1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Beady Eye rozczarowuje

Beady Eye rozczarowuje

Pamiętacie jak niedawno wspominałem o Beady Eye przy okazji czerwcowych nowości? Pisałem, że ich nowy album BE może być krążkiem wartym uwagi. Coś z brit popu, co w końcu przesłucham z należytym szacunkiem.

I przesłuchałem, ale moje nadzieje na to, że to będzie dobra płyta zostały wgniecione w ziemię i brutalnie zdeptane. Jasne, singiel brzmi super i myślałem, że zapowiada styl całego albumu, ale ja dałem się złapać jak dziecko na sztuczkę z królikiem z kapelusza. Niestety, to co dostajemy to kolejne nudne oasisowe granie. Myślałem, że Liam Gallagher potrafi iść na przód i stworzyć w końcu coś, co zmieni jego wizerunek średniego muzyka (i dupka) w moich oczach, nie wyszło chłopakowi niestety. Liamie Gallagherze, nadal będę cię nie lubił i uważał cię za tego gorszego z braci, przykro mi.

Co więc dostajemy od Beady Eye? Beznadziejny Efekt ich działalności. Sądziłem, że Beady Eye pójdą w stronę wzbogacenia brzmienia i z tymi dęciakami to będzie naprawdę dłuższa historia, a nie tylko we Flick Of The Finger i Second Bite of The Apple. Nie czekałem na kolejne Bitter Sweet Symphony, no może trochę, ale nie sądziłem też, że to ciekawe brzmienie, to tylko jednorazowa przygoda.

W zamian za to dostajemy głównie gitary akustyczne i elektryczne, a raczej „ściany” gitar tak typowe dla każdej britpopowej produkcji plus „owczy” głos Liama. Wiecie dlaczego nikt nie zrobi goat remix z Beady Eye? Po pierwsze, dlatego że mało kto ich słucha, a po drugie dlatego, że nie byłoby różnicy między śpiewaniem Liama, a kozim darciem mordy. Można by się pokusić raczej o zamianę kóz w remixach na głos Liama. Weźmy na przykład takie Soul Love. To rozciąganie samogłosek powoduje chęć zapadnięcia się w stan katatoniczny. Oczywiście Liam nie śpiewa tak od wczoraj, ale pomysł na numer jest strasznie nudny. Za charakterystycznym śpiewaniem nie stoi żadna ciekawa melodia czy riffowe wygibasy. Trochę syntezatorowych przeszkadzajek, monotonny bas i tyle. Jakbym chciał słuchać takich produkcji, to bym sobie włączył stare albumy poprzedniej grupy, panie Gallagherze.

Na piętnaście kawałków polubiłem (pomijając Flick of The Finger) tylko dwie pozycje: I’m Just Saying i Back After Break. Ten pierwszy ma chociaż krztę rockowego zacięcia w przeciwieństwie do reszty płyty, a Back After Break ma całkiem przyzwoitą linię melodyczną i nienachalne popowe brzmienie. Szczerze mówiąc dziwię się, że zespół zdecydował się na drugi singiel w postaci Second Bite of The Apple, bo wyżej wymienione utwory nadają się do tego dużo lepiej. Co więcej, gdyby to te piosenki były singlami, moja recenzja nabrałaby innego tonu. To wszystko przez tą instrumentalną obietnicę na singlach. Wyobraźcie sobie sytuacje, gdy mąż krzyczy do żony, że kupił fantastyczne auto. Żona wychodzi podniecona z domu, rozgląda się na parkingu, a mąż wskazuje nowego Fiata Pandę.  Mała ciekawostka: zwróćcie uwagę na wstęp perkusji w Second Bite of The Apple. Brzmi całkiem podobnie do Give It to Me Right Melanie Fiony z 2009 roku , które z kolei  wykorzystuje sampel z The Zombies Time of The Season.

Jeżeli chcecie kwintesencji tego nudnego albumu, posłuchajcie Off At The Next Exit. Słuchając tej ostatniej pozycji czułem się jakbym był na jakimś szkolnym przeglądzie zespołów muzycznych. Nauczyli się gówniarze paru akordów i wzięli swoje akustyki myśląc, że zjawiskowo im to wychodzi. Beady Eye od początku do końca miotają się brzmieniowo od Beatlesów do Oasis. Nietrudno się domyślić, że niestety bliżej im do tych drugich i tutaj mamy tego dobitny dowód. "Wyjątkowo" piosenka zaczyna się od akordów akustyka, do których dochodzi pianino i perkusja. Naprawdę, bardzo oryginalne.

Resztę piosenek z albumu można spokojnie pominąć, gdyż wszystkie brzmią praktycznie tak samo. Jak chcecie posłuchać dobrego brytyjskiego rocka, to włączcie lepiej Miles Kane Don’t Forget Who You Are. A jeżeli bardzo nie chcecie odpuścić Beady Eye to włączcie ich pierwszy album Different Gear, Still Speeding, który wydaje się odrobinkę lepszy od następcy. Może na Beady Eye trzeba jeszcze poczekać, może przy trzecim albumie uda im się wstrząsnąć britpopem, może…