1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Harvey Specter to samotny, nieszczęśliwy trybik w korpo. Wolę Hanka Moody'ego!

Harvey Specter i Hank Moody. Dwie postacie-legendy. Dwa totalnie różne style życia i podejścia do świata. Miałam napisać o samym Specterze, ale potem Moody wpadł do głowy i stwierdziłam, że moja polonistka miała rację, choć pomyliła bohaterów. Albo po prostu to były inne czasy.

Harvey Specter to samotny, nieszczęśliwy trybik w korpo. Wolę Hanka Moody’ego!

Moja wspaniała polonistka powiedziała mi kiedyś, że ludzi można podzielić na dwie zasadnicze grupy - tych, którzy wolą Małego Księcia i tych, którzy wolą Chatkę Puchatka. Stwierdzenie to było tak mądre, że jakieś 12 lat później wciąż zdarza mi się odkrywać w nim nowe pokłady mądrości i zdarza mi się pytać o to potencjalnych facetów. Woli Chatkę Puchatka? Ok, może być. Mały Książę? Sio, zimnych, psychotycznych werterowskich romantyków nie potrzebuję.

Lata minęły i pora chyba upopkulturowić grupowanie ludzi. Idealnie pasują do tego dwaj wymyśleni, jak Puchatek i Mały Książę, bohaterowie serialowi. Harvey Specter i Hank Moody.

Moody jest nieszczęśliwy. Targają nim siły większe od niego - a to napatoczy się jakaś wdowa po rockowym gwiazdorze chcąca zrobić laskę, a to jakaś nieletnia pasierbica byłej żony bzyknie, a na koniec uderzy w twarz. Moody jednak smętnie orbituje wokół pięknej byłej żony, miłości swego życia, buntowniczej córki i łysego Zmarszczka, kumpla i menadżera swego jedynego. Moody robi głupie rzeczy, miota się w artystycznym geniuszu w tę i z powrotem i nigdy pewnie nie spocznie. Niektórych zaczęło to nudzić, ale mnie nie znudzi nigdy. Jego ostre, mocne teksty, bystry słowotok wręcz, połączony z duszą ciągnącą do wolności, z drugiej strony do miłości, w łóżku tysiąca kobiet poszukującej szczęścia, przyciągają i nie pozwalają się oderwać.

hankmoody

Harvey Specter to za to prawnik zza szklanej ściany wieżowca. Zawsze nienagannie ubrany w garnitur beż żadnej skazy, z coraz mocniej zarysowanym wątkiem przeszłości, prawnik na jakiego stać tylko najbogatszych. Specter to "closer", niesamowicie przebiegły pracoholik wiecznie zmagający się z problemami w pracy, rzadziej w życiu osobistym, bo to niemal nie istnieje. Mocna szczęka, protegowany udający prawnika, kochająca się w Harvey'u piękna asystentka Donna i coraz większe spory z szefową, której zawdzięcza wszystko pokazują z sezonu na sezon, jak Harvey lecząc się ze swoim kompleksów przeciwstawia się szefowej. Zamknięty w sobie zamiast na pogrzeb ojca przychodzi po nim, a w nerwach i stresie zaczyna wybuchać.

harveyspecter

Hank Moody nie wybucha, tylko pije, ćpa, bzyka co popadnie, a potem rozmawia z łysym kumplem i podąża do byłej żony i córki.

Harvey Specter też nie wybucha, ale skupia się w zamian na pracy, odciągając myśli od problemów. Gdy jednak miarka się przebiera i Specter wybucha, to kryj się, kto może!

Hank Moody rozbija się po mieście brudnym, powginanym Porschakiem, a gdy kupuje nowe z automatu je niszczy, by wszystko było po staremu.

Harvey Specter przyjeżdża do pracy eleganckim samochodem z kierowcą, wystawiając przy wysiadaniu swoją nienaganną nogę ubraną w nienaganne obuwie z dopasowaną skarpetką i kantem w spodniach.

Obaj są nieszczęśliwi tak głęboko w środku, ale zaryzykuje stwierdzenie, że nieszczęście Moody'ego jest bardziej szczęśliwe, niż nieszczęście Spectera.

Teraz już pewnie wyszło na jaw, że wolę Moody'ego od Spectera. Właściwie, to Spectera nie cierpię. To stereotypowy, nieszczęśliwy człowiek czasów korporacji, władzy i pieniędzy. Taki, który nigdy nie będzie szczęśliwy, bo mu się priorytety pomieszały i nie potrafi stawić czoła samemu sobie.

Specter jest smutnym, samotnym pracoholikiem, który nie potrafi dostrzec miłości obok, a zresztą nawet jak ją dostrzeże, to i tak pewnie znajdzie milion problemów i uda, że jej nie widzi. To korporacyjny trybik walczący o władzę i zostanie partnerem.

Całe Suits to nachalna promocja kultury w korpo, jak to wyraził się znajomy pracownik korpo. Wygryzanie, intrygi, walki, ponizenia , zagrywki i kombinacje - to świat przenianego Spectera, najlepszego "closera" w mieście, który nie potrafi zebrać się do kupy i ogarnąć swojego życia poza pracą. Jego konwersacje są pełne słownych przepychanek, ale tak naprawdę są puste i nic z nich na większą skalę nie wynika, ani dla niego, ani dla rozmówców. Oprócz spraw prawniczych oczywiście.

Tak, wolę Hanka Moody'ego. Bywa brudny, bywa ohydny, potrafi się poniewierać i uchlać jak świnia, ale nie ma problemu z zamknięciem na ludzi i świat, potrafi mówić i wdzięcznie żartować, a w ogóle wiadomo, że ma jakieś uczucia.

Moody to symbol poszukiwania szczęścia, Specter to symbol radzenia sobie z problemami.

Wybieram poszukiwanie szczęścia, w którym problemy rozwiązuje się przy okazji.

Specter mnie po prostu brzydzi. Taki problematyczny, abstrakcyjny Mały Książę, który gada z różą i rysuje owcę w wężu, zamiast polecieć na jakiś plac zabaw i posocjalizować się z innymi dzieciakami. Idealny przedstawiciel nowej, spiętej rasy plastusiowatych, wypachnionych korpofacetów.