1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka
  4. Seriale

Luizjana w twoim domu - soundtrack z serialu True Blood

Luizjana w twoim domu – soundtrack z serialu True Blood

Nawet nie podejrzewałem, że tak godny soundtrack ubarwia serial True Blood. A tymczasem mam dla Was około 300 piosenek z pogranicza jazzu, country, folku, odrobiny elektroniki i wreszcie rocka, bardzo zbliżonych do siebie estetyką, a zarazem balansujących w ramach tak różnych przecież gatunków.

True Blood po drugim sezonie zaczął mocno obniżać loty. Namnożyło się dziwolągów, wilkołaków, potworów z każdej chyba bajki, z wybitnie żałosnymi i psującymi atmosferę wróżkami na czele. I choć niedawno wystartował już szósty cykl - pisałem o nim w artykule "W tym kiczu nie ma już przyjemności" - ja staram się mieć w pamięci przede wszystkim pierwszych kilkanaście odcinków HBO-wskiego show.

Autorom ewidentnie skończył się pomysł na fabułę, w związku z czym cudują coraz bardziej. Niestety, siłą rzeczy powoli zaczęli też wkopywać w ziemię ten rolniczy klimat Louisiany. Wiecie zapewne jak wyglądają amerykańskie seriale. Połowa z nich na samym starcie zaczyna od akcji osadzonej na posterunku policji/FBI/CIA/etc. Druga połowa swoją uwagę dzieli pomiędzy Nowy Jork, Los Angels, Miami i jakieś nudnawe miasteczka z samego środka Stanów Zjednoczonych, gdzie zawsze jest jakiś wyrazisty szeryf.

Tymczasem serial True Blood na początku swojej historii przenosi nas w rejony stanu Luizjana. Nie przejechałem go wprawdzie wzdłuż i wszerz jak amerykańska tradycja nakazuje, ale w popkulturze jest to taki odpowiednik naszych Mazur, gdzie na dodatek jest mroczno, parno, duszno. Roślinność porasta co się da, Mississippi zmierza ku morzu, mgła spowija okoliczne wioski, a na dodatek trzeba uważać, żeby nie władować się w jakieś bagno (w tym wypadku wcale nie metaforycznie).

Serial pokazuje ten stan właśnie z perspektywy tej całej flory i... fauny (nie wiem czy takie wilkołaki w tym momencie nie poczuły się aby obrażone), idealnie łącząc go z towarzyszącą niemal nieustannie nocą i typowymi dla całej Ameryki barami czy instytucją szeryfa. Obraz dopełnia miejscowość Bon Temps, która jest - mówmy wprost - wioską, a jej mieszkańcy wieśniakami ze wszystkimi ich wadami i zaletami.

Gdzieś w tym tle skaczą sobie wampiry, rozgrywa się prawdziwie miłosna historia, jest trochę humoru, trochę akcji i trochę zdrowej agroturystyki, a główna bohaterka skrywa jakąś niesamowitą historię, która przez kilka pierwszych sezonów wydawała się naprawdę niesamowita. W ten cały chaos wpada nagle jakaś grecka menada i to też jest wspaniałe i zrobione z takim smakiem, że hoho.

Teraz to wszystko się popsuło, ale to bez znaczenia, gdyż soundtrack jest po raz kolejny znakomity. Polecam go szczególnie fanom utworów z Supernatural, choć w tym wypadku rockowy repertuar jest zdecydowanie mniej monotematyczny. Poza kilkoma wyjątkami autorzy piosenek nie są bohaterami pierwszych list przebojów, a dla polskiego melomana momentami mogą wydawać się wręcz anonimowi. Nie zmienia to faktu, że soundtracku słucha się wyśmienicie, a i kilku perełek nie brakuje. Zresztą - niech "Paradise Circus" od Massive Attack będzie najlepszym dowodem jak miłych niespodzianek możecie się spodziewać.