1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. YouTube

8 fanfilmów o superbohaterach, które da się oglądać

8 fanfilmów o superbohaterach, które da się oglądać

Założę się, że gdy tylko rzuci się hasło fanfilm, myśli większości z was od razu będą oscylować między określeniami w stylu: „co za g…”, „tego nie da się oglądać”, „kiepski scenariusz i beznadziejne aktorstwo, „banda nerdów”. Te ostro hasła może brzmią ostro, ale… w większości przypadków są jak najbardziej prawdziwe. W końcu fanfilmy to amatorskie produkcje, o znikomym budżecie, z fabułą (często) pisaną na kolanie i aktorami, którzy są kumplami pomysłodawcy – a to oznacza kompletny brak talentu. Takie produkcje wyglądają fajnie, ale tylko w głowie twórcy, którego wyobraźnia nagle skręciła w dziwnym kierunku. Jednak jak od większości reguł, także i od tej są wyjątki, a pierwszym lepszym z brzegu przykładem jest świeżuteńki film Batman vs. Terminator.

Może animacja tego filmu nie przygniata (i jednocześnie nie odpycha), ale pomysł? Pomysł w tym przypadku powala na kolana! Batman vs. Terminator? Noż to przecież genialne! Twórcy tego filmu (panu Mitchellowi Hammondowi) należą się wielkie brawa za stworzenie fabuły, która nadaje się od razu do adaptacji komiksowej, a nawet filmowej – jeśli kiedykolwiek byłoby to możliwe.

Skąd to moje podniecenie? Ano stąd, że poznajemy Bruce’a Wayne’a w całkowicie nieznanych wcześniej okolicznościach. Batman przypomina tutaj trochę postać z Justice League: The Flashpoint Paradox. Jest podstarzały, sam jak palec i prowadzi swoją małą wojenkę ze Skynetem, który zaczął opanowywać Ziemię od 1997 roku – kiedy to wystrzelił atomówkę. Po odnalezieniu radia jednego z poległych żołnierzy, Batman postanawia dostać się do dowodzącego ruchem oporu – Johna Connora. Mimo, że tytuł filmu obiecuje trochę ponadto, co widzimy w 5 min filmie, to i tak warto obejrzeć ten fanfilm i snuć domysły - „co może się dalej wydarzyć”.

Batman vs. Terminator nie jest jednak jedynym dobrym fanfilmem, aby to udowodnić przedstawiam wam osiem amatorskich produkcji, które nie powodują wypływania gałek ocznych.

The Legacy – Superman Inspired Short Film

The Legacy w zasadzie wcale nie wygląda jak fanfilm, bardziej przypomina tani (ale nie najgorszy) serial wyprodukowany przez jakąś stację amerykańską. Film jest dobrze nakręcony, aktorstwo nie przeraża, a fabuła – trochę disneyowska – wciąga widza bardziej niż Mick Jagger kokainę. Nic dziwnego zatem, że The Legacy zgarnął nagrodę na Comic-Conie Film Festival 2010.

Grayson

Dick Grayson, czyli pierwszy (i moim skromnym zdaniem najlepszy) pomocnik Batmana o pseudonimie Robin oraz wiecznie niedoceniana postać – nawet jako Nightwing. Grayson pokazuje, że Robin może być również „cool” postacią, która przestaje żyć w cieniu swojego mentora. Ba, w tym fanfilmie Robin pokazuje jaki z niego badass i walczy ze wszystkimi, dosłownie wszystkimi. Fajnie, że ktoś wpadł na pomysł ukazania mrocznego Dicka Graysona a nie po raz kolejny Batmana, ale – posługując się eufemizmem – fabuła jest ciut za bardzo naciągana. Widocznie autor chciał w swojej historii pokazać każdego kogo się tylko da a przez to… niestety, ale mało można zrozumieć. Miszmasz wszystkiego powoduje lekkie zawroty głowy, a szkoda, bo pomysł jest naprawdę ciekawy.

Dirty Laundry

Punisher był zawsze jednym z tych… trudnych bohaterów. Mroczna przeszłość, chęć zemsty i brak supermocy czynił z Punishera (byłego marine - Franka Castle) niestety dosyć średniawą postać w uniwersum Marvela. Pamiętając film The Punisher z 2004 roku trudno wyobrazić sobie, że może powstać jakaś udana produkcja z tą postacią w roli głównej. A jednak się udało! Nie dość, że film ma kopa - którego było brak budżetowej produkcji - to na dodatek pozwala zobaczyć Punishera jako tego badassa, którym wszyscy chcieliby być – gdyby ich rodzina została również zamordowana. A gdyby tego wszystkiego było mało, to w tytułową rolę wciela się Thomas Jane, ten sam aktor, który w 2004 pojawił się na srebrnym ekranie jako Punisher. Jane – bądź co bądź aktor stojący ponad amatorskimi filmami – uznał swój udział w filmie jako hołd dla postaci Franka Castle.

