1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry

Wszystko, co najlepsze w Metro: Last Light

Jako fan pierwszoosobowych strzelanin mam w ostatnich latach powody do narzekania. Gatunek zjada własny ogon, szablonowość, prostota, coraz krótsze kampanie dla pojedynczego gracza i wyeksploatowane do granic możliwości schematy zabijają kreatywność i oryginalność FPS-ów. Z tego powodu Metro: Last Light przywitałem z otwartymi ramionami, od pierwszych chwil czując, że mam do czynienia z produkcją ciekawą, dopracowaną, klimatyczną i po prostu jedyną w swoim rodzaju. Dlaczego?

Wszystko, co najlepsze w Metro: Last Light

Bo Last Light jest bogate w szczegóły, jest oryginalne, posiada gęsty jak smoła klimat i chociaż nie pozbawione wad, po prostu nie pozwala odejść od komputera. Co najbardziej przypadło mi do gustu? Oto lista elementów, które złożyły się na całość, którą jestem po prostu zachwycony:

GAWARISZ PA RUSKI?

metro last light czerwona linia

Uniwersum Metro 2033 jest tak rosyjskie, jak Putin, carowie, Plac Czerwony i matrioszki. Z tego powodu możliwość wyboru rosyjskiej wersji językowej, z polskimi napisami, uważam za świetny pomysł. Rosyjskojęzyczne Last Light znacznie intensywniej buduje atmosferę, niżeli zabawa razem z Językiem Królów. Niestety, Last Light kuleje pod względem wyświetlania napisów – te czasem po prostu nie ukazują się na ekranie, zwłaszcza, kiedy stoimy zbyt daleko od toczących rozmowy postaci niezależnych. Z tego powodu język rosyjski jest zarezerwowany tylko dla tych, którzy nie mają problemu ze zrozumieniem naszych wschodnich sąsiadów. Inni mogą stracić przez to wiele smaczków, które umkną im, podczas przemierzania moskiewskiego metra obok toczących naprawdę dobre dialogi postaci. Mimo wszystko – język rosyjski w grze to świetna alternatywa dla tych, którzy zakochali się we wschodnim, brudnym klimacie, wykreowanym przez Głuchowskiego w jego książkach.

COŚ DLA SZPERACZY

metro last light bonusy

Wielkość danej produkcji często da się wyrazić w drobiazgowym podejściu jej twórców do procesu tworzenia. Uwielbiam, kiedy autorzy puszczają oko do graczy, za pomocą ukrytych przed widokiem stalkera „znajdziek”. Tych w Last Light jest od groma. Wspomnę chociażby o walających się po brudnej ziemi książkach Głuchowskiego, czy skrzyni, w której znajdujemy mniejszą skrzynię, w której znajdujemy jeszcze mniejszą skrzynię, w której znajdujemy… Twórcy dopieścili lokacje w szczegóły, przez co aż chce się poznawać każdy zakamarek moskiewskiego metra. Jest to eksploracja w pełni satysfakcjonująca, bo w większości przypadków naprawdę warto oddalić się od ścieżki, która prowadzi bezpośrednio do celu.

TEATR BOLSZOJ

metro last light teatr bolszoj

Chociaż znany na całym świecie Teatr Bolszoj został zmieciony z powierzchni ziemi podczas wyniszczającej wojny atomowej, pod jego ruinami namiastka kultury na opanowanej przez komunistów stacji „Teatralna” kwitnie w najlepsze. Gracz odwiedza progi najsławniejszego podziemnego teatru, mogąc obejrzeć spektakl przygotowany przez komunistycznych artystów.

Mogąc, ale nie musząc. Ta scena zapadła mi w pamięć głównie za sprawą dowolności, jaką twórcy oddali w ręce graczy. Możemy po prostu przejść dalej, w pogodni za misją oraz napisami końcowymi, bądź przystanąć na chwilę, rozsiąść się w fotelu i obejrzeć widowisko skrojone na miarę zrujnowanego świata. Sam pokaz trwa długie minuty, podczas których kobiety tańczą kankana, mężczyźni wywijają płonącymi pochodniami, muzycy grają na swoich instrumentach, nie zabrakło nawet tresera, który postanowił wyszkolić mutanta z powierzchni (z dyskusyjnym tego efektem). Twórcom pokaz wyszedł nad wyraz profesjonalnie, przywołując skojarzenia z tętniącą życiem Kolumbią z najnowszego Bioshocka. Świetny motyw, świetne wykonanie – mogliśmy po prostu przejść dalej, omijając dopracowane widowisko, bądź oddać się spektaklowi, wsiąkając jeszcze głębiej i głębiej w oryginalny i sugestywny klimat Metro. To tylko jedna scena, ale właśnie za pomocą takich środków można poznać naprawdę dopracowaną produkcję.

