1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Audiobooki
  4. Książki

4-godzinny tydzień pracy jest jak pakiet socjalny - jest, ale nie dla wszystkich

4-godzinny tydzień pracy jest jak pakiet socjalny – jest, ale nie dla wszystkich

Wyjść w piątek z roboty o 13:00. Guilty pleasure? Szef poza biurem? Efektywne zarządzanie zadaniami? Jakkolwiek tego nie nazwać, zawsze to sympatyczna okoliczość. A gdyby wychodzić z roboty zawsze o tej godzinie, albo jeszcze lepiej: mieć 4-godzinny tydzień pracy? Brzmi to tak wspaniale, że aż niewiarygodnie.

Cóż, nawet sam Robert Michalak, lektor audiobooka, zdaje się nie dowierzać tytułowi, bo całą książkę czyta niczym bajkę na dobranoc. Naprawdę, wyrywałem sobie z głowy włosy! Nie wiem, czy to nietrafiona barwa głosu, czy wspomniana maniera zdziecinniałego tatusia... W każdym razie szybko zdecydowałem się na kontynuowanie lektury w formie e-bookowej. Kiepski początek. Zresztą posłuchajcie próbki sami:

W tym korporacyjnym świecie ludzi traktowanych jak ciąg liczb łatwo omamić błyskotkami i obietnicami wyrwania się z kieratu. Odniosłem wrażenie, że "4-godzinny tydzień pracy" właśnie na takich pobudkach opiera swoją popularność. Ferriss zresztą poszedł za ciosem i na fali sukcesu wydał książki "4-godzinne ciało" i "4-hour chef", w których przez cztery godziny dba kolejno o ciało i żołądek. Kim trzeba być, żeby osiągać pożądane rezultaty przy niewielkim nakładzie czasu? Sawantem, cudownym dzieckiem, a może synem premiera?

Opisane w książce techniki niestety nie znajdą zastosowania poza pewnym środowiskiem. "4-godzinny tydzień pracy" był pisany ewidentnie pod realia amerykańskie i trudno jest mi wyobrazić implementację rad Ferrissa na naszym podwórku. Czy w średniej krajowej da się zmieścić dodatkową pensję dla zdalnego sekretarza pracującego w call-center... w Kalkucie? Na taką fanaberię pozwolić sobie mogą przedsiębiorcy kierujący własnymi firmami, choć osobiście wolałbym zatrudnić kogoś z mojego miasta, zamiast liczyć na wciąż niedoskonałe telełącza z subkontynentem indyjskim.

Gdybym faktycznie zaryzykował użycie zaproponowanych przez Ferrissa metod, najprawdopodobniej po tygodniu na moim biurku wylądowałaby koperta z wypowiedzeniem - z nasmarowanym na czerwono napisem "wariat". Jeśli jednak nie masz nic do stracenia, a na koncie zapas gotówki na przeżycie trzech miesięcy - zaryzykuj. A potem napisz do mnie, proszę - jestem ciekaw, czy ci się udało.