1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

One hit wonders - artyści jednego przeboju i ich pięć minut sławy

Przy okazji tekstu o Carly Rae Jepsen, zacząłem się zastanawiać, ile faktycznie potrafiłbym naliczyć takich one hit wonders, czyli bardzo krótkich błysków rozmaitych, często zapomnianych dziś artystów, którzy z jakiegoś powodu idealnie wcelowali w gusta masowej publiki swoim jednym, jedynym singlem.

One hit wonders - artyści jednego przeboju i ich pięć minut sławy

I szczerze mówiąc, jest tego zaskakująco dużo - na tyle, że postanowiłem wybrać moje ulubione i przedstawić wam w formie takiego krótkiego zestawienia. Kto wie, może niektórzy z was dopiero teraz zorientują się kto wykonuje tkwiącą głęboko w pamięci piosenkę, albo może nawet postanowią sprawdzić resztę twórczości danego artysty? Na pewno byłoby im bardzo miło... gdyby jeszcze byli obecni na rynku.

Tak czy siak, oto kilka moich propozycji, oczywiście standardowo bez ładu i składu. Tym razem chciałbym wam przedstawić utwory, które całkiem lubię, natomiast na deser zostawiłem sobie te, których obecności na listach przebojów nie potrafię wytłumaczyć - takiego zestawienia możecie spodziewać się niebawem.

Dexy’s Midnight Runners - Come on Eileen

Zaczynamy typowo wiosennym kawałkiem autorstwa brytyjskiej ekipy udanie łączącej nieskomplikowaną muzykę pop z elementami celtyckiego folku. Swego czasu Dexy’s Midnight Runners byli naprawdę dużą nazwą na rynku brytyjskim, ale mimo umiarkowanej popularności innych ich utworów, takich jak Geno czy Jackie Wilson Said (I'm in Heaven When You Smile) (cover Van Morrisona, gorąco polecam), dziś istnieją w świadomości wielu słuchaczy tylko jako autorzy Come On Eileen. I wolę nie liczyć ilu z was kojarzy tę melodię tylko z piłkarskiego coveru. Tak czy inaczej, to niezwykle optymistyczny kawałek i gwarantuję, że nie tak łatwo przestać go sobie nucić.

Chumbawamba - Tubthumping

Chumbawamba zwyczajnie nie miała prawa mieć więcej przebojów. Wielu z was może w ogóle nie kojarzyć działalności tej ekipy poza wspomnianym hitem i ewentualnie paroma mniej popularnymi utworami, które może ktoś kiedyś niechcący wyemitował - i to zrozumiałe, bowiem Chumbawamba to dosyć anty-systemowa, radykalnie lewicowa grupa zaangażowanych punkowców, swego czasu głośno demonstrująca swoje poglądy, w tym m.in. niechęć do establishmentu, korporacji i wszelkich form komercji. Skąd więc ten międzynarodowy przebój? Ano nasi anarchopunkowcy dostali możliwość nagrania płyty w wytwórni EMI (fun fact, wcześniej brali udział w kompilacji Fuck EMI) i stwierdzili, że będzie to dobra okazja, żeby zagwarantować sobie finansową stabilność oraz rozpoznawalność - wszystko naturalnie po to, by docierać ze swoim anty-kapitalistycznym przekazem jak najdalej. Efektem tego mariażu były dwie płyty i Tubthumping właśnie, skoczny i energetyczny kawałek o... niczym. Ale czy jest ktoś, kto go nie zna lub nie lubi?

Lou Bega - Mambo No. 5 (A Little Bit of...)

Lou Bega a.k.a. David Lubega (uwielbiam to kreatywne wykorzystanie nazwiska w tworzeniu pseudonimu) pojawił się znikąd i z miejsca pozamiatał na wszystkich listach przebojów swoim hitowym Mambo no. 5 i cholera, muszę przyznać, że dalej się tego słucha bardzo fajnie i fakt, że nie słyszymy tego kawałka zbyt często dziś z pewnością jest spowodowany przesytem tym utworem te nieco ponad 10 lat temu - naprawdę, Lou Bega był wtedy WSZĘDZIE. Może to zasługa charyzmy, luzu i uroku osobistego wykonawcy, a może muzyki “inspirowanej” utworem Mambo no. 5 Péreza Prado z 1949 roku - kto to wie? Grunt, że Lou błysnął jeszcze singlem I Got A Girl (pamiętam, że pacholęciem będąc, uwielbiałem ten kawałek znacznie bardziej niż popularniejsze Mambo), a potem zupełnie zniknął nam z pola widzenia.

Carl Douglas - Kung-Fu Fighting

O tak, Lou Bega może być obciachowydla wielu z was, ale Carlowi Douglasowi nikt nie odważy się zarzucić czegokolwiek - ten utwór to klasyka klasyki i wciąż nie ma szans, by zniknał, bowiem do dziś używa się go w rozmiatych mediach, zarówno w wersji oryginalnej, jak i licznych coverach. Kung-Fu Fighting to bowiem dziecko dwóch genialnych wytworów człowieka: muzyki disco i filmów akcji z nurtu sztuk walki. Piosenka ta zwyczajnie świetnie wpisała się w czasy, gdy premierowała - kultura disco była w rozkwicie, a Amerykanie rozkochali się w importowanych z Hong Kongu i innych dalekowschodnuch rynków filmach z tłukącymi sie po facjatach mistrzami rozmaitych sztuk walki. Ta kombinacja była jednak na tyle udana, że dzieło Carla Douglasa przerosło i swoją epokę, i swojego twóce, bo ten już nigdy nie powtórzył sukcesu.

