1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. TV

Mike Tyson vs Kuba Wojewódzki

Mike Tyson vs Kuba Wojewódzki

Jeśli chodzi o świat polskich mediów i showbiznesu Kuba Wojewódzki osiągnął wszystko... już kilka lat temu. Od czasu do czasu umacniał się na swojej pozycji i powoli ciężko było zaprosić mu do swojego programu kogoś, kto byłby gwiazdą większą od niego samego. A tu nagle gość, który może wznieść program na zupełnie nowy poziom! 

To jest super sprawa, że w polskim talk-show - i to tym talk-show - pojawił się Mike Tyson. Przez cały sezon marudzę, że nudy i że trochę już się Kuba wypalił. Gdyby nagle do programu trafiała Katy Perry, Bon Jovi albo Cristiano Ronaldo, byłoby wspaniale. To oczywiście troszkę bardziej odległa perspektywa, ale pierwsze koty za płoty. Mike Tyson może być precedensem, którego Kuba Wojewódzki potrzebował. A ja nie uważam, by Polska była zapleczem świata, gwiazdy nas odwiedzają i na pewno sprawa jest do załatwienia.

Mike Tyson do programu KW trafił w ramach współpracy z marką napojów energetycznych. Kuba nawet specjalnie nie krył się z tym, że znany bokser jest u niego w ramach "chałtury", zadając nawet kilka razy dość bezpardonowo pytania o tym, jak bardzo Tyson jest spłukany i co musi w związku z tym robić.

Mike Tyson zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Przyzwyczajeni jesteśmy do wizerunku bokserów, którzy nie są najbardziej elokwentnymi ludźmi na świecie. "Bestia" kilka razy wdawała się w długie filozoficzne wywody na temat życia, całkiem sensownie (choć trochę tanio jak u Coelho) je argumentując. Bardzo podobało mi się, że rzetelnie podszedł do programu, doczytując nieco o jego konwencji, oglądając wcześniej prowadzącego w akcji i choć polskie poczucie humoru, a już poczucie humoru Kuby Wojewódzkiego zupełnie, pewnie były mu nieco obce. Rozbawiła mnie tylko jedna rzecz, Tyson ewidentnie przeoczył kwestię wieku prowadzącego i przez cały program pouczał go trochę jak młodszego od siebie uczniaka, podejrzewając pewnie, że gości u popularnego trzydziestolatka. W rzeczywistości Kuba jest od słynnego boksera trzy lata starszy!

Zero pychy, zero gwiazdorzenia, miło było po całym cyklu zadzierających nosa głupawych blondyneczek z Playboya, zobaczyć w końcu na gościnnej kanapie prawdziwą gwiazdę. Program budził moje olbrzymie obawy, bałem się, że Kuba będzie nawijał po angielsku. On się tak wygłupia od lat tą mizerną angielszczyzną w programie, a to jest niestety bardzo słabe i od dawna mało zabawne. Zdecydowano się jednak na wariant niewidzialnego tłumacza, a program można oglądać z napisani lub z lektorem (Tomasz Knapik!) na łamach TVN Player. Nie brakło kilku fajnych sytuacji, dobrze asystowała też Patricia Kazadi, która była drugim gościem.

Sama rozmowa przebiegała umiarkowanie zręcznie, Tyson nie łapał wszystkich żartów typowych dla Kuby, a Kuba w obliczu braku chemii momentami stawał się trochę mniej śmieszy, ale mimo wszystko, wyszło chyba i tak dużo lepiej niż się spodziewałem - bałem się totalnego nieporozumienia, a wyszło fajnie, choć czasem niezręcznie. Myślę, że takie "pierwsze koty za płoty" śmiało można zaliczyć za względnie udane, a sobie i innym widzom programu życzę, by w kolejnych sezonach również pojawili się jacyś ciekawi goście ze świata prawdziwego showbiznesu, a nie tego naszego kurniczka.