej, jak i nowszej - zapraszam na swojego facebookowego fan-page'a. Znajdziesz go na www.facebook.com/dynamitri. Będę wdzięczny za lajka. :)