1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Katy Perry – Prism, czyli głupiutki popowy album, który może się podobać

Otóż to, Prism jest głupiutki – i taki miał być, nieskomplikowany, łatwy w odbiorze, pop jakiego stacje radiowe i fani Katy Perry oczekują. Korzystając wiec z okazji, ze Spotify już udostępnił ten album, wgłębiłem się w jego zawartość i z zaskoczeniem uznałem, że mi się podoba.

Katy Perry – Prism, czyli głupiutki popowy album, który może się podobać

Może nie jest to „podobanie się” na poziomie AM od Arctic Monkeys czy nawet The 20/20 Experience od Timberlake’a, ale jak dla mnie jest naprawdę w porządku i nie, nie upadłem na głowę, a dzieciństwo miałem szczęśliwe. Jasne, przy Applause (albo najnowszym Do What U Want) Lady Gagi taki singlowy Roar wypada słabo, nawet biorąc pod uwagę fakt, że Applause ma strasznie infantylny tekst, to pod względem czysto muzycznym jest dużo ciekawszą popową propozycją. Roar z kolei wygrywa teledyskiem, który urzekł mnie swoim lekkim podejściem i humorem rodem z lat 90-tych, przypominając trochę klip Tarzan & Jane - duńskiego duetu Toy-Box.


Z Prism jest tylko jeden, mały problem, jak na płytę popową jest mało… hitowa – szczególnie jeśli ją porównamy do poprzedniego krążka Katy Perry, czyli Teeneage Dream z 2010 roku z pięcioma hitowymi singlami. W zasadzie oprócz Roar - czyli piosenki, która teoretycznie jest hymnem poświęconym kobiecej niezależności i sile, a w rzeczywistości to wołaniem o pomoc kobiety, która dopiero co się rozstała ze swoim ukochanym (czyli ex mężem Russellem Brandem) – nie ma już innego żadnego popowego hicioru.

A dziwne to dla mnie niemożebnie, bo za produkcją Prism stał znany duet produkcyjny - Dr Luke i Max Martin - który ma w swoim dorobku absolutne przeboje, jak np. I Kissed a Girl, Hot n Cold dla Katy Perry, Baby One More Time dla Britney Spears oraz I Knew You Were Trouble dla Taylor Swift, więcej nie wymienię, ponieważ lista byłaby naprawdę długa. Na całe szczęście znajdziemy i takie piosenki, które choć nie porywają w górę, to są bardzo przyzwoite i mogą umilić jesienny dzień. Do moich osobistych faworytów należą na pewno Legendary Lovers, dance’owy Birthday, International Smile (słodko prawda?) oraz numero uno zaraz po Roar, czyli Walking On Air, który przypomina mi dokonania eurodancowej grupy Snap! – to ci od Rythm Is A Dancer. Jedynym minusem tego utworu jest fakt, że Katy swoim wokalem przypomina momentami Edytę Górniak, brrr.

Czy ja już wspominałem, że Prism jest smutnym pamiętnikiem Perry po rozstaniu z Russellem? Oprócz Roar, na całym krążku natrafiamy na takie ekhm wyznania w stylu: Kochałam cię, ale teraz jestem samowystarczalna albo Nie, czekaj, żartowałam, nie odchodź i Oddałam ci się cała, a ty teraz mnie porzucasz, bardzo nieładnie z twojej strony. Jeżeli jednak komuś takie (babskie i płaczliwe) teksty nie przeszkadzają a chce sobie zapuścić przyjemną muzyczkę dla uszu podczas pracy, czy jakiejkolwiek innej  czynności, przy której czuje się potrzebę umilenia sobie jej, to śmiało, włączcie Prism i bawcie się przy tych popowych dźwiękach.