1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. TV
  4. Muzyka

Klaudia Gawor laureatką X-Factora. To chyba jakaś pomyłka, policzcie jeszcze raz głosy!

To chyba kwestia parytetów. Klaudia Gawor wygrała trzecią edycję polskiego X-Factora, choć mnie osobiście swoim talentem wcale, a wcale nie urzekła. Co więcej - w mojej opinii w decydującej rundzie nie powinno być jej wcale

Klaudia Gawor laureatką X-Factora. To chyba jakaś pomyłka, policzcie jeszcze raz głosy!

Nie chcę specjalnie ujmować talentu Klaudii Gawor. Ta dziewczyna śpiewa przepięknie i przyjemnie się jej słucha. Po prostu gryzie się z moją autorską definicją posiadania tego całego "x-factora". Myślę też, że gdyby ktoś powiedział, że na co drugim dancingu ktoś o podobnych możliwościach śpiewa do kotleta, to wcale mocno by się w swojej opinii nie pomylił.

Nie chcę być też orędownikiem spiskowych teorii. Takich, że w tej edycji musiała zwyciężyć kobieta, bo poprzednio na szczycie znaleźli się Gienek Loska i Dawid Podsiadło. Choć prognozowałem najwyższy poziom trzeciej edycji, również ona rozczarowywała w miarę rozdawania kolejnych kart. Młodzi artyści wydawali się być wyjątkowo mało... uniwersalni.

Przez większą część programu pikanterii dodawała rywalizacja małżeństwa Hyżych, choć i ona trwała chyba troszkę zbyt długo. Obydwoje byli świetni, ale to jednak Grzegorz wydawał się faworytem do zwycięstwa nawet w całym programie. Równie mocna była pozycja Wojciecha Ezzata. A tymczasem zupełnie nieoczekiwanie pogodziła wszystkich Klaudia Gawor.

Mam problem z tymi laureatami polskich X-Factorów. Żaden nie porywał mnie wokalnie, żaden nie uderzał mnie swoją sceniczną charyzmą. Oni nie robią nawet wielkiej muzycznej kariery. Lansowani przez długie tygodnie w showtime największej prywatnej stacji w Polsce albo nagrywają średnio sprzedające się płyty, których nikt nie chce puszczać, albo przepadają zupełnie.

Wygląda na to, że lubimy oglądać talent show z perspektywy reality show, ale muzycznie ci ludzie nas już nie interesują. Trudno się dziwić, przypadek Klaudii Gawor pokazuje, że kryterium wygranej jest co najmniej dziwne. To taka trochę kolejna Ada Szulc, która pierwszego X-Factora solidnie przegrała, a i tak podjęto wysiłki, by mimo wszystko ją wylansować. Wydany niedawno teledysk (bardzo dobry) potwierdza jednak, że absolutnie... nie ma czego tam lansować. Przeciętne umiejętności wokalne, a w efekcie piosenkarka jakich tysiące. Teraz historia się powtórzy.

Nie potrafię powiedzieć czym kierowały się masowe gusta, a stwierdzenie "brakiem gustu" byłoby chyba nie na miejscu. Jak na razie królową polskiego X-Factora pozostaje Ewelina Lisowska, która zresztą odpadła hen, jeszcze przed wielkim finałem. Swoją drogą Ewelina była ostra, wyrazista i "jakaś", a i tak w kilka tygodni przeszła drogę, która jej starszej koleżance, Agnieszce Chylińskiej, zajęła przynajmniej kilka lat...