1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Dlaczego Avengers to świetny film, a nośniki z Transformers należy zalać betonem

Dlaczego Avengers to świetny film, a Transformers należy zalać betonem

Całkiem niedawno, bo jakiś tydzień temu, wybrałem się do kina na seans nowego Star Treka. I jeśli go nie widzieliście - to nadróbcie to koniecznie, bo to jeden z tych specyficznych filmów, który generuje skrajne opinie. Dlaczego? Ano została w nim zachwiana pewna równowaga i jedne jego elementy prezentują wręcz wybitny poziom, a inne kontrastowo słaby.

Zdążyłem już podzielić się moimi wrażeniami szerzej w tym filmie na YouTube, dlatego jeśli ktoś z was chce typowej recenzji, to zapraszam pod tamten link, natomiast tutaj chciałbym podzielić się jedną refleksją, jaka mnie naszła w związku ze Star Trekiem... ale nie tylko - bowiem niemal identyczne wnioski wyniosłem po premierze Iron Mana 3. Tutaj pisaliśmy o tym z Szymonem - generalnie rzecz ujmując, zarówno Iron Man 3, jak i W ciemność. Star Trek to strasznie fajnie nakręcone filmy, z niezłą obsadą i potrafiące z powodzeniem zająć uwagę widza, ale przy tym także zupełnie nie dbające o jakość swoich scenariuszy, wypełnione dziurami w fabule i popełniające masę błędów, zarówno w konstruowaniu wątków, jak i kreśleniu bohaterów.

Ale oba przyniosły krociowe zyski, oba otworzyły furtkę na kolejne sequele, oba też zebrały relatywnie dobre recenzje, w zasadzie wywołując negatywne odczucia głównie u zapalonych fanów obu marek. Najwyraźniej jest to zatem ten kierunek, który Hollywood musi powszechnie obrać, jeśli zamierza tworzyć superprodukcje nie tylko dobrze się sprzedające, ale tez mające dobrą prasę i oddolny marketing, katalizowany przez społeczność fanów danych uniwersów czy marek. I teraz zastanówmy się, z perspektywy nas, widzów - czy zatem blockbustery, które już z założenia nie maja zbyt wielkich ambicji artystycznych, muszą automatycznie całkiem odpuścić sobie dbałość o jakość swojego scenariusza?

avengers 1

Jeden z powodów, dla których Avengers to wyjątkowy blockbuster, we własnej osobie

Ano, po sukcesie np. Avengers, jestem gotów kategorycznie stwierdzić, że nie - marvelowska superprodukcja zaprezentowała bardzo zgrabny scenariusz z prostą, ale czytelną i zajmującą historią, dobrze rozpisanymi bohaterami i ciekawym oraz całkiem moim zdaniem oryginalnym przeciwnikiem. Wszystko to w ramach nie tylko prowadzenia głównego wątku, ale i przy zachowaniu zasady, by każda z postaci miała swoje pięć minut i czymś się na tle kolegów wyróżniała. I moim zdaniem wszystko tu zagrało wyśmienicie - akcja, dialogi, charaktery bohaterów, wszystko było na swoim miejscu. No i Avengers okazali się gigantycznym sukcesem, a przy okazji produkcja ta może służyć obecnie jako wzór dla wszelkich podobnych popcornowych hitów.

Wcześniej takim sztandarowym blockbusterem był cykl Transformers Michaela Baya - ten jednak (i to odnosi się do każdej z części tej naprawdę bardzo złej trylogii), choć swoje zarobił - to jednocześnie był bardzo szeroko krytykowany, a przez wielu (m.in. tak jak wyżej podpisany) uważany z jeden z najgorszych filmowych cykli w historii. Można powiedzieć, że głosy były podzielone, jednak nieco inaczej niż zwykle: na tych, którzy najchętniej zalaliby cały nakład płyt DVD/blu-ray z tymi filmami betonem i zakopali pod ziemią oraz na tych, którzy przyznają, że to nie były udane produkcje, ale poszli na nie wiedząc, że muszą wyłączyć mózg podczas oglądania, w związku z tym nie zamierzają narzekać. Szczerze? Takie tłumaczenie wydaje mi się kompletnie nietrafione - dlaczego miałbym akceptować fakt, że oglądam film kompletnie do niczego pod każdym możliwym względem tylko dlatego, że ma nieźle zrealizowane efekty specjalne i może być postrzegany jako efektowne popcornowe kino?

iron man

Tony'emu jest przykro, że scenariusz Iron Mana 3 zawiódł

To znaczy wydawało mi się do pewnego momentu - bo przecież broniłem Iron Mana 3 w tekście czy Star Treka w wideorecenzji mniej więcej podobnymi argumentami! Dlaczego więc te filmy wywołały mój entuzjazm, a np. Transformers nie? Trochę nad tym myślałem i doszedłem do prostej konkluzji - bohaterowie.

