REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Dobre, bo polskie #1*: "Pokalanie" Piotra Czerwińskiego

Ta książka jest ordynarna, porąbana, ma zbyt długi prolog i opowiada o miłości, jakby ktoś nie zauważył. A także o pijaństwie, bo pijaństwo i miłość to bardzo wdzięczne tematy na książkę. Takimi słowami rozpoczyna się "Pokalanie" polskiego publicysty i dziennikarza, Piotra Czerwińskiego, urodzonego w 1972 roku i mieszkającego obecnie w Dublinie. Ta książka to jego debiutancka powieść z 2005 roku.

Dobre, bo polskie #1*: „Pokalanie” Piotra Czerwińskiego
REKLAMA

Już sam jej tytuł jest niewątpliwie uderzający, jednak dopiero po przeczytaniu powieści nabiera właściwej mu mocy i idealnie oddaje problem poruszony przez autora. A mianowicie problem jego generacji, generacji trzydziestolatków. W kontekście całego utworu trudno nie zauważyć intelektualnej gry słownej, jaka rodzi się w wyniku konfrontacji słów "pokolenie – pokalanie". Ten prosty, a jednocześnie widowiskowy zabieg sprawia, iż dzieło Czerwińskiego jest nie tylko wulgarnym, buńczucznym, czasem może nieco pretensjonalnym niezadowoleniem z obecnego stanu rzeczy, podszytym romantyczną wizją świata. Interpretacja tej powieści wybiega daleko ponad niechęć i rozżalenie autora. Czerwiński zwraca naszą uwagę na własną już, jego zdaniem, bezsilność, prymitywność zjawisk, jakie cechuje współczesność oraz zachęca nas do walki, można by rzec banalnie, o lepsze jutro. To lepsze jutro, gdzieś tam w "innej galaktyce":

REKLAMA

Niniejszą książkę wypada zatem czytać w stanie permanentnego emeryckiego wkurwienia, śmierdzącego na kilometr dowolnym etosem, byle tylko wkurwienie nie ustępowało. I dobrze. Może chociaż któreś z was przekuje to wkurwienie na rebelię. Dla mnie jest już za późno, więc będę ją czytywał wyłącznie z sentymentem.

„Pokalanie” – ebook/okładka

Czerwiński stosując ironię, ale i popadając w pewną rozpacz, opowiada o ówczesnym mu świecie. O samym sobie (ale i o nas) w dobie wirtualnej przestrzeni, pełnej konsumpcjonizmu, której porządek ustalają ramy korporacji. Rzecz rozpoczyna się 11 września 2001 roku, w dniu tragedii World Trade Center. Głównym miejscem akcji jest miasto stołeczne Warszawa, "kraj Bulanda Country, centralnie nad Wisłą, The Vistula River". Główny bohater – pismak, jak sam siebie nazywa autor "Pokalania", zakochuje się w swojej współpracownicy Tofi. Zdając sobie sprawę z niemożności spełnienia tego uczucia, pije na umór, a także rozpuszcza w pracy plotkę o sobie samym. Można o nim powiedzieć wiele – jest znudzony, frustruje go praca i życie, w których nie widzi już tej samej, młodzieńczej pasji, co kiedyś. Ale jest on przede wszystkim człowiekiem świadomym. Świadomym pełnej amerykanizacji polskiej kultury, zaniku oraz ubogości rodzimego języka, wszechobecnego moralnego upadku, ciągłej gonitwy za pracą, pieniądzem, na rzecz których odrzuca się właśnie ową moralność. Świadomym również wciąż pogłębiającej się beznadziei w jego życiu osobistym. Gardzi swoją pracą, na którą jednak musi się godzić, bo:

To klawa praca. Daje żyć. Niewiele ma wspólnego z dziennikarstwem, ale i rzeczone dziennikarstwo ma dzisiaj bardzo mało wspólnego z samym sobą. […] Tak sobie żyję. Wstaję, tyram, kładę się. […] Nie znam celu tej gehenny. Gdy miałem szesnaście lat i rzucałem o mur butelkami po jabolach na koncercie Zielonych Żabek, wiedziałem, po co żyję. Wiedziałem to o wiele lepiej niż dzisiaj, gdy
wstaję
tyram
i tak dalej.

Główny bohater jest inteligentem, inteligentem sentymentalnym, który pod maską cynizmu i sarkazmu, próbuje stłamsić swoje nadzieje i marzenia. O jego wrażliwości świadczy sama kompozycja powieści. Autor bowiem równorzędnie opowiada o dniu dzisiejszym, swoich rozterkach, a jednocześnie co jakiś czas pojawiają się chronologicznie uporządkowane retrospekcje z dzieciństwa, lat młodości. Jego wspomnienia dotyczą absurdów czasu PRL-u, problemów dojrzewania, doświadczeń seksualnych, przyjaźni ze szkolnych lat, miłości, marzeń, wydarzeń związanych z pracą jako reporter. Pojawia się także wątek pracy na emigracji.

Piotr Czerwiński

Powieść Piotra Czerwińskiego to wspaniały, mocny wyraz tęsknoty za marzeniami, chęci życiowego spełnienia, będący jednocześnie pogardą dla tego co prostackie i bez celu. To pewien strach przed dorosłością, która niestety dopada nas i nie pyta o zdanie. To pragnienie odnalezienia sensu, zbudowania z drobnych kawałków rzeczywistości spójnej całości, mimo że już nigdy nie będzie ona taka, jaka była dawniej. Ale przede wszystkim to bardzo dobry debiut polskiego, nie tak młodego już autora, który po opublikowaniu „Pokalania” stał się całkiem płodnym pisarzem. Poza recenzowaną powieścią, Czerwiński napisał jeszcze trzy w podobnej i charakterystycznej dla niego stylistyce. Niebawem na sPlay pojawi się tekst dotyczący jego ostatniej książki, "Pigułki wolności".

REKLAMA

Jeśli nie znasz tej książki, a chcesz ją przeczytać, możesz ją kupić tutaj.

*Postanowiłam stworzyć serię tekstów o polskiej literaturze współczesnej, która – moim zdaniem – nie jest doceniana przez przeciętnego czytelnika, wybierającego raczej amerykańską sensację. Niech mi wybaczą, ale także ucieszą się ci, którzy polskie powieści czytają i chętnie szukają nowych. "Dobre, bo polskie" to po prostu prezentacja powieści, które w jakiś sposób mnie ujęły i zatrzymały na dużej. Głównie pojawią się w tym cyklu recenzje książek roczników siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA