1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Pięć filmowych propozycji na zmarnowanie piątkowego wieczoru

Pięć filmowych propozycji na zmarnowanie piątkowego wieczoru

 Adam Antolski w recenzji tworu „Gulczas, a jak myślisz” pisze, że czasem warto obejrzeć dzieło naprawdę złe, żeby móc potem docenić coś świeżego i obiecującego. Jeżeli więc od jakiegoś czasu żaden film, który widzieliście się wam nie podobał, zachęcam do obejrzenia któregoś z tych wymienionych poniżej. Gwarantuję, że po takim seansie nawet najgorszy horror klasy B wyda wam się arcydziełem.

Daleki jestem od twierdzenia, że tylko Polacy wypuszczają TAK ZŁE filmy. Pewnie tego typu koszmarki powstają w niemal każdym zakątku Ziemi, do nas docierając sporadycznie. Najsmutniejszy jest wszakże fakt, że większość ze znajdujących się na tej liście produkcji reklamowanych było jako świetne komedie i super przeboje.

kac wawa

#1 Kac Wawa
O tym potworze było swego czasu bardzo głośno, kopano go ze wszystkich możliwych stron, a bodaj cała obsada wstydziła się później swojego występu w nim. Nie ma więc większego sensu dalej się nad nim znęcać. To film wręcz absurdalnie zły, składający się z szeregu niespójnych i żenujących scen (właściwie czego innego można się było spodziewać, skoro „Kac Wawa” nie ma żadnej fabuły), kretyńskich dialogów i tragicznego aktorstwa. Do dziś nie mogę wyjść ze zdumienia, jakim sposobem udało się aktorom, którzy lepiej czy gorzej grać jednak potrafią (przypomnijmy sobie choćby Szyca w „Wojnie polsko-ruskiej”), zaprezentować tak przykry poziom. „Polskie Kac Vegas” zdobywa zasłużone pierwsze miejsce na tej niechlubnej liście. Po pierwszych minutach szukałem ostrego narzędzia, którym mógłbym sobie podciąć żyły. Po kolejnych dziesięciu chciałem to zrobić orzeszkiem ziemnym.

ciacho

#2 Ciacho 
Przyznając się, że oglądałem „Ciacho” łamię przysięgę, którą złożyliśmy sobie z kumplem, który towarzyszył mi podczas seansu. Otóż po jego zakończeniu obiecaliśmy, że będziemy się zachowywać tak, jakby ten film nigdy nie istniał, a już za żadne skarby świata nie powiemy nikomu, że zmarnowaliśmy na niego czas. Ta produkcja powstała najpewniej w celu obrażenia widza i dziwię się, że nie wystosowano zbiorowego pozwu przeciwko jej twórcom. Na „Ciacho” składają się bowiem trzy rzeczy: idiotyczne gagi, w całości ściągnięte z Internetu, bezsensowna fabuła oraz grupa najtragiczniej w dziejach skonstruowanych postaci. Reżyser, Patryk Vega, stworzył w 2005 roku świetnego „Pitbula”. Od tego czasu jego kariera („Hans Kloss”, „Last Minute”) to pasmo filmowych porażek, z „Ciachem” na czele.

yyyreek

#3 Yyyreek!!! Kosmiczna nominacja 
„Gulczas, a jak myślisz” był filmem złym. Ale przy „Yyyrku”, również wyreżyserowanym przez Jerzego Gruzę i z obsadą z pierwszego „Big Brothera”, zdaje się być produkcją całkiem udaną. Powód, dla którego to dzieło powstało jest oczywisty: wykorzystanie znanych i popularnych w owych czasach gęb, które dodatkowo cieszyły się jakąś tam sympatią, żeby zarobić. I był to prawdopodobnie jedyny pomysł, który miał Gruza realizując „Yyyrka”. Wydaje mi się, że każda scena była wymyślana na szybko, na zasadzie „Weźcie tu odegrajcie jakiś dialog. Nie musi być śmieszny, ale jakby był - to super”. „Aktorom” najwyraźniej się nie chciało, plotą więc trzy po trzy i czasem po prostu zrozumienie, do czego mają się niby odwoływać wygłaszane przez nich kwestie jest zadaniem nad wyraz trudnym. Próżno szukać w tym filmie jakiekolwiek sensu, nie wspominając już o logice między kolejnymi scenami. Najbardziej wymownym niech będzie fakt, że „Yyyreek!!! Kosmiczna nominacja” długo zajmował 1. miejsce w rankingu najgorszych komedii według IMDb.

wyjazd integracyjny

#4 Wyjazd Integracyjny
To mógł być po prostu głupawy, kiepski film, który pewnie znalazłby zadowolonych odbiorców, gdyby jego twórcy nie zdecydowali się przesadzić. Rozumiem, że satyra, że ma być śmiesznie, ale nawet robiąc parodię należy zachować nieco klasy i umiaru. W „Wyjeździe Integracyjnym” to się nie udało. Karykaturalnie nieśmieszne sceny przeplatają się tu z tymi „tylko” żenującymi. Smutne, że w tej farsie występuje Jan Frycz, który niejednokrotnie udowodnił przecież, że jest bardzo dobrym aktorem.

wiedzmin

#5 Wiedźmin
Od samego początku wiadomo było, że przeniesienie wspaniałej sagi o Wiedźminie na język filmu będzie zadaniem niełatwym. Dla Marka Brodzkiego i jego ekipy okazało się wręcz niewykonalne - jego realizacja dalece wykraczała poza ich możliwości. To, co powstało to pierwszej wody gniot, będący dla miłośników prozy Sapkowskiego czymś gorszym niż profanacja. Obraz ten nie tylko ni broni się jako adaptacja, nie jest w stanie obronić się na żadnej płaszczyźnie (no, może poza muzyką Ciechowskiego). Żeby było zabawniej, trzynastoodcinkowy serial „Wiedźmin”, choć nie był majstersztykiem, dało się oglądać nawet z przyjemnością. Miałem wrażenie, że z jakiegoś powodu wybrano wszystkie najgorsze sceny z owego serialu i posklejano je w film.