To właśnie dobrze napisani, ciekawi, wygadani bohaterowie czynią Avengers tak dobrym filmem. Bez zabawnych, pełnych celnych ripost i dowcipów dialogów, ten film zupełnie straciłby pazur i nie wyróżniałby się tak na tle pozostałych blockbusterów. To właśnie postać Tonego Starka, jego charyzma i styl ciągną w zasadzie w pojedynkę cała serię Iron Man, która bez tej postaci i bez niesamowitego Roberta Downey Juniora utonęłaby w morzu tych wszystkich nijakich ekranizacji komiksów, obok, powiedzmy, Fantastycznej Czwórki (która miała bohaterów zupełnie bez charakteru i osobowości) czy Zielonej Latarni (której główny bohater był antypatycznym dupkiem). Listę przykładów można tak ciągnąć jeszcze długo - w obu Star Trekach to właśnie interakcje Spocka z Kirkiem napędzają całą fabułę, seria Piraci z Karaibów nie istniałaby bez megapopularnej postaci Jacka Sparrowa, X-Men First Class miało być porażką, a okazało się wielkim sukcesem właśnie dzięki odtwórcom głównych ról, z kolei filmy o Harrym Potterze spotkały się z takim dobrym przyjęciem nawet ze strony fanów książek, właśnie dlatego, że udanie odwzorowano lubiane postaci z kart oryginału. I choć każda z wymienionych produkcji ma mniej lub więcej innych zalet, to śmiem twierdzić, że bez takiego nacisku na wykreowanie (lub oddanie) bohaterów, nie miałbym dziś okazji o nich pisać, bo zwyczajnie by przepadły w zalewie rozmaitych hollywoodzkich produkcji.

transformers 3

Czy ktoś może mi powiedzieć, co się w ogóle dzieje na tym obrazku?

I analogicznie, właśnie dlatego np. cykl Tranformers leży i kwiczy - nie ma żadnych interesujących bohaterów. Tytułowe roboty z kosmosu to nie posiadające osobowość i charakter postacie, jakie możemy pamiętać np. z kreskówki - raczej zupełnie odczłowieczone kupy złomu, które nawet wyglądają, jakby były zbiorem luźno trzymających się siebie części, a co grosza, trudno wręcz je odróżnić od siebie na ekranie (porównajcie to np. do Avengers, gdzie każdy bohater zdecydowanie odróżnia się do reszty). Co więcej, akcję w tych filmach obserwujemy nie z perspektywy owych tytułowych Transfermersów, ale jakichś anonimowych i kompletnie nieistotnych ludzi - antypatycznego Shii LaBeoufa czy będącej jedynie pustą laleczką na ekranie, Megan Fox. I ponownie, porównajcie to z Avengers, gdzie z grupą bohaterów nie rozstajemy się praktycznie nawet na chwilę. Idąc dalej: dlatego też Spider-Many Sama Raimiego sa tak kiepsko oceniane, bo Tobey Maguire zwyczajnie nie okazał się interesującym Peterem Parkerem (o nowym Spider-Manie już pisałem, wiec nie będę się powtarzał). Dlatego Burton zawiódł swoją Alicją w Krainie Czarów - tutaj również nie było na kim zawiesić oka ani nikogo, kto mógłby zainteresować swoją obecnością na ekranie. Dlatego Pamięć Absolutna z Colinem Farrellem jest taka nudna i nieciekawa - bo tak też wypada główny bohater. Dlatego Prometeusz był praktycznie nieoglądalny - bo jego bohaterowie byli z kolei bandą idiotów ze skłonnościami samobójczymi. I tu również można tak wymieniać w nieskończoność.

Czyli wniosek jest prosty. Nie wiem jak wy, ale ja najwyraźniej jestem w stanie przeboleć wiele wad filmu, o ile ten jest w stanie oprócz wysokiej jakości jego strony realizacyjnej, przy okazji stworzyć jednego lub więcej ciekawych bohaterów, którzy będą potrafili utrzymać na sobie uwagę widza i nadać filmowi charakteru. I niech w takim razie filmowcy wezmą sobie tę myśl i oprawią w złotą ramkę - bez dobrych bohaterów nie ma dobrego filmu. A bez dobrego filmu nie ma wpływów z biletów, nie ma sequeli - nie ma zysków. Oby więc ten ostatnio całkiem wysoki poziom blockbusterów (przynajmniej w kontekście kreacji bohaterów) był jakimś punktem przełomowym, a wysokie wpływy produkcji Baya tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę. I oby nigdy więcej Transformers...

transformers 2

Na koniec trochę eye-candy w nagrodę za dotarcie do końca

Jeśli chcecie to porównać sami, Avengers znajdziecie po polsku na iTunes, podobnie Transformers i część drugą oraz trzecią tego filmu.