1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. YouTube

Max Kolonko i Pyta.pl, czyli łatwo wejść na szczyt, ale spaść jeszcze łatwiej

Max Kolonko i Pyta.pl, czyli łatwo wejść na szczyt, ale spaść jeszcze łatwiej

YouTube pomału, ale konsekwentnie przejmujący rolę tradycyjnej telewizji, wraz z widownią przejmuje wszystkie bolączki tego medium. Nie raz, nie dwa, na szklanych ekranach byliśmy świadkami gwiazdek jednego sezonu lub, jak się zdawało, okrzepniętych weteranów szołbizu, którzy jednym głupstwem przekreślili swoją karierę. Moim zdaniem Pyta.pl i Mariusz Max Kolonko to dwa pierwsze tak wyraźne przypadki.

Zacznijmy od triumwiratu mącicieli ze Stolicy, którzy od kilku lat pracowali na miano "niepokornych" - nie mylić z tymi od tygodników z błędami ortograficznymi w tytułach. Koza, Jaok i Grad na manifestacjach i wszelkich innych ruchawkach wtapiają się w tłum i zadają niewygodne pytania napotkanym osobom. O rutyniarstwie Pyta.pl pisałem już w tym artykule. Jednak niedawno pozycja "inteligentnych chamów" została zachwiana jak nigdy dotąd przez jeden głupi filmik.

Znany z kilku poprzednich filmów pan Zbyszek reklamuje skuter. Reklama-fejk, pomyślałem widząc opis filmiku. W końcu coś świeżego. Wchodzę, patrzę, a tam najprawdziwsze ogłoszenie o sprzedaży skutera jednego z członków (ekhm...) Pyty. Prywata? OK. Ich kanał, dużo subskrybentów. Rozumiem. Ale nie sposób nie zgodzić się ze słowami Roja (o zgrozo!), że pan Zbyszek został wykorzystany jako narzędzie. Nie zgadzałem się z Rojem do czasu opublikowania spotu ze skuterem. Pyta charakteryzuje się balansowaniem na krawędzi dobrego smaku, ale tu ewidentnie zabrakło wyczucia. Jak dla mnie - i nie tylko dla mnie, sądząc po ocenach - słabe zagranie.
Teraz coś z innej beczki. Jeszcze dwa miesiące temu powiedziałbym, że Mariusz Max Kolonko odnalazł znakomitą, publicystyczną niszę, którą wessał złaknionych alternatywnego przekazu telewidzów. Oldschoolowy sznyt i warsztat na najwyższym poziomie wywindował kanał byłego dziennikarza TVP na szczyty oglądalności YouTube. Poglądy Maxa są dyskusyjne i nie zawsze się z nimi zgadzałem, ale oglądam program ze względu na chęć poznania innego punktu widzenia. Kolonko robił to w sposób bezbolesny i atrakcyjny. No właśnie: robił. Mam wrażenie, że Mariusz staje się parodią samego siebie, momentami lepszą, niż ta wykreowana w pamiętnym skeczu przez Macieja Stuhra.

Mariusz Max Kolonko jawił mi się jako facet, który zrywa z pewnym utartym programem tzw. polskiego estabilishmentu medialnego. Doceniałem to. Niestety Maxowi misję niezależnego dziennikarza rychło przysłoniły słupki oglądalności i komentarze widzów. Kolonko szybko zorientował się, że gros jego widzów najchętniej karmiony jest paranoją i teoriami spiskowymi. Mniej więcej od ostatnich czterech filmów Max coraz bardziej zawęża swój przekaz pod publikę charakteryzującą się patologiczną rusofobią i ogólną niechęcią do zasad demokracji. Porównywanie amerykańskich "blokad trybun" do niezbyt rozgarniętej hołoty postrzegam jako duże nadużycie. Panie Max, tam gdzie wykład przerywa banda kiboli (niezbyt wykształconych, śmiem przypuszczać), to nie jest demokracja. Demokracja polega na dyskusji i zdefiniowaniu definicji, którymi obie strony będą się posługiwać. Wierzę, że można było zamanifestować swój pogląd w bardziej kulturalny sposób. Mariusz Max Kolonko i kibole w jednym rzędzie to zjawisko, które rażąco narusza autorytet i zniechęca widzów takich jak ja, którzy najpierw wyciągają rękę, a nie krzyczą o prawdzie "bardziej mojszej niż twojsza".
Do tragedii całe szczęście jeszcze całkiem daleko. Nie sposób nie docenić prztyczka w nos pod adresem Moniki Olejnik, która przepytywała w swojej audycji Krzysztofa Bosaka. Jak widać z obu stron dziennikarskiej sceny zdarzają się przegięcia.

Liczę na to, że Panowie szybko zrewidują swoje stanowiska i wrócą do rzetelnego dziennikarstwa. Oczywiście każdy na swój sposób.