1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry
  4. Mobile

Miękkie narkotyki w Czechach? Dajcie ich więcej twórcom Machinarium

Miękkie narkotyki w Czechach? Dajcie ich więcej twórcom Machinarium

"Czeski film" - co oznacza to określenie? W dużym skrócie (zrozumiałym dla widzów Roja): nie wiadomo o.c.b. I takie właśnie wrażenie towarzyszyło mi przez pierwsze dwie minuty z Machinarium. Okazało się, że Czesi z Amanita Design przemycili w Machinarium co nieco z miękkich narkotyków (u nich częściowo legalnych), bo po prostu odpłynąłem.

Niewątpliwie ogromna w tym zasługa onirycznej, szalenie starannej i artystycznej oprawy graficznej, i absolutnie PRZE-GE-NIAL-NEJ muzyki. Dziwne trochę: zaczynać od opinii na temat audiowizualiów, ale muszę być wobec Was szczery, kochani Czytelnicy. Grafika i dźwięk to fundament Machinarium. Gdyby te czynniki były uboższe, albo nawet po prostu inne, gra nigdy nie wybiłaby się ponad przeciętność milionów podobnych produkcji we Flashu. Posłuchajcie zresztą ścieżki dźwiękowej by nabrać przekonania, że Machinarium to bardziej dzieło sztuki niż gra.

Otóż to: bardziej dzieło sztuki, niż gra. Dlaczego? Czy to znaczy, że Machinarium jest manifestem talentu grafika i Tomáša Dvořáka? Amanita Design rozgłos zdobył krótką, ale bardzo oryginalną przygodówką Samorost, w którą można zagrać za friko w przeglądarce. Samorost ujmuje gracza klimatem słowiańskiej baśni, gdzie nieprzebyte puszcze skrywają w sobie świat leśnych ludzi i opuszczone budynki.

Machinarium jest pierwszą "pełnowymiarową" grą studia, ale pod względem kompozycji nie różni się za bardzo od poprzedniczki (i jej sequela). Rozgrywka opiera się na rozwiązywaniu prościutkich puzzli, bez zawiłości fabularnych, a tym bardziej dialogów. To wyobraźnia gracza jest narratorem historii, dopowiadającym całość do obrazów na ekranie (i myśli robotów ukazywanych w komiksowych chmurkach).

Pomimo niezbyt wyszukanych łamigłówek akcja poszukiwawcza "robociej" dziewczyny pochłania bez reszty. Niezwykła jest ilość życia, jaką autorzy tchnęli w niezbyt rozgarniętą puchę. Bohater jest równie naiwny jak Wall-E i pewnie stąd budzi tak ogromną sympatię, no i zachowuje się jak na dżentelmena przystało. W napotkanych robotach dostrzegałem odbicia zwykłych ludzi z ulic Pragi (skąd niedaleko do tej drugiej, warszawskiej). Imam i rabin wzywający na modlitwę do blaszanego bóstwa, strażnik-bumelant czy kapela gości, którzy z niejednej puszki olej pili to wypisz-wymaluj osoby z naszego słowiańskiego podwórka. To po prostu urocze.

Wszyscy wrażliwi na artyzm w grach o Machinarium pewnie już dawno słyszeli, a jeśli jeszcze nie grali, to czas najwyższy nadrobić skandaliczne braki. Wytrawni przygodówkowcy zapewne nie znajdą w Machinarium porywającej rozgrywki, ale głupio zrobią, jeśli całkowicie zignorują dzieło Czechów, bo to jazda lepsza niż po kwasie popitym absyntem.