1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

„Powstanie Warszawskie” Lao Che to kronika, jakiej potrzebuje nasza historia

„Powstanie Warszawskie” Lao Che to kronika, jakiej potrzebuje nasza historia

Jakkolwiek oceniane byłoby samo powstanie warszawskie, biorących w nim udział Polaków uważam za prawdziwych bohaterów. I płytę Lao Che z 2005 roku mam za piękny hołd złożony tym ludziom.

Kiedy 8 lat temu Lao Che wydało „Powstanie Warszawskie”, spodziewałem się albumu patetycznego, bogoojczyźnianego i miałkiego. Po pierwszym przesłuchaniu zapałałem jednak do niego uwielbieniem i przez długi czas utwory takie jak „Godzina W”, „Stare Miasto” czy „Czerniaków” nie schodziły z mojej playlisty.

Na album składa się dziesięć kompozycji, będących chronologicznie przyporządkowych do kolejnych historycznych wydarzeń powstania. „Powstanie Warszawskie” otwiera więc „1939 (Przed Burzą)” opowiadający o nastrojach przed wybuchem tego niepodległościowego zrywu. W „Godzinie W” opisany zostaje dzień, w którym powstanie ma swój początek – 1 sierpnia 1944 roku.

Następne utwory prowadzą nas przez wszystkie ważniejsze epizody: utratę Starego Miasta, niewystarczające alianckie zrzuty z zaopatrzeniem, nieudane próby odbicia Żoliborza i Starego Miasta, przebicie do Śródmieścia, brak oczekiwanego wsparcia ze strony Armii Czerwonej, natarcie Niemców na Mokotów, ewakuację kanałami i wreszcie – kapitualcję.

Praktycznie od razu daje się zauważyć, iż kompozycje stanowią kopilację, łączącą autorskie teksty wokalisty Lao Che, Huberta „Spiętego” Dobaczewskiego z cytatami z licznych innych źródeł: poezji, przemówień, dialogów filmowych i z innych utworów muzycznych.

Wszystkie te nawiązania literackie i historyczne, wraz z żywą i doskonale dobraną warstwą muzyczną, tworzą niezwykły, nostalgiczny klimat albumu. Różnorodne stylistycznie utwory są wzruszające, czasem smutne, czasem nieco podniosłe. Lao Che udało się jednak uniknąć zbędnego patosu i nadęcia.

Nie jestem znawcą muzyki. Ale jeśli ma ona wzbudzać emocje, to „Powstaniu Warszawskiemu” wywiązuje się z tego rewelacyjnie. Choć już niemłoda, dla mnie to wciąż jedna z najlepszych polskich płyt, jakie kiedykolwiek ukazały się na rynku. Zachęcam do odświeżenia jej sobie (lub zapoznania się z nią, jeśli wcześniej wam umknęła). Szczególnie dziś.