1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Auto-tune, wszędzie ten cholerny Auto-tune…

Auto-tune, wszędzie ten cholerny Auto-tune…

Jeśli ktokolwiek z was w ciągu ostatnich 15 lat miał okazję włączyć radio, YouTube, muzyczne serwisy online lub nawet telewizję, na pewno natknął się na najbardziej irytującą rzecz w przemyśle muzycznym – Auto-tune.

Podrabianie lub modyfikacja ludzkiego głosu nie jest niczym nowym. Najpierw powstał syntezator mowy, później wszelkie vocodery, talkboxy, a współcześnie Melodyne i Auto-tune. O ile te pierwsze cztery uważam za ciekawe i pożyteczne wynalazki, to Auto-tune jest dla mnie jak zaraza, która się już tak upowszechniła, że dla wielu jest nawet obojętna. Ale skąd to wszystko się wzięło? Kto tego używa (w nadmiarze) i dlaczego używa? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w poniższym tekście, zapraszam do lektury.

Auto-tune vs. Melodyne

melodyne

Auto-tune to program do korekcji dźwięku, tak samo jak Melodyne, chociaż ten działa na troszkę innej zasadzie. Obie technologie pozwalają na ingerencję w wysokość dźwięku i dostosowanie go do tonacji, tylko że Melodyne robi to w sposób bardziej wyrafinowany. Obecnie występuje w większościach piosenek pomagając producentom na doszlifowanie wokalu tych troszkę mniej zdolnych. Robi to jednak na tyle delikatnie (może też bardziej brutalnie jak konkurent), że zazwyczaj nawet nie wiecie, że w ogóle został użyty, dzięki temu, że analizuje utwór muzyczny  jako sekwencje pojedynczych nut. Natomiast Auto-tune, nawet w małej ilości, zmienia brzmienie głosu w cyfrowe robotoidalne coś, czego już od paru dobrych lat nie mogę zdzierżyć. Mógłbym zagłębić się w specyfikę tych programów (wtyczek) i pokazać wam różnice, ale sPlay to nie magazyn o realizacji dźwięku i procesie produkcji płyt. Wystarczy, jak wyobrazicie sobie Auto-tune jako wielką i ciężką maczugę, a Melodyne jako smukły rapier. To porównanie oddaje istotę tych programów.

Auto-tune vs. Vocodery i Talkboxy

AUTOTUNE

Vocoder nazwałbym wokalnym syntezatorem. Zamiast wyrównywać tony głosu, używa on wokalu jako nośnika tekstu, którego brzmienie całkowicie zmienia opierając się na wbudowanym (lub zewnętrznym) dźwięku syntezatora. Vocoder posiada również klawiaturę, za pomocą której gra się na nim melodię. Dlatego nieważne jest, czy potrafi się śpiewać, ważniejsza jest umiejętność grania na klawiszach. Najlepszym współczesnym przykładem wykorzystania vocoderu jest zespół Daft Punk, a z oldschoolowego grania Grandmaster Master Flash & The Furious Five.

Talkbox daje podobny efekt co vocoder, ale nie należy do grupy syntezatorów, a efektów gitarowych. Pamiętacie Livin’ On A Prayer Bon Jovi? To właśnie jest to brzmienie. Wystarczy go podpiąć pod wzmacniacz, a rurką w ustach – wychodzącą z talkboxa - można modyfikować dźwięk, otwierając i zamykając otwór gębowy. W tej materii prawdziwym mistrzem jest P-Thugg z funkowego Chromeo.

vocoder

Podsumowując, Auto-tune służy do cyfrowego wyrównywania dźwięków śpiewanych przez wokalistę, a vocoder używa ludzkiego głosu do tworzenia syntetycznego brzmienia. Osobiście bardzo lubię vocoder i uważam go za świetne narzędzie dla tych, którzy nie potrafią śpiewać, a chcą tworzyć muzykę elektroniczną. Dlaczego w ogóle o tym wszystkim wspominam? Ponieważ dużo osób myli ze sobą efekty softeware’owe nałożone na wokale z vocoderami i talkboxami, a są to całkowicie różne rzeczy.

