1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry

Darmowe MMO na wakacje - Śródziemia mniejsze i większe [część II]

Darmowe MMO na wakacje – Śródziemia mniejsze i większe [część II]

Pierwsza część darmowych MMO, przy których możecie spróbować walczyć z wakacyjnymi upałami, już za nami. Darmowych produkcji wylęgło się jednak tyle, że na części drugiej na pewno nie poprzestaniemy. Z miłości do Was nabiłem kolejne dziesiątki poziomów, abyście mieli lepszy ogląd na w co warto, na co z kolei zupełnie nie warto inwestować swojego cennego czasu.

LORD OF THE RINGS ONLINE

lotro

Lord of the Rings Online było jedną z tych gier, które miały zabić, zatopić, a przynajmniej poważnie zagrozić World of Warcraft. Niestety, Władca Pierścieni podzielił los The Old Republic, pokazując, że głośna, książkowo-filmowa marka nie wystarczy, aby kogokolwiek zmusić do opłacania abonamentu. Turbine, twórcom gry, muszę jednak oddać, ze bardzo długo i skutecznie opierali się przejściu na model free-to-play. Kiedy jednak tak się stało, wydana w 2007 roku gra nabrała drugiej młodości, z której cieszy się do teraz.

DLACZEGO WARTO?

lotro4

Ponieważ To Władca Pierścieni! Co prawda fanki Orlando Blooma na próżno będą tutaj szukać swojego idola, ponieważ LotRO opiera się na licencji książkowej. Dla mnie to ogromny plus produkcji. Możliwość zobaczenia Śródziemia, przedstawionego tak, jak jeszcze nigdy wcześniej go nie widziałem, jest wartością samą w sobie.

Gra w modelu free-to-play początkowo wręcz rozpieszcza lokatorów swoich serwerów. Zaskakuje ich darmowymi przedmiotami oraz bonusami związanymi w awansem na wyższy poziom doświadczenia. Darmowy wierzchowiec? Nie ma problemu. Zwój z dodatkowymi punktami doświadczenia? Ależ proszę bardzo. Gracz nie ma uczucia, jak gdyby był obywatelem Śródziemia drugiej kategorii. Niestety, do czasu.

lotro2

Na ogromną pochwałę zasługuje również społeczność wokół tej gry. Ta zrobiła na mnie kapitalne wrażenie, niemal tak duże jak zgrani i towarzyscy ludzie, grający w Guild Wars 2. Masz pytanie, nie wiesz, co zrobić bądź potrzebujesz pomocy – zawsze ktoś się znajdzie, niczym rycerz w lśniącej zbroi, wybawiając świeżaka z opresji. Atmosfera na serwerach jest świetna i chociażby dla niej chce się coraz głębiej i głębiej wchodzić w uniwersum książkowego Władcy Pierścieni.

Zwłaszcza, że Turbine wykorzystuje potencjał drzemiący w marce w sposób maksymalny. Oddając w ręce graczy niemal całe Śródziemie, fani twórczości Tolkiena powinni być w siódmym niebie. Misje spędzone wspólnie ze sterowanym przez komputer Gimlim, Gandalfem czy Aragornem budują złudne poczucie, że to ja i mój heros jest w tej opowieści najważniejszy. Oczywiście tak nie jest, o czym boleśnie przekonałem się po przekroczeniu dwudziestego poziomu doświadczenia.

DLACZEGO MOŻNA SOBIE ODPUŚCIĆ?

lotro6

Po zdobyciu 20 poziomu doświadczenia Lords of the Rings Online zmienia się nie do poznania. Twórcy z Turbine coraz silniej zaciskali łapy na mojej szyi, każąc mi płacić niemal za wszystko, co chciałbym zrobić. Płatne są nawet paczki misji do wykonania na bardziej wymagających i znacznie bardziej niebezpiecznych terenach. Za pieniądze można również kupić dwa potężne dodatki do gry – Riders of the Rohan oraz Shadow of Angmar. Wszędzie, gdzie bym się nie udał, moje możliwości zaczynały się uszczuplać, ostatecznie ograniczając mnie jedynie do zabawy z głównym wątkiem fabularnym. Ogromne rozczarowanie.

