1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. YouTube

AdBuster wziął się za disco-polo i poszedł na wojnę z „Sądołowem”

AdBuster wziął się za disco-polo i poszedł na wojnę z „Sądołowem”

Często się zdarza, że granica między dobrym żartem a żenującym gagiem jest bardzo cienka – nietrudno więc o jej przekroczenie. Gdy do tego jeszcze dodać „walkę o coś”, tzw. protest song – skutki mogą być opłakane. 

Kiedy już spieszyłem z hejtowaniem discopolowego protest songu (podkład z Toples – Straciłaś Cnotę) w wykonaniu AdBustera i wtórującego mu Mateusza Olecha (VlogMateusz), po przesłuchaniu zdałem sobie sprawę, że w zasadzie… nie jest aż tak źle, ale może zacznijmy od początku.

Wszystkim niewtajemniczonym w zawiłe życie polskiego internetu (o szczęśliwcy!) już spieszę z wyjaśnieniem. Polska scena vlogerska jest dosyć ciasna, tak jak w małej mieścinie – wszyscy się znają i razem w kupie trzymają, tzn. tworzą się pewne grupy wzajemnej adoracji. Poszczególne osoby w tych grupach bronią wzajemnych interesów niczym lwica własnego potomstwa. Czy to się komuś podoba czy nie, takie są fakty i pozwolę sobie uciąć w tym miejscu temat.

Cała historia zaczęła się od słynnego już filmu Piotra Ogińskiego z kanału Kocham Gotować (więcej informacji tutaj), w którym to naczelny kucharz polskiego internetu pokazał niezbyt strawnego (jego zdaniem) tatara firmy Sokołów – film jest już rzecz jasna niedostępny – który po usmażeniu stał się różowy a nie jak „normalne” mięso wołowe - szary. Jaka jednak jest prawda?

Jak to zwykle bywa, głosy gawiedzi były podzielone – z lekką przewagą tych niekorzystnych dla firmy Sokołów, która z kolei nie mogła sobie pozwolić na zniewagę ze strony vlogera. Moim skromnym zdaniem Ogiński trochę się zapędził ze swoimi sądami i przez to oczernił produkt jednej, konkretnej firmy – być może nie całkiem umyślnie, bo tak naprawdę pewnie mu chodziło o wszystkie „hipermarketowe” tatary, pomijam już kwestię tego, że tak naprawdę to nie miał racji z tą całą "chemią" zawartą w tatarze.

Tak czy siak, machina prawna ruszyła i Sokołów kazał vlogerowi zapłacić 150 tys. zł na konto fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”. I znów pojawiła się fala komentarzy nieprzychylnych firmie. Czy firma ma rację? W rzeczywistości to mało ważne, ważniejsze jest to, że z PR-owego punktu widzenia był to dla nich strzał w stopę. Sprawa mogła być trochę inaczej rozwiązana, z lepszym skutkiem i dla Sokołowa i dla Ogińskiego – który żeby być fair, poinformował firmę o swoim filmie, przed jego publikacją. A teraz cały internet stoi murem za twórcą Kocham Gotować i zamierza nie kupować wyrobów „Sądołowa SA”, na czele orszaku stanął AdBuster i Mateusz Olecha.

Swój sprzeciw, wobec polityki firmy, panowie wyrazili w mało strawnej piosence. Nie jednak o muzykę tutaj chodzi i wokale panów, a o pewne zasady tzn. nie idzie się na „wojnę” z internetem – a takie przesłanie bije z piosenki i ja to rozumiem. Nie jestem natomiast w stanie zrozumieć decyzji PR-owców z Sokołowa, którzy najpierw potraktowali pobłażliwie wysyłane do nich sygnały przez Ogińskiego, a potem poszli na wojnę totalną z użyciem broni masowego rażenia – od której teraz sami mogą ucierpieć. Chociaż z drugiej strony, czy ci internauci stanowią na tyle liczną grupę żeby faktycznie zaszkodzić interesom giganta na polskim rynku spożywczym, a AdBuster poprowadzi ich do boju? Śmiem twierdzić, że nie.