REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki
  4. Filmy
  5. Audiobooki

Dlaczego nie ma książek o Iron Manie czy Batmanie? Winę ponoszą widzowie filmów

Gdy jakiś wielki hit wchodzi do kin, bardzo często towarzyszy mu jakaś książka. Czasem jest to oryginał, na podstawie którego stworzono ekranizację, albo beletryzowana wersja scenariusza. Weźmy kilka przykładów: Operacja Argo, Homeland, World War Z... długo by wymieniać. Ale zaraz, zaraz... gdzie są książki o superbohaterach? Czy Iron Man lub Spider-Man to bęcwały niegodne przekładu na słowo pisane? I dlaczego RoboCop ma znakomitą szansę, by ten stan rzeczy zmienić.

Iron Man
REKLAMA

Do zastanowienia nad tematem skłonił zwiastun... filmu. Pierwszy kinowy trailer nowego RoboCopa przypomniał mi o zarazie współczesnego kina, której nazwa nawet nie odbiega zbyt daleko od terminologii medycznej. A zwą ją PG-13.

REKLAMA

Obraz Paula Verhoevena, pomimo 26 lat na karku, po dziś dzień robi kolosalne wrażenie. Niezwykle sugestywna wizja dystopii nie odpuszcza przez cały seans, nie daje się wybić z rytmu nawet rachityczną, poklatkową animacją policyjnej maszyny kroczącej. Ten świat jest brutalny, więc reżyser nie oszczędza widoku flaków i fontann krwi. To wszystko jest jednak tłem dla prób odpowiedzi na pytanie, jak będzie wyglądać przyszłość, gdy cyborgizacja stanie się rzeczywistością. Nie jest jasne, czy Alex Murphy był jeszcze człowiekiem, czy już maszyną. Krótko mówiąc: film dla dorosłych - pod względem formy i treści.

I wnet pojawia się trailer RoboCopa a.d. 2014, gdzie Raport Mniejszości spotyka się ze Spider-Manem odzianym w egzoszkielet z Crysisa. Oczywiście w przerwach pomiędzy "neutralizowaniem" przestępców widzimy łzawe rodzinne sceny, kiedy "policyjny gliniarz" zdejmuje hełm i udowadnia synkowi, że pomimo metalowych, ekhm, członków, nadal jest tym samym tatusiem. Kilka prostych zabiegów, a z futu-noirowego filmu otrzymaliśmy pełnometrażowy odcinek fantastycznonaukowego spin-offa M jak miłość. A wszystko przez PG-13. Dzięki, MGM.

Wytwórnie filmowe nie mogą sobie pozwolić na odpuszczenie grupy demograficznej powyżej trzynastego roku życia, bo to lwia część bywalców kin. To młode osoby są najbardziej skłonne do dokonywania zakupów wiązanych, czyli wszelkiego merchu powiązanego z filmem (gry, figurki, komiksy). Niestety w tej grupie rzadko spotyka się książki... ale o tym za chwilę. Studio trzymając w ręku koncept ciekawego filmu woli go "wykastrować", by obniżyć jego rating i nie zakręcać kurka od dodatkowego źródła pieniędzy. Tegoroczny raport agencji badawczej Nielsen wskazuje, że dorośli w wieku 24-52 coraz rzadziej chodzą do kina - i jest to zmiana zauważalna, bo o 5 punktów procentowych na przestrzeni trzech lat (obecny pułap wynosi 52%). Tym samym wskaźnik uczestnictwa w seansach filmowych osób w wieku 12-24 rośnie, choć w mniejszym tempie (źródło). Tworzenie filmów pod PG-13 jest więc ekonomicznie ruchem jak najbardziej uzasadnionym, a niewidzialna ręka rynku i tak robi swoje, i sentymentalni polecą do kina na przygody hirołów z lat młodości. Nawet jeśli wyjdą potem zalani łzami. Łzami wściekłości. A podejrzewam, że po premierze RoboCopa tak właśnie będzie.

