1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Robert M z nową płytą podbija serca słuchaczy na całym świecie

Robert M z nową płytą podbija serca słuchaczy na całym świecie

Już od kilku dni Deezer straszy mnie podobizną Roberta łypiącą na mnie z okładki jego najnowszego albumu. Nie wytrzymałem w końcu i wcisnąłem play. W mojej głowie powróciło zapomniane pytanie: czy Robert M jest nadal taki beznadziejny jak wszyscy mówią? 

Szczerze mówiąc ciężko było mi obiektywnie podejść do 2013, najnowszej produkcji pana M. Mając w pamięci słynny film z „robieniem hita”, którego fabuła nie oddaje buńczucznego nagłówka oraz wszelkie głośne afery, których Robert był bohaterem sprawiło, że długo się opierałem i unikałem przesłuchania tej płyty. Ciekawość jednak wzięła górę. Nie zważając na prawdziwość czy fałszywość oskarżeń i plotek pod adresem „najsłynniejszego Dj-a w Polsce” przesłuchałem album.

Po paru ćwiczeniach oddechowych byłem gotów na rendez-vous z 2013. Ale chyba przespałem wszystkie newsy, bo o nowej płycie Roberta M w zasadzie dowiedziałem się dopiero od Deezera. Premiera była 11 czerwca. Fakt nie słucham Eski, Vivy nie oglądam, ale jakoś nawet na Facebooku cicho. Być może mam mało znajomych z kręgu fanów muzyki klubowej, być może płyta nie była po prostu warta uwagi. No i fakt, nie była.

Zacznijmy od pierwszego utworu, czyli singlowego Children of Midnight. Analitycznie podchodząc do sprawy to nie podoba mi się miks. Trochę za dużo basu, syntezatory w refrenach przytłaczają wokal. Niby wszystko słychać wyraźnie, ale całość się nie klei, jakby poszczególne sample były po prostu wrzucone do jednego worka, a potem wyjęte w przypadkowej kolejności. Za to refren jest całkiem chwytliwy. Na randomowy klubowy set się nadaje, ale na pewno nie jest to dla mnie coś, co mogę odtwarzać w kółko. Byłoby to niesamowicie męczące doświadczenie.

No dobrze, jedno z głowy, teraz reszta z tych 58 minut. Jednak zanim przejdziemy do pozostałej części zwróćcie uwagę na strasznie idiotyczny teledysk do Children of Midnight. Nie znam się na montażu, ale kto robi cały teledysk w slow motion? Poza tym rozumiem, że fabuła jest parodią trendów w wideoklipach, bo nie uwierzę, że ktoś pisał ten scenariusz na poważnie albo bez użycia środków odurzających.  Każda scena jest tak śmieszna, że polecam obejrzeć każdemu, kto miał gorszy dzień i chce się pośmiać. Tylko może wyłączcie dźwięk, żeby się niepotrzebnie nie rozpraszać. Jeżeli ktoś będzie wiedział, o co w tym wideoklipie chodzi, proszę dać mi znać.

Żeby patrzeć obiektywnie na 2013 przyjąłem perspektywę festiwalową, czyli jak dana piosenka wypadłaby na przykład na słynnym Tomorrowland lub Sunrise. Pod tym względem najlepsze z płyty są piosenki Oh! i For Love, które biją singiel na głowę. I nie piszę tego w prześmiewczy sposób, naprawdę tak uważam. Nie wrzucę ich do żadnej mojej playlisty, nie dodam do ulubionych, ale gdyby mnie ktoś bardzo uparty spytał, które utwory bym polecił, to właśnie byłyby to te dwa. I w zasadzie w tym miejscu mógłbym zakończyć recenzję, ponieważ reszta płyty jest tak wtórna i nudna, że nie potrafiłem przebrnąć do końca każdej piosenki. Nieprofesjonalne to zachowanie, ale uwierzcie mi, starałem się! I tak jestem z siebie dumny, że znalazłem chociaż trochę pozytywów. Patrząc na nie mogę powiedzieć, że Robert M nie jest aż tak beznadziejny jak wszyscy to mówią. Nie zrozumcie jednak tego na opak, ja nie chwalę, ja tylko nie "hejtuję" bezmyślnie.

Wszystkim, którzy cenią sobie miło spędzony czas przy dobrej muzyce odradzam 2013. Tym, którzy zasiądą do grilla z browarkiem, nosząc białe skarpetki, w klapeczkach lub sandałach zdecydowanie polecam tę pozycję. Jeżeli są tacy masochiści, dla których 58 minut z panem Robertem to za mało, zachęcam do posłuchania jego utworów pod pseudonimem Rozbójnik Alibaba. Apopleksja gratis.