1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry

7 Days to Die – połączenie Minecrafta i State of Decay nie zdało egzaminu

7 Days do Die zapowiadało się na niesamowicie obiecującą grę. Tytuł czerpie garściami z kwadratowego świata Minecrafta oraz jego niemal nieskończonych możliwości, dodając do tego zombie, cykl dobowy oraz elementy survival-horroru. Miała być rewolucja, wyszło „jako-tako”.

7 Days to Die – połączenie Minecrafta i State of Decay nie zdało egzaminu

Dobre złego początki

Na samym początku byłem oczarowany. Wrzucony w wir kwadratowego, jednocześnie znacznie bardziej szczegółowego świata, cieszyłem się jak dziecko. Podróżowanie po rozległych, otwartych terenach nastrajało pozytywnie. Co rusz napotykałem na jakieś zwłoki, pozostawione samochody z elementami ekwipunku oraz paczki z amunicją i materiałami budowlanymi. Ospałe zombie nie stanowiły zagrożenia, padając jak muchy od pocisków ze znalezionego obrzyna.

7 days to die 4

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że State of Decay pójdzie na chwilę w zapomnienie, ustępując 7 Days to Die. Dopiero po dłuższej chwili z tym tytułem poznałem jego główną, najsilniejszą słabość.

Po co?

7 Days to Die w kilka kolejnych dni wykończyło się samo. Rozgrywce najzwyczajniej w świecie brakuje celowości. Bez scenariusza, bez wyraźnych celów i wyzwań, tytuł staje się monotonny. Oczywiście możecie w tym miejscu napisać, że Minecraft również nie posiada celu ani fabuły. Zgoda, lecz dzieło Notcha wynagradza to graczom ogromem możliwości, niesamowitych i zapierających dech w piersiach, widząc w sieci dzieła społeczności graczy.

7 days to die 3

7 Days to Die to zaledwie garść tych możliwości. Chociaż środowisko w grze jest (niemal) w pełni interaktywne, wczesna wersja tego produktu nie pozwala na wiele. Oczywiście już teraz możemy bawić się w crafting i wpływać na geografię świata, lecz to za mało, aby przyciągnąć do ekranu na dłużej. Po kilku godzinach do rozgrywki wkrada się monotonność, wspierana przez prosty schemat – za dnia eksploruj, zdobywaj i buduj, w nocy czekaj, nasłuchuj i broń domostwa.

Zabójczy cykl dobowy

7 Days to Die to przede wszystkim wyraźnie zarysowany system dnia i nocy, który znacząco wpływa na rozgrywkę. Za dnia zombie są powolne, stanowiąc łatwy cel, który w razie problemów nie rzuci się za nami do ucieczki. No, przynajmniej nie na długi dystans. Skąpani w świetle słonecznym, eksplorujemy więc mapę, natrafiając na amunicję, bronie, materiały budowlane oraz żywność i wodę.

7 days to die 2

Szabrowanie jest integralną częścią zabawy, ponieważ gracz musi regularnie dożywiać prowadzoną przez siebie postać. Nie bez znaczenia są również materiały, z których stworzymy nie tylko pancerne drzwi do naszego bastionu, ale również meble, zasieki, pułapki na żywe trupy czy nawet amunicję domowej roboty. Samowystarczalność nie jest jednak istotna, ponieważ z każdym kolejnym dniem łupy pojawiają się ponownie w już przeszukanych miejscach, niczym za dotknięciem magicznej różdżki.

Noc. Noc to już zupełnie inna para kaloszy. Ograniczona widoczność to tylko wierzchołek góry problemów, jakie przynosi mrok i ciemność. Wraz z zachodem słońca zombie zmieniają się nie do poznania, zyskując na szybkości, agresji i determinacji. O ile za dnia rozkładające się (nie)żywe zwłoki to powolne worki treningowe, tak w nocy przeistaczają się w krwiożercze bestie, szybkie, niebezpieczne i śmiertelnie zabójcze.

7 days to die 1

Chociażby z tego powodu podczas nocy nie warto wyściubiać nosa poza rozbudowywaną fortecę. Ta, w przeciwieństwie do Minecrafta, nie jest jednak idealna. Sklep, dom mieszkalny czy stacja paliw – niezależnie gdzie zdecyduje się osiąść gracz, nie ma schronienia nie do ruszenia. Zombie potrafią niszczyć ściany, blok po bloku demolując miejsce naszego pobytu. Jeśli raz zwęszą położenie gracza, nie odpuszczą do samego świtu.

Co ciekawe, zaimplementowany do gry system fizyki zdaje się być po stronie umarlaków. Ci nie muszą dorwać się do gracza, rozszarpując go na kawałki. Wręcz przeciwnie, wystarczy, że zdemolują jedną ze ścian budynku, a dach i cała konstrukcja zwala się graczowi na głowę, kończąc jego żywot. Mimo tego, wprawiony „survivol” zawsze znajdzie jakieś rozwiązanie, znalazłem je również i ja. Wystarczyło odnaleźć odpowiednią konstrukcję, na którą wchodzi się  za pomocą drabiny i po sprawie – cała koncepcja 7 Days to Die legła w gruzach. Przeciwnicy nie potrafią poradzić sobie ze szczeblami drabiny, natomiast latający oponenci ukażą się dopiero w kolejnej aktualizacji. Dzięki temu dotychczasowa wersja 7 Days to Die daje możliwości na niekończącą się, bezpieczną i komfortową zabawę, w którą błyskawicznie wkrada się nuda.

Warto?

Od samego początku interesowałem się tym projektem. Kiedy w końcu pojawił się na serwerach twórców, od razu przystąpiłem do zabawy. Niestety, od 7 Days to Die oczekiwałem chyba zbyt wiele. Monotonia, cień możliwości Minecrafta oraz wczesne stadium rozwojowe tego tytułu łączą się w spójną całość, niewartą takiej ceny.

7 days to die

Nie oznacza to, że 7 Days to Die jest do niczego. W tym tytule naprawdę drzemie potencjał i całkiem możliwe, że wraz z kolejnymi aktualizacjami, produkt będzie nabierał rumieńców. Jeśli jednak chcecie zagrać tutaj i teraz – cóż, liczcie się z tym, że możecie nie być zadowoleni z zakupu. Zacząłem ziewać już po 3 godzinie z grą. Portfel zapłakał.