1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Czego się słucha w USA? Wg listy Billboardu - wyjątkowo tego samego, co w Europie

Czego się słucha w USA? Wg listy Billboardu – wyjątkowo tego samego, co w Europie

Z ciekawości zajrzałem na stronę Billboardu, żeby zorientować się co jest aktualnie na czasie u naszych kolegów zza oceanu - a zazwyczaj ich gusta niekoniecznie pokrywają się z tym, co rządzi w Europie.

Nie tym razem - już patrząc na listy na Spotify widać, że trochę nam się gusta pokrywają, czołówka w kategorii Utwory to niemal te same pozycje, tyle, że w innej kolejności.

spotify

Inaczej tradycyjnie jest na Deezerze, ale użytkownicy tej platformy od zawsze mieli sporą słabość dla polskich artystów i ich utwory zawsze były wysoko w rankingach popularności. Tym niemniej kawałki królujące na Spotify też się tu znajdują, tyle, że nieco niżej.

deezer

Wracamy jednak do listy Hot 100 Billboardu, która, jak pewnie wiecie, tworzona jest w oparciu kilka składników, m.in. częstotliwość emisji utworów przez amerykańskie stacje radiowe, serwisy streamujące muzykę (w tym też YouTube), wyniki fizycznej sprzedaży singli oraz wyniki cyfrowej sprzedaży utworów. I rzecz jasna jest na tyle miarodajna w kontekście tego, co jest aktualnie na topie, na ile my jesteśmy w stanie w to uwierzyć. Przyjmijmy jednak, że faktycznie Billboard te trendy odzwierciedla - wobec tego zobaczmy sobie jakim kawałkom blisko jest do statusu wakacyjnego przeboju, zważywszy na to, że sezon właśnie się rozpoczął pełną parą. Albo, jeśli jesteście zdeklarowanym hipsterami, zobaczmy, czego słuchać już nie wypada.

Na miejscu pierwszym - bez niespodzianek. Blurred Lines Robina Thicke z gościnnym udziałem Pharella i T.I. to popowym majstersztyk, na dodatek opatrzony wyjątkowo trudnym do zignorowania (he he) klipem. O utworze i teledysku pisałem już jakiś czas temu, ogłaszając go oczywistym przebojem tych wakacji i cóż, z przyjemnością mogę odnotować, że moje przewidywania się sprawdziły. Z przyjemnością bo trudno się do tego kawałka uwolnić.

I najwyraźniej ten rok należy do Pharella, bo inny utwór nagrany przy jego czynnym udziale znajduje się pozycję niżej - mowa tu o Get Lucky Daft Punk, pochodzącym z płyty Random Access Memories, której również zdążyłem się już przyjrzeć. Szczerze mówiąc, jestem nawet zdziwiony, że to nie Get Lucky znajduje się na pierwszym miejscu, biorąc pod uwagę jak często zdarzało mi się na ten utwór trafić, w zasadzie wszędzie - w radio, na fejsbukowych tablicach znajomych, wszelkich możliwych listach sprzedaży i tak dalej. Tak czy siak, to świetny utwór i już stał się muzycznym symbolem roku 2013, z którym ten będzie pewnie kojarzony.

Podium zamyka Radioactive Imagine Dragons, o którego fenomenie, ponownie, zdarzyło mi się już pisać. Trochę szkoda, że gigantyczna popularność tego utworu nie przełożyła się w linii prostej na popularność całej płyty, ale np. singiel It’s Time również miał swoje 5 minut, wiec nie jest tak źle. Jako, że bardzo lubię ten zespół i jestem pewien, że ma do zaproponowania o wiele więcej, mam nadzieję że uda im się  przygotować nowy materiał, który na tej ogromnej popularności Radioactive jakoś skorzysta.

