1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Mario Balotelli: Sekretny dziennik. Gimnazjaliści wybierają narkotyki

OMFG.

Tak pomyślałem, gdy w saloniku prasowym pomiędzy "jolkami" i batonami muesli dostrzegłem bijącą światłem glacę Balotellego. Przetarłem oczy i ruszyłem niepewnym krokiem w kierunku regału, kontrolnie się spoliczkowałem (a możę śnię?) i chwyciłem brulion w dłonie. Obejrzałem ze wszystkich stron jak koguta na targu i puściłem się pędem do domu na mały rekonesans.

Mario Balotelli: Sekretny dziennik. Gimnazjaliści wybierają narkotyki

Okazało się, że e-book "Mario Balotelli: Sekretny dziennik" jest teraz do wzięcia w Virtualo za dwie dychy. Geez, ja chyba naprawdę lubię się katować. Właśnie: gdzieś zapodziałem szpicrutę...

Wracając do tematu: pierwsza myśl, która przeszła mi przez głowę, to jak ktoś o tak awanturniczym usposobieniu i nieskrywanej niechęci do edukacji mógł napisać książkę?

Balotelli-mem-2

Odpowiedź na to pytanie przynosi subtelny disclaimer w dole okładki: "to nie jest prawdziwy dziennik Maria Balotellego". Czyli sytuacja znana z dyskontów: "Śmietankowe", na opakowaniu typowa mazurska sielanka, a na odwrocie wyrok - "tłuszcz do smarowania z dodatkiem masła (nie więcej niż 30%)". Co ciekawe, za chwilę natykam się na notę od tłumacza:

Niniejsza książka jest jakoby sekretnym dziennikiem powszechnie znanego piłkarza Premiership. Znalazł go jakiś obywatel (na ziemi obok najwyraźniej porzuconego maserati) i przekazał wydawcy, który się ze mną skontaktował i zaproponował przetłumaczenie zapisków. Czy to jest rzeczywiście prawdziwy dziennik sławnego Maria Balotellego czy też fałszywka – cóż, nie mnie to oceniać.

Świetnie. Czyli nawet gościu od składu książki nie był łaskaw przeczytać jednego jej zdania. To świadczy o nim, że... ma intuicję, bystrzak!

"Sekretny dziennik" to w istocie "dziennik" zapisany "ręką Balotellego". Żywot Balotellego wypełniają głównie imprezy i slapstickowe przygody rodem z Kac Vegas czy American Pie, a także aferki z paparazzi - piłka zdecydowanie schodzi na drugi plan. Konfrontując styl wypowiedzi narratora z formą, do której nas przyzwyczaił w prasie i telewizji, od razu do głowy przychodzi mi ekstremalna forma schizofrenii rodem z Ja, Irena i ja. Słownik jest wyrafinowany niczym oryginalna włoska oliwa, przez co na kilometr trąci fałszem. Nie do końca też zrozumiałem wydźwięk: czy autor chciał, byśmy zapamiętali Balotellego jako zwariowanego kumpla z sąsiedztwa, czy raczej jako idiotę? Granica pomiędzy tymi metkami w "Sekretnym dzienniku" jest wyjątkowo cienka.

"Mario Balotelli: Sekretny dziennik" to bardzo smutny skok na kasę. Fani piłki nożnej oczekują czegoś więcej, niż zawartości rodem z "Bravo Sport Extra" w cenie normalnej książki. Tak jak pisał Kuba o Jose Mourinho - wciąż nie jest dobrze w świecie piłkarskiej literatury, ale zmierza ku dobremu. "Sekretny dziennik" jest przykrym kiksem.

Podejrzewam, że targetem tej książki jest (mało rozgarnięta) gimbaza, bo osoba Balotellego łączy dwie rzeczy uwielbiane przez tę grupę wiekową - "gałę" i imprezki. Cóż, po takiej lekturze obawiam się, że z rozpaczy mogą sięgnąć po narkotyki. Ta książka nie promuje ani sportu, ani Balotellego. Bruno Vincencie, autorze - czerwona kartka.

Niemożliwe, żeby zdziałać coś niczym.

Balotelli-mem-1