1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Startujący odrzutowiec to pikuś przy Deep Purple, ale żaden nie wzleciał tak wysoko

Ponad 40 lat działalności, osiemnaście albumów, 100 milionów sprzedanych płyt i historia, którą pamiętają nasi dziadkowie, ojcowie i pewnie jeszcze będą pamiętały dzieci. To Deep Purple, wciąż żywa legenda rocka – starsi panowie, którzy kształtowali i sterowali najcięższymi, muzycznymi nurtami, kiedy Nergal robił jeszcze w pieluchy.

Startujący odrzutowiec to pikuś przy Deep Purple, ale żaden nie wzleciał tak wysoko

Każdy zna lub przynajmniej słyszał takie kawałki jak „Smoke on the Water”, czy “Hard lovin' man” ale za przebojami, które poruszały ciemną stronę dusz milionów fanów stoją żywi ludzie, którzy niegdyś rozpoczęli tę przygodę. Właściwie to całkiem pokaźna grupa bo przecież przez z górką cztery dekady w szeregach Deep Purple występowało czternastu muzyków. Część zniknęła bardzo wcześnie, niektórzy odeszli sami (aby podążać ścieżką solową jak zmarły niedawno Jon Lord, mistrz organów Hammonda), a inni grają nadal. Za kilka dni, dokładnie 30 lipca, będzie można ich posłuchać na żywo we Wrocławiu. Ci faceci odnosili nieprawdopodobne sukcesy ale równie często potykali się, szarpali ze sobą, wpadali w nałogi, rozpadali na drobne kawałki. Historia ich wzlotów i upadków właśnie pojawiła się w formie książki i e-booka. To mocny tekst, bo Deep Purple żyli ostro i na sto procent.

Deep_Purple_1

Dave Thomson to facet, który napisał biografię „Głębokiej Purpury” ale sam jest już legendą. Thomson ma na koncie ponad 100 książek, w tym niemało biografii osobistości tego formatu co David Bowie, John Travolta, Kurt Cobain, czy... The Cure. Na dodatek Thomson potrafi dokopać się do faktów, które dla innych są niedostępne i pisać tak żywo jakby był właśnie na koncercie i pogował w tłumie fanów. To że jest ekspertem rock and rolla i jednym z najważniejszy autorów piszących o muzyce rockowej, też ma swoje znaczenie. Thomson nie sprzedaje takich banałów jak ten, że nazwa Deep Purple to tytuł ulubionej piosenki babci Ritchie’ego Blackmore’a, czy „pudelkowych” wieści w rodzaju 117 decybeli, które zaryczały podczas koncertu w Rainbow Theatre w Londynie i dały Deep Purple tytuł najgłośniejszego zespołu na świecie (włącznie z wpisem do Księgi Rekordów Guinessa).

Thomson zbiera i odkrywa przed czytelnikami układankę, która uformowała legendę Deep Purple sięgając do życiorysów i początków liderów zespołu, jeszcze w czasach kiedy grupa zwała się Roundabout a Chris Curtis chciał grywać koncerty na karuzeli. Thomson nie ogranicza się także do okresu największej prosperity z pierwszej połowy lat 70. ubiegłego wieku, ale pozwala czytelnikom podróżować z angielskim zespołem przez lata, aż do ostatniego roku, czyli 2012 i kolejnej, po ośmiu latach przerwie płyty zatytułowanej „Now What?!”, która pojawiła się w sklepach zaledwie miesiąc temu.

To nie jest podróż sentymentalna ale ogień, gniew i łzy, które kształtowały tych ludzi. Zresztą nawet teraz, kiedy bardziej przypominają statecznych dziadków niż królów rocka, potrafią przecież zagrać równie wspaniale jak kilka dekad temu. Po przykład nie trzeba daleko sięgać, wystarczy posłuchać „Vicent Price” z najnowszego albumu i przy okazji obejrzeć pierwszy od czasów albumu „Purpendicular” teledysk zespołu. Dodam tylko, że klip wyreżyserował Joem Heitmann, ten sam, który robił teledyski dla Rammstein.

„Opowieść o dobrych nieznajomych” czyta się równie dobrze jak słucha muzyki Deep Purple, ale w książce więcej jest niespodzianek. Jon Lord wcale nie był tak spokojny jak jego partie na organy a ciężkie, masywne riffy Ritchiego niekoniecznie odpowiadały jego naturze. Książka oczywiście nie odmienia oblicza rocka, bo to zadanie przypadło w udziale Deep Purple, natomiast wyjaśni czytelnikom jak do tego doszło. I którędy. Warto ruszyć tą ścieżką.