Autoune w przemyśle muzycznym

tpaincherwilliam

Przechodzimy do prawdziwego bohatera opowieści. Za początek całej hecy z Auto-tunem przyjmuje się rok 1997, w którym to powstała firma Antares Audio Technology i wypuściła na rynek wtyczkę do programu Pro Tools. Zaledwie rok później Cher pytała się nas pięknie wymodelowanym głosem: Do you believe in life after love? Zapewne producenci jej płyty stwierdzili, że Cher jest za stara dla młodszych słuchaczy, więc „odmłodzili” ją cyfrowo. Akurat, kto jak kto, ale Cher nie potrzebuje tego typu zabawek, żeby dobrze śpiewać. W przeciwieństwie do T-Paina, który z Auto-tune’a zrobił swój (jedyny) znak rozpoznawczy. Skoro on na tym zarabia i ludzie tego słuchają, to nie sądzę, żeby w najbliższym czasie zrezygnował z tego udogodnienia.

No dobra, niech sobie chłop idzie swoją ścieżką, którą dawno temu obrał, ale Kanye West? Ten sam Kanye, który wyprodukował Diamonds From Sierra Leone albo Jesus Walks, zużył całą paczkę Auto-tune’a na album 808s & Heartbreak. Najwidoczniej nieumiejący śpiewać producenci mają poważne problemy osobowościowe, bo ten przypadek miał miejsce u Timbalanda w Morning After Dark (nie wystarczały mu już wtrąceniu „yeeeah”) i Will.i.ama przy najbardziej irytującym albumie 2009 roku The E.N.D. #willpower z tego roku. Trzeba przyznać, że nie zawsze artyści wiedzą o tym, że w procesie nagrywania płyty ich głos został przepuszczony przez „polepszacze”. Niektórzy nieświadomi bronią się w wywiadach, że wszystkie ścieżki to czysty wokal. Druga część artystów wie, ale i tak zaprzecza jak Kesha, która starała się bronić niewinności swojego krążka Warrior.

Dlaczego producenci decydują się na takie kroki? Jednym z powodów jest dążenie do idealnego brzmienia. Za czasów Beatlesów większość płyt powstawała w bardzo krótkim czasie. Oni sami potrafili wejść do studia i nagrać cały materiał w tydzień. Teraz płyty produkowane są naprawdę długo. Wszystko musi być dopieszczone, wygładzone i dopiero wtedy może opuścić studio. Drugim powodem jest wygodnictwo producentów. Nie muszą po raz enty kazać artyście nagrywać daną ścieżkę. Włączają odpowiedni program, który poprawia co trzeba i gotowe. Wszyscy się do tego przyznają i nie jest to żadną tajemnicą.

Oprócz płyt audio, choroba autotunowa rozprzestrzeniła się także na show telewizyjne jak brytyjski X-Factor i serial Glee.  Jak można było się spodziewać, reakcje fanów obydwu produkcji były natychmiastowe i bardzo krytyczne.

bieberrihannaiver

W zależności od możliwości danego artysty różne jest dozowanie Auto-tune’a. Od małych korekcji jak u większości czołówki pop: Biebera, Rihanny, Lady Gagi, One Direction, do masywnych, nachalnych ilości u „śpiewających” raperów.  Często się zdarza, że niewprawne ucho nie wychwyci użycia softwarowej modyfikacji wokalu, ale zaręczam wam, że 50% współczesnej muzyki to Auto-tune, a drugie 50% to Melodyne, szczególnie przy długich nutach. Trochę nie rozumiem tego procesu pogoni za doskonałością i moim zdaniem dużo ważniejsza jest ekspresja głosu niż jego idealne wpasowanie w tonację. Pięć dekad muzyki wypuściło tyle świetnych utworów bez pomocy jakichkolwiek wtyczek i myślę, że kolejne pięć mogłoby sobie bez nich też poradzić.