Rozczarowująca z dzisiejszej perspektywy może się wydawać również grafika. Śródmieście spod ręki Turbine nie posiada zapierających dech w piersiach widoków, jakie znamy z Guild Wars 2 czy World of Warcraft. Wszystko jest tutaj na swój sposób małe, karłowate i byle jakie. Tylko spójrzcie na poniższe Minas Tirith, największą i najbardziej majestatyczną ludzką aglomerację. Cała pompa właśnie gdzieś uleciała. Z drugiej strony, grafika wciąż jest wystarczająca, biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z gatunkiem MMORPG.

lotro1

Za ogromny minus produkcji uznaję również brak możliwości opowiedzenia się po tej złej stronie mocy. Chociaż możemy wykreować postać człowieka, elfa, krasnoluda czy niziołka, orki, trolle oraz uruk-hai spotkamy jedynie na końcu swojego ostrza. Szkoda, ponieważ gdyby gracze mogli zadeklarować się po stronie Saurona, otwarłoby to twórcom pole do potężnych starć PvP, których w grze zabrakło.

VINDICTUS

vindictus1

Vindictus to jeden z tych tytułów, który nigdy nie miał w planach zdetronizować World of Warcraft, nigdy nie chciał wyłudzić pieniędzy z portfela gracza na abonament oraz domyślnie nawet nie jest adresowany na nasz rynek. Może właśnie dlatego wyprodukowane przez Koreańczyków, na swój sposób bardzo proste i ograniczone MMORPG, cieszy się zaskakująco dużą popularnością.

DLACZEGO WARTO?

vindictus4

Ponieważ Vindictus nie posiada formuły typu: odkryj nowy teren, weź każde możliwe zadanie, ubij wszystkich wrogów i idź dalej. Podzielona na misję gra opiera się na systemie, który jest w pewien sposób podobny do tego z pierwszego Guild Wars. Gracze widzą się jedynie w mieście, będącym bazą wypadową dla misji. Tam też uzupełniają swój ekwipunek, pobierają "questy" oraz wykonują proste, nie wymagające żadnych umiejętności zadania.

Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak dopiero, kiedy udamy się do portu, planując podróż do odległych rejonów świata, gdzie zaczyna się właściwa rozgrywka. W pojedynkę bądź z grupą kilku śmiałków, wspólnie przemierza się wtedy lochy, pustynie, mroźne jaskinie i wiele innych, klasycznych dla gatunku fantasy miejsc. To eksplorując te tereny zdobywamy cenne surowce, wymagane do ukończenia dodatkowych zadań oraz to tutaj i tylko tutaj walczymy z przeciwnikami, korzystając z typowo zręcznościowego modelu walki.

vindictus3

Vindictus przypadł mi do gustu, ponieważ nie wymaga od nas olbrzymiej dyspozycyjności. Jego zamknięta, „odcinkowa” formuła pozwala na lepsze zarządzanie budżetem czasu. Coś w sam raz dla osób, które nie mają wielu godzin dziennie, aby ślęczeć przed kranem komputera, mozolnie i monotonnie zdobywają kolejne poziomy doświadczenia.

DLACZEGO MOŻNA SOBIE ODPUŚCIĆ?

vindictus2

Ze względu na niecodzienny kształt tego MMORPG, które ani nie jest za bardzo MMO, ani nie do końca RPG. Typowo zręcznościowy model rozgrywki stawia na umiejętności i reakcje gracza, statystyki, cyferki i poziomy zostawiając nieco w tyle. Chmary graczy możemy ponadto uświadczyć jedynie porcie i miastach, ponieważ na misje zawsze udajemy się samotnie bądź w kilkuosobowym składzie.

Wielu może nie przypaść gustu również model tworzenia postaci. Tego w zasadzie nie ma, ponieważ wybieramy jednego z kilku gotowych, imiennie nazwanych herosów o unikalnych umiejętnościach. Dopiero później możemy go znacznie zmodyfikować, aby wyróżnić się w nie tak ważnym zresztą tłumie. Niestety, podczas wizyty u kosmetyczki warto zaopatrzyć się w prawdziwą gotówkę. Vindictus jest tytułem w pełni darmowym, lecz tak samo jak większość tego typu gier, opiera się na mikro-płatnościach.