Spider Man

I w tym momencie pojawia się nowa okazja na rehabilitację - "de-PGzacja" przy pomocy książki. To, czego nie można/nie opłaca się pokazać w kinie, można przedstawić na kartach powieści. Oczywiście mogłyby pojawiać się ograniczenia i nakaz ścisłego trzymania się oryginalnego scenariusza, ale na pewno łatwiej byłoby sformułować fabułę pod kątem dorosłego czytelnika. Na okładce wystarczyłoby machnąć napis "Director's original script" czy coś w ten deseń i bohaterowie z miejsca zyskaliby na głębi.

Weźmy na tapetę wspomnianego RoboCopa. Można byłoby odpuścić sentymentalną wstawkę na rzecz bardziej dwuznacznego wątku szukania własnej tożsamości w kontekście żony i syna. Dodajmy podświadome przebłyski - pragnienie zemsty i siania spustoszenia wśród oprawców. Próba odpowiedzi na pytanie, czy "pękające arbuzy" są sposobem na walkę z przestępczością, a nie bezrefleksyjne odstawienie uśmiercania oponentów rodem z Terminatora 2. I na deser - czy podnieść rękę na swojego stwórcę? Zaledwie cztery pomysły, a już odświeżony klasyk nabiera rumieńców. I jeśli nie będę miał szans takiej wersji zobaczyć na ekranie (bo zmiany w scenariuszu są tak daleko posunięte, że wersja reżyserska niewiele zmieni), to przynajmniej zanużyłbym się w lekturze.

RoboCop nosi jednak piętno obrazu gatunkowo ciężkiego, a tymczasem w box-office'ach brylują pozycje lżejsze. Zastanawiałem się, czy taki Superman czy Spider-Man nie są bohaterami zbyt płytkimi na beletryzację. W wersji PG-13 - zdecydowanie. Ale nie oczekujmy, że wszyscy chcieliby być świadkami, jak kolo w obcisłym trykocie odstawia werterowski weltschmerz. W superbohaterach tkwi ogromny potencjał, bo w rękach zdolnego twórcy potrafią zaskoczyć swoją plastycznością.

Wie to każdy, kto czytał komiksy wydawnictwa Vertigo czy oglądał nolanowskiego Batmana. Taki Spiderman to jest do rany przyłóż i trudno szukać w nim badassa, ale jako bohater książki dla młodzieży... czemu nie? Problem w tym, że według ludzi filmu nikt takiej książki by nie kupił.

The-Avengers-Ksiazka

Rachunek jest prosty: nie opłaca się zatrudniać pisarza, ani tym bardziej wydawać książki, kiedy prognozy sprzedażowe są nędzne. Podejrzewam, że gaża autora plus testowy nakład 50 tys. egzemplarzy stanowiłyby ułamek całego budżetu marketingowego filmu. Przy dobrym rozegraniu inwestycja mogłaby się zwrócić kilkukrotnie. Dobre recenzje podkreślające niebanalność kompozycji plus znana twarz na okładce i voila! Nawet do Kapitana Ameryki można byłoby przemycić aluzje do obecnej sytuacji polityczno-gospodarczej bez utraty charakteru całej historii. Edukacja przez rozrywkę - sprytne! Gdyby tylko ktoś miał jaja i dał superbohaterom szansę.

No i tu dochodzimy do sedna sprawy... Przeczytałem gdzieś ostatnio o odbytym przez mądre głowy panelu dyskusyjnym "Czy warto jeszcze promować czytelnictwo?". I w USA, i w Polsce idą krocie na kampanie zachęcające do literatury, a wskaźniki czytelnictwa w dalszym ciągu balansują w granicach błędu statystycznego.

REKLAMA

Może więc książka o Iron Manie zachęciłaby do czytania młodego, który wyszedł właśnie z kina? Dopóki ktoś nie spróbuje, dopóty błędne koło będzie wciąż zamknięte - twórcom koło nosa przejdą nowe tantiemy, a fanom superbohaterów nowe atrakcje. Piłka jest po stronie widza. Kupując i czytając książki wysyłamy wyraźny sygnał: chcemy więcej! Wytwórniom na pewno nie przejdzie to koło nosa, ale bez tego - ani rusz.

PS. Dziękuję koledze Maćkowi za wielogodzinne dyskusje na temat kondycji współczesnej popkultury.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA