1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. TV
  4. Muzyka

Jak wygląda casting Must Be The Music od kulis? Brutalna prawda

Skuszony sławą, bogactwem i zazdrosny o sukces innych postanowiłem sam spróbować swoich sił, biorąc udział w castingu do programu Must Be The Music. Nie wyjawię pod jaką nazwą i z kim wystąpiłem, ponieważ nie chcę w żaden sposób promować zespołu i ustalmy jedną rzecz, moim celem nie był trolling, naprawdę!

Jak wygląda casting Must Be The Music od kulis? Brutalna prawda

Casting do VI edycji Must Be The Music

Miejsce: Pałac Prymasowski, ul. Senatorska 13/15.

Czas: 12:00

Sezon programów typu talent show się skończył, mamy zwycięzców XFactor, Must Be The Music i The Voice Of Poland. Szczerze mówiąc z całej wielkiej trójki oglądałem jedynie Must Be The Music, który jako jedyny daje realne szanse na pokazanie siebie i swojego repertuaru. O ile w zagranicznych wersjach XFactor i The Voice formuła się sprawdza, to niestety u nas nie, z kilku powodów, o których wspomnę w przyszłości. Oglądalność potwierdza moją opinię, w przypadku najnowszej edycji Must Be The Music średnia wynosi 3,2 mln, XFactor 3,0 mln, a The Voice 2,4 mln. Sami zresztą możecie to ocenić poziom programu oglądając chociażby finał Must Be The Music na ipla.tv http://www.ipla.tv/Must-be-the-music-odcinek-11/vod-5699694#page_container

Przechodząc do relacji, w zasadzie całą przygodę mógłbym podsumować w trzech słowach, tłok, tłok i jeszcze raz tłok.  O ile na zewnątrz nie było zbyt dużo ludzi, to w środku budynku ciężko było ustać nie dotykając osób trzecich, naprawdę różnych osób trzecich. Poczynając od młodych gniewnych z deathmetalowego światka, a kończąc na fanach operowych przebojów. Nerwowa atmosfera była wyczuwalna, ale bez przesady. Gdy poszczególne zespoły wychodziły z sali przesłuchań zdarzyły się ciche docinki, ale pochodziły one od zestresowanych uczniów gimbazjum, więc nikt się nie nimi przejmował. Gitarzyści przebierali palcami po gryfach, perkusiści (jak to mają w zwyczaju) uderzali pałeczkami we wszystko co po popadnie, a niektórzy wokaliści stosując przeróżne onomatopeje starali się przypomnieć, że nie każdy śpiewać może.  Swoją drogą nie wiem czemu mają służyć te popisy wokalne, bo z rozgrzewką strun głosowych ma to mało wspólnego…

sala

Dosyć ciasne korytarze sprzyjały rozmowom i bacznym obserwacjom swojej przyszłej konkurencji. Na półmetku oczekiwań zastaliśmy stół z przemiłą panią od rejestracji i numerami identyfikacyjnymi. Szybkie zdjęcie pod brandową ścianką i zmiana kolejki już wprost pod salę przesłuchań. Nie miałem okazji zwiedzić całego budynku, ale z tego co widziałem sale dla zespołów były dwie i co najmniej jedna dla solistów/wokalistów. Nerwowe patrzenie na zegarek, godzina 12: 00, wychodzi pracownik obsługi i nasza kolej. Sala przesłuchań była całkiem duża, tuż przy wejściu stół z czteroosobowym jury (nie, nie to znane z telewizji), dalej dopiero stojące statywy z mikrofonami i podest z perkusją oraz wzmacniaczami i głośnikami.

Podczas, gdy ja z kolegą, jako instrumentaliści podłączaliśmy sprzęt, trzeci kolega (wokalista) prowadził konwersację z jury. Standardowe pytania: co gramy, jaki styl, skąd taki pomysł. Z czterech propozycji na naszym zgłoszeniu, jury wybrało jeden utwór i zaczęło się… Od pierwszych dźwięków czas zaczął mijać bardzo szybko, zanim zdążyłem się poważnie zestresować skończył się ostatni takt, chwila ciszy i odpowiedź jury: „nie możemy państwu teraz nic powiedzieć, zadzwonimy”. Chciałoby się zacytować dialog z Poranku Kojota: „a ja nie mam telefonu… okay okay”. Szybko spakowaliśmy sprzęt, zebraliśmy rzucone w kąt odzienie wierzchnie, krótka wymiana myśli i powrót do domu, na razie bez błysków fleszy oraz tłumów paparazzi.

Jeżeli ktoś szykuje się do startu w programie w VI edycji, zostały mu już tylko castingi 28 maja w Koszalinie i 1 czerwca w Katowicach. Udział w programie polecam każdemu, kto ma trochę wiary w siebie i chce sprawdzić swoje umiejętności. Jak się nie uda, zawsze można sobie zrobić zdjęcie, wstawić na facebooka i cieszyć się sławą wśród swoich znajomych.