1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Narodowcy nie są największym problemem Wrocławia. Apokalipsa według Pana Jana

Narodowcy nie są największym problemem Wrocławia. Apokalipsa według Pana Jana

Najgorsze przepowiednie niestety się spełniły. Z osiedlowej siłowni Czarnego Iwana zostały gruzy - gdzieniegdzie widać tylko rurki atlasów, ziejące rdzą pomiędzy stertami cegieł. Nadtopione pojemniki po suplach dawno zostały opróżnione przez Ocalonych. Tabsy, które nie padły łupem band, wyżarły napromieniowane szpaki szukające namiastki minionego świata, pełnego owocujących drzewek czereśniowych.

Wrocław z pięknego miasta przeistoczył się w morze ruin. Katastrofę na miasto (a także na pozostałe partie kraju) zesłały ukraińskie głowice, jeszcze ze starych, dobrych, radzieckich rezerw. A może za apokalipsę wcale nie są odpowiedzialni sąsiedzi zza wschodniej granicy, a nasi politycy kipiący urojonymi ambicjami? W każdym razie atomowy ogień skutecznie uszczuplił populację i infrastrukturę, i przy okazji podgrzał najgorsze ludzkie cechy. Zazdrość, strach i walka o władzę zdają się być jeszcze silniejsze niż przed wojną. W tych okolicznościach doskonale odnajduje się bezwzględny pan Jan - "Burmistrz", który twardą ręką próbuje ukryć swoją tajemnicę. Do czasu, aż na horyzoncie nie pojawią się "wyzwoliciele", którzy przez ostatnie dwa lata skrywali się w schronach pod Ślężą (w rzeczywistości również kryjącą wiele tajemnic).

Czytając polską fantastykę cieszę się, że Polska nie ma aż tak elastycznego budżetu, który pozwoliłby na eksperymentowanie z techniką wojskową. W "Operacji Dzień Wskrzeszenia" Pilipiuka mieliśmy głowice jądrowe z orzełkami na poszyciu, zaś w "Apokalipsie według Pana Jana" wojskowi postanowili z powrotem włączyć Kresy do macierzy. Doprawdy, idąc w kamasze tylko psychopaci mają zagwarantowany awans! Nie wiem, czy wiecznie pusta kasa powstrzymuje decydentów od skierowania Polski na drogę ku zagładzie - ale jeśli tak, to niech lepiej tak pozostanie.

Summa summarum bohaterowie powieści nie cechują się jakimś głębszym psychologicznym rysem, ale to chyba dobrze. "Apokalipsa według Pana Jana" wolna jest od filozoficznych gdybań o naturze człowieka i piętnie wojny, a także aluzji do obecnej sytuacji politycznej (uff!). Książka ma bawić i robi to całkiem nieźle za sprawą dobrego tempa akcji (nie sposób się tu nudzić) i jej miejsca. Wiadomo, Polakowi bliższe w odbiorze będą wydarzenia w jego okolicy (nawet zrujnowanej) niż w "nibylandii".

Robert J. Szmidt to weteran polskiej fantastyki i wie, co z niej wycisnąć by czytelnik dobrze się bawił. Pomimo przygnębiającej tematyki, wykreowana antyutopia przypomina raczej tą z Fallouta (pełną czarnego humoru), niźli z "Ostatniego brzegu". Za 12,45 zł w Ebookpoint dostałem dobry, radioaktywny koktail - idealny na plażę. Nadodrzańską, pełną rdzawego piasku od wrzucanych do wody ciał.