1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry

Nadchodzi gra warta każdej ceny – Skyrim: Legendary Edition [aktualizacja]

Nadchodzi gra warta każdej ceny – Skyrim: Legendary Edition [aktualizacja]

Są gry, które warto kupić z czasem, kiedy cena opadnie do racjonalnego poziomu. Są gry niewarte połowy wartości, jakie życzą sobie za nie dystrybutorzy. No i są w końcu gry warte każdych pieniędzy. Mam nadzieję, że wiecie, do którego worka ląduje Skyrim: Legendary Edition.

Skyrim to bez wątpienia najlepsza gra, w jakie dane mi było zagrać w 2011 roku. Podchodziłem do niej wielokrotnie, tworzyłem wiele zróżnicowanych postaci i grałem na parę sposobów. Co znamienne, nigdy nie udało mi się ukończyć głównego scenariusza. Nie dlatego, że rozczarowywał, był miałki i nie chciało mi się w ten tytuł grać. Wręcz przeciwnie. Skyrim oferował znacznie więcej, niż szybkie przeskoczenie przez zadania popychające główną oś fabuły do przodu. Olbrzymi, przepiękny i jedyny w swoim rodzaju świat stworzony przez utalentowanych twórców z Bethesdy dawał frajdę sam w sobie, „karmił” gracza otwartymi przestrzeniami, pięknymi punktami widokowymi, dziesiątkami misji pobocznych oraz setkami lokacji nadających się do eksploracji. Główny wątek fabularny schodził na dalszy plan, ja natomiast zajmowałem się… wszystkim innym, byle nie zakończyć przedwcześnie przygody z tym tytułem.

Długość gry znacząco wydłużyły amatorskie modyfikacje. Część z nich była na poziomie nie gorszym, niż produkt od samej Bethesdy. Od siebie polecam Skyrim Nexus, największą skarbnicę bezpłatnych modyfikacji do tytułu. Gdyby tego było mało, twórcy wydali trzy duże DLC do gry, wprowadzające nowe możliwości, tereny, przeciwników czy nowe historie. Osobiście dane mi było zagrać tylko w Dawnguard. Dodatkowa zawartość nie wypadła źle, wręcz przeciwnie. Z perspektywy dużej ilości DLC, wprowadzających jedynie kosmetyczne zmiany do gry, te serwowane przez Bethesdę mogą wydać się bardzo satysfakcjonujące. Niestety, kolejnych rozszerzeń – Heartfire oraz Dragonborn - nie było dane mi zaznać. Powód? Skandalicznie wysoka cena. Kupować DLC w cenie Dead Island: Riptide? Nie, na to nawet jako ogromny fan produkcji nie mogłem sobie pozwolić.

skyrim legendary edition 2

Na całe szczęście sytuacja uległa zmianie. Skyrim w Legendary Edition co prawda nie pojawił się jeszcze na sklepowych półkach, ale już można składać na niego przedpremierowe zamówienia. Przy okazji nadchodzącej premiery znów pojawiły się cyrki z edycją Steam, zablokowaną dla polskich graczy ze względu na ograniczenia regionalne i pokręconą umowę z Cenegą. Na szczęście w tym przypadku nie tracimy wiele, bowiem standardowe ceny platformy cyfrowej dystrybucji od Valve bardzo często odstają od polskich realiów. Tym razem rodzimy dystrybutor zadziałał jednak w porę i na stronie Muve.pl można już składać pre-ordery. Cena? Kto by się tam przejmował ceną! Toż to Skyrim, wypchany DLC oraz załatany do najwyższej możliwej wersji, z wyeliminowaną większością znanych błędów i nowymi możliwościami. Te 180 PLN jest tego warte. Jako osoba wyznająca zasadę „nie kupuj drożej, niż za równą stówkę” piszę to z bólem, ale akurat ten tytuł zasługuje na spustoszenie w portfelu. Zwłaszcza, jeżeli nie mieliście wcześniej z nim żadnej styczności. Premiera już za tydzień, w polskiej wersji językowej.

[AKTUALIZACJA]

W momencie pisania tej wiadomości Skyrim w edycji Legendary nie był dostępny w ofercie żadnego z pozostałych polskich dystrybutorów gier oraz kluczy. Dzisiaj sprawa wygląda zupełnie inaczej, zwłaszcza z perspektywy naszego portfela.  W ofercie sklepu Keye.pl Skyrim: Legendary Edition dorwiecie za niecałe 100 PLN. Haczyk? Angielska wersja językowa. Jestem jednak przekonany, że po aktywacji klucza i pobraniu gry ze Steam, ręczna instalacja spolszczenia nie powinna być problemem.