1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Kolumbowie odkrywają Polskę - "Jutro idziemy do kina"

"Jutro idziemy do kina" obejrzałem zupełnie przez przypadek, właściwie byłem nawet niechętny temu seansowi. Wystarczyło jednak raptem kilka minut, żeby film mnie wciągnął, a niechęć ustąpiła swoistemu oczarowaniu. I został tylko żal, że w Polsce robi się tak mało takich filmów. 

Kolumbowie odkrywają Polskę – „Jutro idziemy do kina”

Powodów dla których podchodziłem do tego pochodzącego z 2007 roku obrazu było kilka. Po pierwsze - kraj pochodzenia. Choć jestem fanem polskiej kinematografii (nazwijcie mnie masochistą), to raczej tej starszej, bo wśród filmów powstałych po 2000 roku odnalezienie naprawdę udanego dzieła jest zadaniem niełatwym. Po drugie - aktorzy. Szczerze nie znoszę tych "gwiazd nowego pokolenia", występujących wszędzie i wszędzie też grających tak samo. Po trzecie wreszcie: historia. Czyż nie było oczywiste, że musi być ona pompatyczna, patetyczna i mdła?

Niespodziewanie, wszystkie moje obawy okazały się bezzasadne. Choć widać, że nie jest to film z ogromnym budżetem, nie razi to właściwie ani przez moment. Nakręcony jest sprawnie, spójnie i ze smakiem. Uniknięto scen, które bez dużych nakładów finansowych po prostu nie mogą wypaść dobrze, jak na przykład "efektowne" strzelaniny i wybuchy, które spokojnie można by tu przecież wepchnąć. Trio głównych bohaterów - Wesołowski, Damięcki, Pawlicki - wypadło naprawdę nieźle. Jasne, to nie są aktorzy wybitni, gdzieniegdzie widać, że brakuje im warsztatu i/lub doświadczenia, jednakże ich gra nie razi. Mało tego, są w swoich rolach przekonujący i dość autentyczni. I wreszcie - historia. Nie odrzuca, nie męczy tą wszechobecną martyrologią, nie jest naiwna. Jest zaskakująco składna i w pewnym sensie wręcz uniwersalna.

jutro idziemy do kina

"Jutro idziemy do kina" opowiada o losach trójki przyjaciół - Jerzego, Andrzeja i Piotra, stających na progu dorosłości. Właśnie zdali maturę i planują swoją przyszłość. Przekonani, że wszystko co najlepsze dopiero przed nimi, szukają własnej drogi. Żyją chwilą, beztrosko cieszą się każdym dniem, pragną miłości. Jest rok 1938 i mimo, że coraz głośniej mówi się o zbliżającej się wojnie, chłopcy zdają się tym nie przejmować. Przecież nawet jeśli wybuchnie, to skończy się szybko i zwycięsko. Upływają kolejne miesiące, podczas których każdy z bohaterów podąża swoją ścieżką, jednak coraz tęskniej spoglądając na złote lata młodości. Mają to, czego chcieli - kochają i są kochani. Coraz bardziej przytłoczeni wydarzeniami, gdy widmo wojny jest już nieuchronne, wypowiadane przez nich niefrasobliwe deklaracje tracą dawną moc i siłę, jakby miały ukoić przede wszystkich ich samych.

I jasne, że można by się przyczepić, że cała ta historia jest za bardzo idylliczna, bajkowa. Że za dużo w niej miłosnych rozterek, albo naiwnych młodzieńczych dylematów. Mnie jednak w całości przekonała. Znalazłem w niej coś więcej, niż opowieść o pokoleniu Kolumbów - mianowicie swoistą przypowieść o tych tkwiących w człowieku pragnieniach, tłamszonych przez obowiązek wobec rzeczywistości. I przyznaję, urzekła mnie ona.

jutro idziemy do kina 3

Bez dwóch zdań nie jest to film wybitny, który na trwale zapisze się w annałach kinematografii. Znajduje się jednak na zupełnie innym biegunie, niż wszystkie te durne polskie komedyjki, których pełno w kinie. I z tego powodu uznałem, że warto polecić go wszystkim tym, którym premiera umknęła, albo którzy jak ja, pełni uprzedzeń omijali go szerokim łukiem. Ten melodramat w reżyserii Michała Kwiecińskiego, ze scenariuszem wybitnego Jerzego Stawińskiego, możecie bezpłatnie obejrzeć na VOD, do czego gorąco was zachęcam.