1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Audiobooki

Wampir z MO wciąż jedną nogą w dawnym systemie

"Wampir z MO"? Dobra wiadomość jest taka, że te wampiry w niczym nie przypominają wariantów lalki na literę B., wziętych z sagi "Zmierzch". Zła wiadomość jest taka, że wyszły spod pióra Andrzeja Pilipiuka.

Wampir z MO wciąż jedną nogą w dawnym systemie

Wielki Grafoman odchylił się na fotelu unosząc ręce do góry, rozciągając w ten sposób zastygłe członki. Poprawił okulary i sięgnął po leżącą przy klawiaturze paczkę papierosów, z której wyciągnął pojedynczą sztukę. Dym rozjaśnił się błękitem monitora, leniwie opływając twarz.

- Kur... Następny debil. Najlepiej co tydzień pisać "Ulissesa" czy inny "Świat Dysku", wtedy będą zadowoleni. Musiałbym mieć nozdrza jak cebrzyki i wciągać wywrotki mefedronu.

Pisarz oznaczył artykuł jako "przeczytany" i rozparł się na wygodnym oparciu fotela ze szwedzkiego marketu. Takie same mają prezesi z sektora małych i średnich przedsiębiorstw.

Mosiężny uchwyt szuflady zdawał się zapraszać do sprawdzenia jej zawartości. Grafoman pogładził go jak główkę dziecka, czy może raczej jak skórzaną tapicerkę w nowym aucie, i otworzył schowek. W środku znajdował się potężny rewolwer Magnum z hebanową rękojeścią, dwie ładownice do bębenka (gotowe do użycia), a także krucyfiks i butelka wody święconej. Pisarz popatrzył na standardowy ekwipunek z miną, która zwiastowała nieuniknione. Nie trwało to długo. Spomiędzy poduszek fotela wygrzebał kaburę do paska i wziął dewocjonalia.

Wielki Grafoman był profesjonalistą. Szukanie nie zajęło dużo czasu. Może dlatego, że zaczął od końca? Od końca jednego jest najbliżej początku drugiego. Last In First Out. Matematyka to królowa nauk.

Ciężko zastukał w antywłamaniowe drzwi. Styropian obity 2-milimetrową, ocynkowaną blachą wydawał dźwięki nijaki - ni pusty, ni głuchy, i tak samo nie drewniany, jak powlekająca skrzydło okładzina. Odezwało się szczękanie zamka, a w szczelinie pojawiła się pełna, zadowolona z siebie gęba. I w jednej sekundzie nagle zbladła.

- O kur...

Wampir-z-MO-Pilipiuk

Grafoman wparował do wnętrza mieszkania razem z gospodarzem stanowczo, ale na tyle dyskretnie, by jedynym dźwiękiem na klatce schodowej był szum powietrza spod połów jego płaszcza i trzask zamykanych drzwi. Atmosfera w przedpokoju była na tyle gęsta, że lada moment i od naporu powietrza zaczęłaby trzeszczeć drewniana boazeria.

- Ja nic nie zrobiłem! Czego ode mnie chcesz?
- Musimy porozmawiać, kmiocie - Wielki Grafoman poklepał się po kieszeniach trencza. Gdy znalazł zmiętoloną paczkę, wyjął szluga i zapalił.
- Posłuchaj - zaciągnął się. - Czy ty kiedykolwiek napisałeś coś, co ludzie chcieliby czytać? Inaczej: czy ty cokolwiek kiedyś napisałeś?
- Eee... no tak. Domyślam się, że jesteś tutaj dlatego, bo właśnie coś napisałem - redaktorek zrobił głupią minę.
- Owszem, napisałeś. Kompletne gówno. Pomyje na moją kolejną książkę! Nie pierwszy zresztą raz, na tym twoim portaliku jest jeszcze paru pieniaczy. Czytałeś kolofon?
- Kolorofon?
- Kolofon. Żaden "fon kola". Informacja o autorze, na skrzydełku okładki.
- A, to! To znaczy czytałem ebuka, ale tam to też jest.
- No właśnie. Chyba nie zrozumiałeś, co tam jest napisane. Otóż ja jestem zawodowcem. Ja żyję z pisania. Żyję z opowiadania. I dzięki mnie masz większe prawdopodobieństwo na przeżycie, gdy w pijanym widzie wyłazisz z knajpy i wracasz na przełaj, przez glinianki, do domu.
- Co?
- Myślisz, że ja tylko siedzę na dupie i wymyślam te wszystkie historyjki? Przecież zwykłemu człowiekowi zabrakłoby wyobraźni na coś takiego. A poprzednią część, "Wampir z M-3", przeczytana?
- Nie bardzo.

Na tę odpowiedź Wielki Grafoman wypuścił z ust chmurę siwego dymu, prosto w twarz gospodarza.

- Ano widzisz. Błąd! Doceniłbyś kunszt i pomysł.
Redaktorek zebrał się w sobie i rzekł:
- Wszystko rozumiem, ale zobacz sam! Jakuba Wędrowycza wyeksploatowałeś do granic możliwości. Licznika już nie da się bardziej przekręcić. Zmieniłeś tak naprawdę tylko bohaterów i okoliczności. Uniwersum jest identyczne. Owszem, nie sposób odmówić ci lekkiego pióra i swobody w prowadzeniu narracji, Urban i Jaruzelski też są nieźli, ale u licha! Chwilami miałem wrażenie, że pisząc sam nie wiedziałeś, jak to się wszystko skończy! Choć i tak nie było tak tragicznie, jak w "Homo bimbrownikus".
- Opowiadania są fabularnie spójne.
- Tak. Dla gimnazjalisty. Te popkulturowe wtręty chwilami cieszą, ale częściej męczą. Zwłaszcza pozornie subtelne manifestowanie swoich poglądów politycznych...
- Zamknij się!

Pisarz chlasnął pisarza na odlew w pysk, a ten zarył banią o solidną, dębową listwę boazerii.

Wielki Grafoman rzucił niedopałek na podłogę i wyszedł z mieszkania cicho, niczym zjawa.

Jego ewakuację obserwowała przez judasza sąsiadka spod piątki. Emerytka Kwiatkowska - niezwykle "życzliwa", chodzący portal plotkarski z opcją abonamentu dla pań z mięsnego - "niech odłoży mi tylko tej ładniejszej cielęcinki". Gdy tylko Grafoman zniknął za węgłem, otworzyła drzwi i jednym susem doskoczyła do mieszkania sąsiadów, wsuwając się przez szparę. Cicho docisnęła skrzydło do framugi i gdy tylko zaskoczył zamek, w ustach zalśniły długie kły. Język już tańczył po ich powierzchni, a stara Kwiatkowska, w ramach ratowania życia sąsiada, postanowiła na własną rękę przeprowadzić małą "transfuzję". Idealną na podwieczorek.

Uwaga: wszelkie podobieństwo do postaci rzeczywistych przypadkowe! Powyższy tekst to stuprocentowa, literacka fikcja - bez mgieł, strzałów w 48 sekundzie i środków dopingujących.