1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry

The Bureau: XCOM Declassified? Nawet nie mam ochoty do niego wracać

Po kapitalnym XCOM: Enemy Unknown myślałem, że marka wymagających, taktycznych strzelanin na stałe powróci do okresu świetności, oferując bardziej ambitnym i wymagającym graczom porcje klimatycznych, trudnych i zmuszających do myślenia tytułów. Po Bureau oczekiwałem wiele. Spędzając z produkcją kilka ładnych godzin, nie chcę już na nią patrzeć.

The Bureau: XCOM Declassified? Nawet nie mam ochoty do niego wracać

Słowem wyjaśnienia – nie jest to klasyczna recenzja. Przyznaję się, nie ograłem tego tytułu do końca. Nie chcę więc wystawiać mu finalnej noty. Ten tekst to raczej suma moich doświadczeń, przeżycie gracza, którego oczarowało Enemy Unknown na najwyższym poziomie trudności. Osoby, na którą reszta grających znajomych patrzy jak na dziwaka, kiedy odpalam kultowe Terror from the Deep, w ogóle nie zdając sobie sprawy z archaicznej grafiki i 18 lat, które dzielą premierę tego tytułu od dzisiejszego dnia. Chcę być z Wami szczery, ponieważ zawsze otwierał mi się nóż w kieszeni, kiedy czytam „recenzje” oparte na kilku pierwszych misjach wraz z samouczkiem. Bujać to my, nie nas, prawda?

Biuro bolesnego rozkroku

bureau 3

Od samego początku The Bureau, śledziłem wszystkie informacje związane z tym tytułem. Byłem pod ogromnym wrażeniem konceptu na obcych, niesamowicie oryginalnego i egzotycznego. Nie miałem również absolutnie nic wobec decyzji twórców o stworzeniu dynamicznej strzelaniny, która z turowym tytułem Firaxis nie miała zbyt dużo wspólnego.

Niestety, podczas produkcji Bureau, koncept uległ załamaniu, twórcy zmienili filary rozgrywki, stając w bolesnym rozkroku między taktyczną strzelaniną a typową grą akcji w bardzo klimatycznym otoczeniu. Rozkroku o tyle bolesnym, że po przechrzczeniu Declassified na Bureau twórcy zakasali rękawy i wzięli się ostro do pracy, aby wydać tytuł jak najszybciej.

Niezdecydowanie i zmiana systemu rozgrywki nie wyszła produkcji na dobre. Odbiło się to na jej jakości, co da się odczuć od samego początku. Bureau cierpli na brak dostatecznego oszlifowania. Gra posiada doprowadzające mnie do szału błędy, które bez żadnego problemu mogłyby zostać wyeliminowane, przy odpowiednio dłuższym procesie postprodukcji.

Ściśle tajne niedoróbki

bureau 5

Weźmy dla przykładu animację postaci. O ile toczymy rozgrywane w czasie rzeczywistym starcia, przy użyciu taktycznej pauzy, wszystko jest jak należy. Podczas eksploracji terenów protagonista zachowuje się jednak jak kawał drewna. Skoki z najmniejszych nawet wysokości to klasyczny pokaz wrodzonej sztywności i zaniku kolan. Bohater wydaje przy tym pojękiwania, jak gdyby zeskok z półmetrowego murka był czymś, co znacząco przerasta zaprawionego w bojach agenta CIA.

The Bureau na całe szczęście nie jest jednak tytułem skrajnie łatwym. Podczas walki zginąć jest bardzo prosto, o ile nie korzystamy z osłon, dajemy się zajść z flanki oraz nie jesteśmy mobilni. Z tego powodu inteligencja dwóch towarzyszy, będących bezpośrednio pod naszym dowodzeniem, musi być naprawdę dopracowana. W produkcji opartej na drużynowych starciach z przytłaczającym ilościowo przeciwnikiem komputerowi towarzysze powinni chodzić jak w zegarku. Niestety, co prawda chodzą, ale mniej więcej tak samo skutecznie jak ja, o 6 rano, po pieczywo do pobliskiego sklepu spożywczego.

bureau 4

Towarzysze zdają sobie sprawę, że trwa wojna i coś trzeba robić. Dzięki temu biegają od odsłony do osłony, bez ingerencji gracza odstrzeliwując najeźdźców z kosmosu. Drobny problem polega jednak na tym, że robią to… nie po tej stronie barykady, po której powinni, wystawiając się na laserowe pociski, momentalnie zamieniając się w ser szwajcarski.

Biuro niepełnosprawnych towarzyszy

bureau 2

Mało tego. Wyobraźcie sobie proszę następującą sytuację. Wróg, w liczbie pięciu sztuk, nie odkrył jeszcze naszych pozycji, znajdując się bardzo blisko siebie. Pozbawiony granatów oraz wsparcia lotniczego, postanowiłem przypuścić szturm, korzystając z braku osłon wokół oponenta. Wydając polecenia towarzyszom broni, ruszyłem przed siebie, z bojowym okrzykiem na ustach i palcem na shifcie, dobiegając do barykady i rozpoczynając ostrzał. Po kilku sekundach zdałem sobie jednak sprawę, że jestem sam, samiutki jak palec naprzeciwko kilku obcych. Co z resztą mojej drużyny? Ano jedna z postaci zablokowała się podczas używania specjalnej mocy i stoi nieruchomo, druga natomiast utknęła w drodze na moją pozycję, traktując kilkudziesięciocentymetrowy podest jako przeszkodę nie do przebycia. Bolało.