Miejsce czwarte, zaraz za podium, to utwór, który jest typowym przykładem na to, że amerykańskie gusta chyba nigdy nie zostaną do końca zrozumiane przez europejczyków. Remiks utworu Cruise, wykonywany przez Florida Georgia Line (będących prawdziwą parodią zespołów country) oraz chodzącą parodię rapu, Nelly’ego, to naprawdę fatalny kawałek który jednocześnie jest tak głupi i naiwny, że trudno go... nie polubić. I pięknie pokazuje, jak współczesne, wykonywane przez młodych wykonawców pseudo-country ma cholernie dużo wspólnego z pustym, przezroczystym rapem, wykonywanym przez tych wszystkich nijakich imprezowiczów w stylu Nelly’ego czy np. Flo Rody... hm, w sumie szkoda, że to nie Flo Rida został zaangażowany do współpracy nad Cruise. Florida Georgia Line feat. Flo Rida - czy to nie brzmi komicznie? Na pewno nie bardziej, niż sam utwór.

Na miejscu piątym melduje się Miley Cyrus z utworem We Can’t Stop, o którym to pisałem bardzo niedawno - i szczerze mówiąc, podejrzewam, ze to ostatni tak wysoko ny występ Miley na tej liście. Miejsce szóste to duet Macklemore i Ryan Lewis. Can’t Hold Us nie jest jednak choćby w połowie tak przebojowe jak Thrift Shop, więc nic dziwnego, że nie cieszy się aż taką popularnością, jak poprzedni singiel, który zdominował wszelkie możliwe listy przebojów w pierwszej połowie 2013. Miejsce siódme to Justin Timberlake z Mirrors - co tylko ładnie podsumowuje, że choć nowy album JT (pisałem o nim tutaj) jest całkiem dobry, to ani jeden z jego singli nawet nie ma szans zbliżyć się do popularności Robina Thicke. Oj, Justin chyba jednak powinien odpuścić sobie współpracę z Timbalandem i zwrócić do Pharella...

Na miejscu ósmym melduje się Bruno Mars z utworem Treasure, ale jeśli mam być szczery, to twórczość Bruno nudzi mnie tak strasznie, że nawet nie potrafię dobrze opisać słowami, jak bardzo mnie ten wykonawca nie obchodzi. Na szczęście, choć nazwisko ma już wyrobione, zapewne pewnego poziomu popularności już nie przeskoczy. Miejsce dziewiąte okupuje Selena Gomez i jej singiel Come & Get It. Brzmi to jak coś, co mogłaby nagrać Miley Cyrus - typowy nudny, identyczny jak setka innych popowych utworów kawałek. starający się poniekąd naśladować te wszystkie ostatnio seryjnie wypuszczane przez Rihannę koszmarki. Do zapomnienia, i choć dziwi mnie obecność tego utworu w pierwszej dziesiątce, to Selena jest znacznie popularniejsza w Stanach niż w Europie i pewnie tym można to łatwo wytłumaczyć. Dziesiątkę zamyka P!nk w duecie z Natem Reussem z fun. w ramach kawałka Just Give Me a Reason, o którym pisałem tutaj i chyba niewiele mam do dodania, poza tym, że aż boję się pomyśleć, ilu słuchaczy traktuje tę absurdalną historyjkę całkiem poważnie.

I cóż, jak widać, na Billboardzie bez większych niespodzianek - a co więcej, większości pozycji udało nam się na sPlayu poświęcić trochę miejsca. I o ile nagle nie pojawi się jakiś singiel, który pozamiata wszystko (w co szczerze wątpię, choć z drugiej strony taki Thrift Shop wziął się kompletnie znikąd), to mniej więcej tak będzie w większości wyglądać większość utworów, jakich będziecie do znudzenia słuchać przez wakacje w rozmaitych stacjach radiowych, klubach czy natykać się na nie w sieci. I jeśli mam być szczery - część z nich naprawdę mi się podoba, a reszta, poza drobnymi wyjątkami, to utwory niespecjalnie bolesne do słuchania. Zatem chyba mamy przed sobą całkiem niezłe muzycznie lato...