1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. TV
  4. Muzyka

Ewa Farna, Dawid Podsiadło, Kuba Wojewódzki - oglądaj w sieci!

Moja nie tak znowu sporo młodsza koleżanka ze studiów i Dawid Podsiadło, którego trochę nie trawiłem, ale obronił się muzyką, znaleźli się wczoraj na kanapie Kuby Wojewódzkiego. 

Ewa Farna, Dawid Podsiadło, Kuba Wojewódzki – oglądaj w sieci!

Ze wszystkich wizyt Ewy Farny u Kuby, ta była zdecydowanie najmniej fortunna. To wielka szkoda, bo młoda czesko-polska piosenkarka była zawsze typem gościa, który robił imprezę na kanapie. Tym razem jednak chyba same tematy okazały się wyjątkowo niezręczne. Nie brakowało nawiązań do afery z wypadkiem i prowadzeniem samochodu po pijaku. To karygodne, z drugiej strony, dobrze byłoby, gdyby media poświęcały choć połowę tej uwagi na pijanych sportowców i posłów, co na osiemnastoletnią dziewczynę. Farna w programie Kuby nie próbowała w jakiś szczególny sposób się z zaistniałej wówczas sytuacji bronić, bo i każda linia obrony byłaby kiepska.

Dalej z tematami wcale nie było lepiej, przez cały ostatni rok media rozpisywały się o wahaniach wagi młodej piosenkarki, a Kuba nie podarował także tego tematu. Musieliśmy więc przebrnąć przez dialog na temat tego, o której artystka je steki i czemu chciałaby się ustatkować tak szybko, jak tylko będzie to możliwe. Wreszcie prowadzący wyciągnął nagrania czeskiej wersji Idola, w którego jury zasiada Ewa Farna, próbując bawić się przy okazji w tamtejszego Kubę Wojewódzkiego. Być może to kwestia młodego wieku jurorki i braku doświadczenia, a być może innej widowni, ale patent wyraźnie nie działa.

Spotkanie odbywało się w dziwnej atmosferze, nawet widz miał wszelkie podstawy do tego, żeby czuć się niezręcznie, być może dlatego dla rozładowania atmosfery w roli drugiego gościa wystąpił człowiek-impreza, Dawid "Tajfun" Podsiadło. Miałem wielki problem z tym chłopakiem w czasie X-Factor, bo jakoś specjalnie nie przypadł mi do gustu. Również jego pierwsza wizyta u Kuby Wojewódzkiego była bardziej żenująca, niż interesująca. Tym razem na szczęście młody muzyk już chyba trochę bardziej pogodził swój wyzbyty z temperamentu wizerunek z konwencją programu.

Przede wszystkim przemawiała za nim płyta, o której wczoraj tak pięknie pisał Łukasz Stelmach. Również ja jestem pod - częściowym - wrażeniem. Uzupełniając tylko opinię Łukasza o własne przemyślenia - to kawał zachodniej produkcji, indie rock w pełnoprawnym znaczeniu z najlepszą chyba okładką w historii nowożytnej polskiej sceny fonograficznej. Z drugiej strony piosenki cechuje wybitna wtórność, ktoś w komentarzach słusznie napisał "odtwórczość", monotonia i "jednokopytność". Taki wybrany (raczej średni) kawałek Coldplaya, zapętlony 12 razy. Nowy Podsiadło jest świetny muzycznie, świetny wokalnie i kompozytorsko, ale to nie jest płyta, która na dłużej zagościłaby na mojej playliście. A przynajmniej mnie w muzyce o to właśnie chodzi (choć nie uważam też, żeby to było najlepsze możliwe podejście).

Przyszłość sceny muzycznej w Polsce rysuje się w mieszanych barwach. Wielkie nadzieje wiążę z Dawidem Podsiadło, choć personalnie kompletnie nie z mojej bajki, martwiąc się przy tym trochę o to co dalej będzie z Ewą Farną, która od niedawna nie jest już królową nastolatek, tylko weszła do dorosłego życia.

A już w przyszłym tygodniu gościem będzie... Mike Tyson!!!