1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Heart Of Nowhere słabe, ale wciąż lepsze niż Daft Punk!

Nie łapię o co chodzi z tym całym tym Daft Punkiem. Najpierw Get Lucky jako singiel - co to, przeniosłam się do lat siedemdziesiątych czy jak? Potem cały album, to samo i jeszcze bardziej. Zresztą, dźwięki, których nie da się odtworzyć bez prądu to nie muzyka. Pal licho Daft Punk, mam inny problem ostatnio. Płytę, której nienawidzę, ale której nie mogę przestać słuchać i niedługo chyba popadnę w jakieś szaleństwo.

Heart Of Nowhere słabe, ale wciąż lepsze niż Daft Punk!

Rozczarowała mnie, kompletnie. Heart Of Nowhere w wykonaniu Noah And The Whale rozczarowała mnie tak, jak tylko mogła rozczarować. Nie ma w niej nic z geniuszu First Day Of Spring, za to jest podążanie nieco skoczną, przaśną ścieżką tej, jak jej tam - cholera, ta płyta była tak przeciętna, że nie pamiętam nazwy - Last Night Of Heart. Tylko, że jeszcze mocniej.

Pampam, skrzypeczki, prosty tekst o poziomie liryczności niższym, niż Harder, Better, Faster nieszczęsnego Daft Punku (podobno modny temat ostatnio, to wykorzystuję). Wychodzisz za mąż, to na całe życie, kiedyś będziesz potrzebował przyjaciół, nadszedł czas, w którym potrzebni ci owi przyjaciele, Sara wychodziła z domu, jej ojciec upadł na podłogę, och, nie wiem dlaczego w ciebie nie wierzyłam.

Proszę. Streściłam właśnie warstwę liryczną Heart Of Nowhere. Prosto, dosadnie, bez jakichś górnolotnych nawiązań. Wszystko okraszone prostą ścieżką dźwiękową opartą o mocno zaznaczony rytm, z tym wielce charakterystycznym, nienawidzonym przez niektórych wokalem.

Tylko że co z tego. Oderwać się od tej przasności nie mogę, bo okazuje się, że w tych prostych tekścikach i przewidywalnych dźwiękach jest dużo szczerości. O, Heart Of Nowhere nawiązuje do śmierci kogoś bliskiego, One More Night o pochopnych decyzjach, z których ciężko się potem wyplątać, w ogóle wszystko jest takie życiowe, bliskie.

Po pierwszym przesłuchaniu - no ok, takie sobie. Po trzecim człowiek zaczyna nucić te banalne teksty pod nosem, po dziesiątym zaczyna zastanawiać się, czy Noah And The Whale nie mają racji, przypominać sobie ważne w życiu momenty. A potem okazuje się, że Heart Of Nowhere może cały dzień lecieć sobie w tle, tak do podśpiewywania pod nosem. Nawet te skczypeczki nie brzmią tak źle, skoczny rytm zapada w pamięć. Oto dowód:

scrobble

Jak na słabą płytę, słucham jej zadziwiająco dużo.

Zresztą, wciąż lepsze niż Daft Punk, bo da się odegrać bez prądu!