Boli również całe The Bureau, ponieważ koncept na grę jest po prostu genialny. Twór osadzony w serii XCOM miał pokazywać pierwszy kontakt ludzkości z obcymi. Bardzo dzika adaptacja pozaziemskich technologii, w połączniu z niemieckimi naukowcami pamiętającymi czasy drugiej wojny światowej oraz klimat lat 60-tych budują wspaniałą atmosferę. To właśnie za jej sprawą po raz kolejny klikałem na ikonę zlokalizowaną na pulpicie, pomimo coraz większego niesmaku.

Wydmuszka odtajniona

bureau 8

Niestety, po pewnym czasie zarówno świat, jak i opowiadana historia, przestają stanowić motor napędowy. Na początku wszystko jest po prostu fantastyczne – gracz może prowadzić rozmowy przypominające te z Mass Effect, przy zastosowaniu bliźniaczo podobnego systemu koła. Niestety, te naprawdę mało wnoszą i decyzje gracza są niemal nieistotne. Wszystko sprowadza się do pogłębiania informacji o obcych i postaciach niezależnych, co czasami obfituje w nowe, dodatkowe misje.

Sam świat po pewnym czasie również powszechnieje. Dzieje się tak za sprawą nieco pustych lokacji, nader sterylnych jak na ten okres czasu. Bureau to śliczna wydmuszka. O ile spacerujemy szlakiem wyznaczonym przez twórców, idąc środkiem ulicy, gra wygląda niczym pocztówka z minionych czasów. Wystarczy jednak wejść do pierwszego, lepszego pomieszczenia, aby boleśnie przekonać się o partyzantce twórców z 2K Martin. Sterylne wnętrza budynków po pewnym czasie po prostu przeszkadzają, podobnie jak nieistniejąca wręcz interakcja z otoczeniem.

bureau 6

Bardzo szybko przestaje cieszyć również sama walka. Twórcy już od pierwszych minut wykładają wszystkie karty na stół, pokazując, jak prezentują się towarzyszący graczowi wojacy z maksymalną paletą umiejętności. Późniejsze, ponowne ich zdobywanie krok po kroku nie daje już tej satysfakcji, lecz cały proces jest słodzony liniowym zdobywaniem technologii obcych. Dlaczego liniowym? Rozwój kosmicznej gałęzi zbrojeniowej oraz własnej bazy – to nie tutaj. Gracz w The Bureau zostaje ograniczony do roli osiłka na posyłki, który tłucze kolejne fale obcych.

Boli również rozwój drużyny. Nie wiem, ile godzin rozgrywki pozostało przede mną, ale zdaje się, że nie wiele. Moi towarzysze mają już maksymalny poziom doświadczenia i najzwyczajniej w świecie stoją w miejscu. Co prawda sam bohater miast 5 poziomów, może awansować 9 razy, lecz nie zmienia to wiele. Tytuł ma tyle wspólnego z RPG, co nic. Statystyki broni, rozwijanie umiejętności, tabele z cyframi – zapomnijcie.

Biuro do spraw rozżalonych

bureau 9

The Bureau rozczarowało mnie po całości. Brakiem niezbędnych szlifów, liniowym charakterem rozgrywki (nawet pomimo nieistotnych misji pobocznych), pozornością decyzji gracza i jego ważności, zastosowaniem technologii obcych oraz samą walką. Najciekawsze w Declassified są wydarzenia pomiędzy samymi misjami, choć i ich impet po czasie traci na znaczeniu. Bolesny rozkrok gatunkowy produkcji zaowocował brakiem jej tożsamości, charakteru, potrzebnego pazura. Nie oznacza to, że The Bureau jest grą słabą. Nie jest. Jest średniakiem z solidnymi plusami, takimi jak klimat oraz otoczenie. Sam jestem sobie odpowiedzialny za to rozczarowanie, zbyt dużo spodziewałem się po kolejnej odsłonie XCOM.

Co w zamian?

W takim razie co zamiast The Bureau? Odpowiedź jest jedna, jedynie słuszna. Powrót do XCOM: Enemy Unknown, wypakowanego DLC oraz nadchodzącym dodatkiem, który równie dobrze można nazwać XCOM 2.0. Ilość nowych elementów już teraz pozytywnie zaskakuje, natomiast do premiery „Enemy Within” pozostały dwa miesiące. W sam raz, aby dać szanse The Bureau, nie zapominając przy tym, kto jest faktycznym królem pośród gier skupiających się na walce z kosmicznym najeźdźcą.