1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Pikej, krulu, kiedy koncert? Hejterzy wyruszyli na wojnę z Kukulskim

Pikej, krulu, kiedy koncert? Hejterzy wyruszyli na wojnę z Kukulskim

Pikej to aktualnie król, a raczej krul, najczystszego, białego jak śnieg hejtu. Zbiera po równo od wszystkich, dziennikarzy telewizji śniadaniowych (Prokop), internetowych (Dynamitri z natemat.pl), vlogerów (choćby Szymon Nyczke, czyli kolorowyvlog), raperów (Tede) i wreszcie od niemal 18 tysięcy antyfanów swojego profilu na Facebooku.

Chłopak przyjmuje na twarz, czy może na daszek czapeczki z Iron Manem, każdy niemal bluzg i frazę jaką widziałem w ciągu kilku ostatnich lat. To nie wszystko. Ludzie naprawdę się starają, aby Pikeja podsumować w jak najbardziej wyrazisty sposób. Zwykłe wpisy w rodzaju „Zajmij się lepiej hodowlą jedwabników”, „Nie dotykaj mikrofonu krulu złoty” urozmaicają soczyste komentarze dotyczące jego twórczości: „Zajebiste. Podeślij to na Guantanamo będą tym je@#ć brodatych po uszach na przesłuchaniach, śladów na ciele nie będzie, co najwyżej rysa na psychice” lub „Słyszę twoje piosenki i mam pompę. Jak można takie gówno stworzyć? Jakby Magik żył, to by skoczył”. Oczywiście przytoczyłem wpisy, które zawierają śladową ilość przekleństw. Są w mniejszości.

Ale Pikej wydaje się być odporny na czystą, nieskrępowaną nienawiść antyfanów. I robi swoje. Podczas niedawnego wywiadu dla Radia Roxy stwierdził, że za koncert zamierza brać 20 tysięcy złotych i nawet pokusił się o mały freestyle na antenie. Wynik tego eksperymentu był do przewidzenia, a gorący jak nawijka 50 Cena rym Pikeja, triple combo: „Najlepiej na świecie? Zamknij się cieciecie” stał się z miejsca hitem wszystkich hejterów. To prawdziwy cud, ze Kędzior, który prowadził program na antenie Roxy, nie spadł pod stół ze śmiechu. Facet zachował się jak rasowy pokerzysta.

Czy Pikej nie dostrzega, nie chce dostrzec, że jest dla rapu tym, czym Najman dla boksu? A może to działanie z premedytacją, stylizacja na miarę słynnego Ali'ego G? Bo przecież to chyba niemożliwe, żeby generować taką ilość bzdetów zupełnie bezrefleksyjnie i przypadkowo. Czego Pikej się nie dotknie, o czym nie powie, z miejsca wychodzi gotowy, szyderczy mem na Kwejka lub inne kuriozum. Chciał opowiedzieć o swoich wczesnych początkach z rapem? No to wystrzelił historię o tym, jak dostał discmana od wujka ze Stanów i w ten sposób wychował się na rapie. Nagadał dziennikarzom TVN, że reprezentuje nikomu nie znany w Polsce styl bragga?* Nie zauważył biedak, że co drugi raper w kraju to robi, a niezły Kajman kilka dni temu wydał nowy album.

To nie wszystko, właściwie to dopiero początek. Może jakiś wątek o kasie, o której Pikej chce śpiewać bo jest bogatym, wesołym luzakiem i nie i będzie przecież rapował o kieleckich, szarych blokowiskach, które są mu obce. W kraju, gdzie 90% ludzi bierze 2 tysiące miesięczne na rękę, to raczej zły kierunek. Poza tym Kukulski miota się i kręci, bo głupio rzucił tekst o tym, że spadek po ojcu wystarczył ledwo na mieszkanie a tantiemy pokrywają jedynie koszty skromnego życia. Dlatego, żeby zarobić na chlebek, biedak musi coś robić. A że od dziecka rapował, szczególnie gdy tato nie patrzył, no to.. sami wiecie, rozumiecie.
Nikogo nie przekonał. W necie pojawiły się zdjęcia luksusowego apartamentu i studia nagraniowego, a złośliwi dziennikarze wywlekli informację, że tantiemy wynoszą kilkaset tysięcy złociszy rocznie.

Do tego jeszcze niskie wypowiedzi o Natalii Kukulskiej. Radykalizując swoją postawę wobec siostry, wygłaszając obraźliwie kwestie na jej temat, sam prosił się o lincz. Chłopak znikąd, znany wyłącznie z tego, że lubi zaszpanować kasą i ma (miał) powszechnie szanowanego, popularnego ojca, nie mógł spodobać się milionom Polaków, którzy Natalię znają i lubią od trzech dekad. To przecież Natalia śpiewała im za małolata „Puszka, okruszka”, „Co powie tata”, czy „Kołysankę dla E.T.”. Kukulska ma wspaniały odbiór w naszym kraju bo nigdy nie zeszła poniżej pewnego poziomu, ma klasę, szczęśliwą rodzinę i wciąż tworzy, funkcjonuje w showbiznesie. Dodajmy, że istnieje jako artystka, a nie rozwydrzony kapiszon w rodzaju Dody, czy zgaszona gwiazda, jak Sistars. Właściwie częściej cenimy Kukulską za to kim jest, niż co robi, bo z ręką na sercu, kto ma w domu jej ostatni album pt. „CoMix”? Ale nadal ma sympatię Polaków i nie widać, żeby to miało się zmienić.

A kim jest Pikej? Chłopakiem o oczach zbitego mopsa, który jeszcze niedawno śpiewał disco-polo w spodniach o krawędziach ostrych jak brzytwa a teraz występuje w błękitnym dresie adidasa obwieszony tombakiem i smaruje na tablicach Dr. Dre albo 50 Centa hasła w stylu: PK-The King of Polish RAP! Nawet gdyby rzeczywiście nagrał dobrą płytę (co jest mało prawdopodobne), ludzie zrobią z niego mokrą plamę tylko dlatego, że go nie lubią.

Pytanie - na ile działanie Kukulskiego jest zaplanowane i świadome - pozostaje otwarte. Pikej na pewno zrobił duży szum wokół swojej osoby, a to może przełożyć się w jakiś sposób na pieniądze. Może siedzi w domu i śmieje się z nienawidzącej go publiczności, bo wie, że w jej szeregach już maszeruje piąta kolumna? Rosnące grono fanów? Czy ktoś w końcu da Pikejowi 20 tysięcy za koncert? Czy znajdzie chętnych na płytę, nad którą obecnie pracuje? To... jest możliwe, ale jeśli tak się stanie „i don't live on this planet anymore”.

*Najogólniej rzecz ujmując to samochwalenie i wielopoziomowe rymy.