Batman: City of Scars

Tak to już, że fanowskie filmy z uniwersum DC najłatwiej zrobić z Batmanem w roli głównej. Nie ma się tutaj na co oburzać i psioczyć w stylu „gdzie Zielona Latarnia albo Flash”, ponieważ oczywistym jest, że twórców takich produkcji ogranicza budżet, a wiadomo, że łatwiej przebrać faceta w strój „gacka” i zrobić w miarę przyzwoity film niż obrać za cel historię superbohatera z mocami i potem dokładać marne CGI i śmiesznie wyglądające stroje. Batman: City of Scars należy jednak do tych produkcji, które faktycznie coś wnoszą a nie są tylko kolejnymi amatorskim badziewiem robionym dla czystej zabawy. Być może nawet nazwanie tego dzieła „amatorską” produkcją (budżet opiewał na 27 tys. dolarów), to trochę obraza dla twórcy (Aarona Shoenke), bo film trwa 30 min i wygląda naprawdę świetnie. A na dodatek Batman: City of Scars jest czymś, co można pokazać zaciekłym fanom wersji „realistycznego” Batmana Nolana i powiedzieć: „patrzcie, tak powinien wyglądać film na podstawie komiksu”.

Wonder Woman

Gdy tylko pojawiła się informacja o tym, że Gal Gadot ma wcielić się w filmową wersję Wonder Woman w sequelu Man of Steel zaczęło się typowe narzekania, że „ta aktorka nijak się ma do komiksowej wersji”. Ja jednak jestem zdania, że nie ma co na razie narzekać, bo Wonder Woman to postać naprawdę trudna do pokazania, jeżeli nie chce się popadać w banał i śmieszność. Ta nie łatwa sztuka udała się poniekąd reżyserowi fanowskiego Wonder Woman (Jesse’emu V. Johnsoonowi) oraz odtwórczyni głównej roli  - Ninie Bergman. Zamiast bawić się w jakieś magiczne lasso i niewidzialne statki, ci po prostu wrzucili swoją Amazonkę do czasów II WŚ i kazali jej walczyć z nazistami. Proste, prawda?

Batman: Dead End

Ten fanfilm zrobił nie małą furorę na Comic Conie w 2003 roku. Batman walczący z Predatorem? Równie absurdalne co genialne. Taka historia – co może wielu z was zdziwić - miała już miejsce w komiksach. Nie od dziś wiadomo jednak, że to, co się przyjmie na kartach komiksu, niekoniecznie musi wyglądać dobrze na ekranie. Sandy Collora – autor Batman: Dead End – udowodnił jednak, że nawet tak dziwny pomysł połączenia odrębnych światów może faktycznie działać. Reżyser ubrał swojego protagonistę w oldschoolowy uniform i kazał walczyć solo z Predatorem – niczym Arnold w 1987 roku. Jak ten pojedynek się zakończył? Przekonajcie się sami.

World’s Finest

Ten film może być pewną alternatywą dla osób, które obawiają się, że sequel Man of Steel może się okazać jeszcze większą szmirą niż pierwsza część. Różnice między charakterem Clarke’a Kenta i Bruce’a Wayne’a są dosyć ciekawą bazą do stworzenia dobrej historii. Ci dwaj bohaterowie – pomimo dosyć podobnej w sumie przeszłości – mają całkowicie odmienne podejście do życia, a to przekłada się na ich sposób działania. Wyobraźcie sobie zatem, co mogłoby się stać, gdyby Batman Burtona spotkał Supermana Donnera.

Marvel Zombies

W zasadzie pojawienie się tego filmu jest wbrew temu wszystkiemu, co pisałem na samym początku. Marvel Zombies to naprawdę tania i kiczowata produkcja, którą mogłoby nakręcić 5-cio letnie dziecko, ale że przedstawicieli Marvela trochę mało tutaj, a film koniec końców jest dosyć zabawny, to nie mogłem oprzeć się pokusie i umieściłem go wśród dużo lepszych braci.

PS Oglądajcie do samego końca