1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Alleluja! W końcu książką o zombie, od której nie ciąga na wymioty

Alleluja! W końcu książką o zombie, od której nie ciąga na wymioty

Straciłem wszelką nadzieję. Nie było tygodnia, by na sPlay nie pojawił się przynajmniej jeden artykuł o kolejnym filmie/grze/książce/płatkach śniadaniowych (niepotrzebne skreślić) w klimatach zombie. Franca rozprzestrzeniana przez umarlaki, jak się okazuje, nie zaraża ciał, a umysły. Zobaczcie tylko: są dosłownie wszędzie! I wszędzie tak samo śmierdzą zgnilizną. Aż tu, proszę! Okazuje się, że jeden truposz, choć z wyglądu nieciekawy, przynosi ze sobą odurzający powiew świeżości!

Gdy natknąłem się na "Przegląd końca świata: Feed", tak mniej więcej wyglądała moja reakcja:

George'u Romero - bądź błogosławiony i przeklęty zarazem! Ziemią żywych trupów i Kronikami... zesłałeś na zjadaczy kultury kolejną falę nieumarłych: jeszcze wścieklejszą i odtwórczą, jak nigdy dotąd. Zjecie mnie, ale czy The Walking Dead, , DayZ i horda innych produkcji (World War Z jeszcze nie widziałem) czymkolwiek się od siebie różni? Wszędzie ten sam schemat: garstka ocalałych jako zwierzyna szukająca ratunku przed tabunami zombie z apetytem na kanapkę z móżdżkiem. OK, rozumiem, ale po sto szesnastym odgrzaniu tego kotleta nie sposób odróżnić go od zwęglonego koktajlem Mołotowa truchła.

feed

Na pierwszy rzut oka "Przegląd końca świata" nie wyróżnia się niczym spośród tłuszczy. Co więcej, treścią zahacza wręcz o rip-off z The Last of Us (co, jak myślę, wyszło przypadkowo). Ludzkość zdziesiątkowana wpuszczonym do atmosfery wirusem, który zamienia ludzi w żywe trupy. Ci, co uniknęli przykrej metamorfozy, tworzą skupiska broniąc się przed oszalałym światem. Poznajemy trójkę bohaterów, którzy są... blogerami. Tak: blogerami. Nie samotnymi ojcami walczącymi z demonami przeszłości, nie cheerleaderkami zmuszonymi do opanowania sztuki wymachiwania gazrurką ani byłymi policjantami. Wciąż pogardzani przez "duże" media niezależni pismacy przekazują relacje z "zewnątrz" dla rzeszy internautów wygłodniałych ekscytujących newsów, przy okazji walcząc o wyższe słupki oglądalności. Nasi bohaterowie dostają nie byle jaką szansę, bo mogą relacjonować kampanię wyborczą kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Żywe trupy szybko schodzą na drugi plan, ustępując miejsca politycznym rozgrywkom i trudnym relacjom pomiędzy blogerami. To nadal survival horror, ale w bardziej przerażającym wydaniu, bo przeciwnikami są ludzie. Pod dyktaturą statystyk odsłon zapomina się o empatii i myśli o umocnieniu swojej pozycji kosztem innych. Mira Grant wciąga czytelnika świetnym opisem świata, dość optymistycznym w porównaniu z innymi kanonami gatunku. Z drugiej strony chwilami cierpi na tym dynamika narracji, bo zamiast rozwoju akcji zasypywani jesteśmy wyjaśnieniami "co, jak i dlaczego". Infodump, ale nie dominujący nad całością. Innym pozytywnym aspektem "Feed" jest... negatywny wydźwięk. Rzadko się zdarza, by rozwiązanie fabuły tak wciskało w stołek.

Liczę na szybką translację kolejnych części cyklu. Rozklekotany stelaż obudowano estetyczną, spójną i atrakcyjną szatą, która skłania do lektury nie tylko entuzjastę eksperymentów grabarza-biochemika. Ten trup fiołkami nie pachnie, ale stęchlizną też nie jedzie. Co najwyżej kulkami na mole.