Ciekawostka: tak wygląda ranking najpopularniejszych utworów tego wykonawcy na Spotify.

lol

Deep Blue Something - Breakfast at Tiffany’s

Oto i utwór z jednym z najzabawniejszych tekstów, jakie w życiu słyszałem. Otóż podmiot liryczny i jego wybranka serca uświadamiają sobie, że nic ich ze sobą nie łączy. Ta smutna konkluzja przerwana jest przez nagłe odkrycie bohatera, że jest przecież ten film, Śniadanie u Tiffany’ego, który w sumie “oboje trochę lubili”. Jest zatem płaszczyzna porozumienia, na której można budować szczęśliwy związek! Urocze. Tak jak i ta piosenka, chwytliwa, lekka i przyjemna. Jestem pewien, że nie raz wam wpadła w ucho, ale zapewne nie mieliście pojęcia kto ją wykonuje. I nic dziwnego, bo Deep Blue Something niczym więcej nie zasłynęli.

Rednex - Cotton Eye Joe

Był taki okres w muzyce pop, gdzie skandynawscy muzycy z jakiegoś powodu upodobali sobie klasyczne, amerykańskie folkowie piosenki, przerabiając je na swoją eurodance'ową nutę. Byli Cartoons ze swoim Doo-Dah (o nich na pewno jeszcze wspomnę przy jakiejś okazji), byli Rednex i to właśnie nimi się zajmiemy. Wzięli oni na warsztat klasyk muzyki country i jakimś cudem przerobili na międzynarodowy, dyskotekowy hit, przez co Cotton Eye Joe (a w zasadzie Cotton-Eyed, bo w takiej wersji wykonywany był country’owy klasyk) kojarzony jest dziś niemal wyłącznie z wygłupami Szwedów, którzy próbowali powtórzyć sukces tego kawałka, ale najwyraźniej nagrywanie go jeszcze raz pod inną nazwą to nie jest droga do skucesu. I tak, wiem, ten kawałek powinien śmiało powędrowac do listy tych najgorszych. Możecie mnie pozwać - za bardzo go lubię.

Duffy - Mercy

Wypadałoby chociaż jedną propozycję wziąć z nieco bliższych nam czasów - niech zatem będzie to walijska artystka Duffy, której wielki hit Mercy był jednym z wielu bardzo udanych utworów na wielokrotnie nagradzanej i wychwalanej przez krytyków płycie Rockferry. Duffy była powszechnie chwalona, polecana i udostępniana na facebookowych tablicach, ale mimo naprawdę udanego materiału i słabszej, choć wciąż wartościowej drugiej płyty, dziś już nikt o tej uroczej blondynce nie pamięta. A szkoda, bo Mercy to świetny kawałek, a Walijka naprawdę miała potencjał na osiągnięcie o wiele więcej. Kto wie, czy ta sama historia nie spotka Gotye, który również niedawno przetoczył się niczym burza przez facebooki znajomych, ale poza hitowym Somebody That I Used to Know, o żadnych innych utworach tego muzyka coś nie słychać.

I na sam koniec, utwór legenda:

a-ha - Take on Me

To tak naprawdę esencjonalny one hit wonder. Każdy doskonale zna ten utwór, każdy potrafi zanucić klawiszowy motyw przewodni czy refren, prawdopodobnie większość z was będzie też w stanie określić autora tego kawałka. Schody zaczną się w momencie, gdy trzeba będzie podać inne kompozycje norweskiej grupy - pewnie zrobią to najwyżej najwięksi fani a-ha, którzy i tak przyciągnięci do muzyki zespołu zostali właśnie przez Take On Me. Mówimy to o naprawdę kapitalnym (na dodatek okraszonym nie mniej kultowym klipem) kawałku, który natychmiast przychodzi mi pierwszy na myśl ,gdy pomyślę o one hit wonders - co przy okazji zastanawia mnie, jakim cudem ekipa zdolna do napisania takiego ponadczasowego przeboju potrafiła dokonać tego tylko raz? Czy to kwestia rynku? Przypadkowej jednorazowej syntezy talentu i szczęścia grupy? Może jakichś innych czynników? Całe to zjawisko to niezła zagadka. Co ciekawe, właśnie triumfy na popowych listach święci (fatalny) kawałek Pitbulla i Christiny Aguilery, Feel This Moment - podkradający charakterystyczny klawiszowy motyw z Take On Me i przerabiając go na eurodance'ową modłę. O samym Pitbullu na pewno napiszę więcej niebawem, bo to... ciekawa postać.

***

I cóż, na tym kończę to zestawienie - jak pewnie zauważyliście pominąłem (no, poza a-ha) najbardziej oczywiste wybory: Can't Touch This, Final Countdown, Macarenę, Eye of the Tiger i resztę, bowiem te utwory i tak słychać tu i tam zdecydowanie za często, a ja liczyłem raczej na to, by ktoś z was sobie za pomocą tego tekstu jakiś zapomniany kawałek przypomniał. Mam nadzieję, że to się udało i cóż, pozostaje mi zachęcić do poszukiwania podobnych kawałków na własną rękę, bo tak jak wspominałem - takich zapomnianych artystów jednego przeboju jest bardzo wielu i co tu dużo gadać, warto ich sobie przypomnieć.