1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Miley Cyrus na językach – teledysk do Wrecking Ball już jest na YouTube

Miley jest znów kontrowersyjna? Nuuda. Po występie na MTV VMA już nic mnie nie zdziwi. Jestem uprzedzony, koniec i kropka. Może nowy klip jest mniej… żenujący od poprzedniego (We Can’t Stop), ale nie oznacza to, że jest dobry.

Miley Cyrus na językach – teledysk do Wrecking Ball już jest na YouTube

Jak możecie się domyślać, głównym czynnikiem, który miał przyciągnąć uwagę widza jest tutaj nagość, ale wiecie, taka „artystyczna” nagość. Trudno się dziwić takiemu podejściu, skoro na stołku reżyserskim zasiadł Terry Richardson, znany ze swojego zamiłowania do eksponowania kobiecych kształtów na zdjęciach, pasujący idealnie do obecnej kreacji Miley Cyrus.

Teledysk zaczyna się dosyć niewinnie. Twarz Miley i jej łzy są na pierwszym planie, poza tym tylko białe tło - nieodwracające uwagi od zrozpaczonej byłej gwiazdki Disneya. Gdzieś już widziałem nawet porównania tej sceny do Sinéad O'Connor w Nothing Compares 2U. Jeżeli komuś wystarczy do takiego porównania sam fakt wykadrowanej wyłącznie twarzy, to gratuluję.

Miley już na początku wygląda trochę tak, jakby należała do grupy ludzi z bardzo niskim IQ. Sinead w swoim klipie wygląda na inteligentną kobietę, szukającą ukojenia, której wzrok co chwilę ucieka. Patrząc na Miley odnoszę wrażenie, że cały ten „ból” jest tylko na pokaz, a do tego jej martwy (tępy) wzrok sugeruje mi, że w każdej chwili może z jej ust polecieć strużka śliny…

To dopiero początek, a mi się już nie podoba, zniósłbym ten cały „artyzm”, ale dalej jest jeszcze gorzej. Rozumiem użycie młota i kuli do wyburzenia jako metafory odejścia od czegoś co było, zniszczenie starego image jako Hannah Montana lub po prostu (i najprawdopodobniej) symbolizującego rozpadający się związek z Liamem, który notabene jest zdegustowany występem swojej dziewczyny obok Robina Thicke i chce się z nią rozejść – trudno mu się dziwić. Ale, na Boga, czy Miley musi ten młot lizać? Czy musi nago ujeżdżać kulę? Nie można tego choć raz normalnie zrobić?

Według PRowców zapewne nie, w końcu wszystko układa się w jedną całość – wyuzdanej do bólu, nowej Miley Cyrus, która nic poza nagością nie ma ciekawego do pokazania. Chociaż ja uważam, że pokazanie jej jako normalnej wokalistki, ten jeden jedyny raz, by nie zaszkodziło. Przecież i tak już wszyscy kapujemy, Miley ma być białą Rihanną, wizerunkowo a także muzycznie - Wrecking Ball mógłbym usłyszeć z ust Rihanny i wcale nie byłbym zdziwiony.

W zasadzie, piosenka sama w sobie nie jest taka zła, chociaż linia melodyczna może nie jest zbyt wyszukana, tak samo jak i podkład stworzony przez Dr. Luke’a – momentami zbyt pompatyczny. Jasne, niczym to się nie wyróżnia spośród reszty popowej hałastry, można nawet odnieść wrażenie, że „gdzieś się to już słyszało”, ale koniec końców nie jest aż tak źle.

Dla mnie i tak jest lepiej niż w przypadku We Can’t Stop, w Wrecking Ball przynajmniej rozumiem choć trochę „co poeta miał na myśli”. Nie mniej, strach pomyśleć jak będzie brzmieć nowa płyta Miley – Bangerz (premiera 4 października) i jakie jeszcze teledyski na nas czekają. Przy okazji, czy ktoś oprócz mnie zauważył, że Miley ma coś nie tak z językiem?