SKRADANIE

metro last light skradanie

Element cichego eliminowania przeciwników (tych ludzkich, zakradać się do mutantów raczej nie da rady) zastosowany w Last Light to bardzo kontrowersyjna kwestia. Krytycy skupiają się na ułomności zaimplementowanego systemu. Mają przy tym pełną rację, ponieważ nasze cele wykazują ogromne upośledzenie umysłowe. Wystarczy przykucnąć w zaciemnionym miejscu, aby patrzący prosto w naszym kierunku przeciwnik, w odległości dwóch metrów, nie był w stanie nas zobaczyć. Zmysły oponentów zdają się nie reagować na walające się trupy ich towarzyszy, obok których przechodzą pełni obojętności. Jasne, w moskiewskim metrze trup ściele się gęsto, jednak bez przesady. Czy zwłoki rozmówcy, z którym paręnaście sekund temu gawędziliśmy o jego żonie, w środku naszego terytorium, są czymś naturalnym?

Nawet pomimo tego, lokacje, w których możemy chować się pod osłoną cienia (ale nie musimy, w każdym momencie da się wywołać prawdziwą jatkę), stanowią idealny moment na odstresowanie się od etapów spędzonych na powierzchni, gdzie dosłownie wszystko chce nas zabić. Łatwe i przyjemne eliminowanie wrogów jest ciekawą odskocznią od prucia śrutem w stronę mutantów, otaczających bohatera z każdej strony. Wykręcanie żarówek, ciche zdejmowanie celów nożem i przekradanie się wentylacjami sprawiło mi wiele frajdy, bez konieczności wczytywania poprzedniego stanu gry, ponieważ wrogowie zauważyli nas przez drobne potknięcie.

POWIERZCHNIA

metro last light powierzchnia

Zniszczona wojną atomową Ziemia budzi podziw. Twórcy wykonali kawał dobrej roboty, projektując zdemolowane wieżowce, popękane ulice, powykrzywiane drzewa i pozornie puste zabudowania. Powierzchnia w Last Light to prawdziwa uczta dla oczu, zwłaszcza podczas zmiennych warunków pogodowych. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem w Metro radioaktywny deszcz, ściekający po powierzchni maski gazowej głównego bohatera, po prostu musiałem na chwilę zatrzymać się i rozejrzeć dookoła. Sama Ziemia, rozorana kraterami po atomowych wybuchach, również przeszła drobną metamorfozę. W Metro 2033 Moskwa była skuta lodem i przykryta radioaktywnym śniegiem. Last Light to odwilż, deszcz, błoto i wyładowania atmosferyczne. Czuć, że twórcy świetnie czują się w uniwersum Głuchowskiego i potrafią z niego wiele wyciągnąć.

Otwarte przestrzenie stały się dla twórców polem do popisu również z innego powodu – zapewniły bohaterowi wizje świata na moment przed nuklearną zagładą. Na pewno szybko nie zapomnę momentu wejścia do rozbitego samolotu, co przenosi nas w czasie do sytuacji, kiedy liniowiec rozbija się nad sypiącą się w ruinę Moskwą. Pierwszoligowa scena, budząca autentyczne emocje. Boli jedynie, że gracz jest sztucznie ograniczony podczas eksploracji zewnętrznego świata. O ile limit czasowy, spowodowany zasobnością w filtry chroniące przed skażeniem, jest w pełni zrozumiały, o tyle drobne krzaki i sterty gruzu, niemożliwe do przeskoczenia, to już rozwiązanie z ubiegłego stulecia.

STACJE METRA

metro last light stacje

Poza niebezpiecznymi korytarzami, którymi kiedyś kursowało rosyjskie metro, Last Light to oczywiście stacje i perony, stanowiące miasteczka i przyczółki dla ocalałej ludzkości. Te zostały zaprojektowane z ogromną dbałością o detale i nie sposób nie zaglądać w każdy ich kąt. Rozmawiający ze sobą bohaterowie niezależni, kramy sklepikarzy, pasące się pod ziemią świnie, prostytutki, żebracy, strażnicy – wszystko to składa się na pojedyncze, niemal w całości odizolowane od siebie ekosystemy, tętniące własnym życiem. Życiem, które warto podglądać, czy to starzec tłumaczący dzieciom, czym kiedyś były ptaki, czy obserwując barmanów, którzy w pocie czoła pracują nad buchającym ogniem piecem kaflowym.

Każda ze stacji, jaką odwiedzi gracz, to osobne mini-państwo, z własnym ustrojem, ideologią, metodą sprawowania rządów, systemem dystrybucji wytworzonych w bólach dóbr oraz wolnościami mieszkańców. Grając w Last Light odwiedzamy między innymi obóz koncentracyjny prowadzony przez podziemnych nazistów, wcześniej wspomnianą Teatralną, bunkier D-6 czy  Wenecję. Każda z tych lokacji jest na swój sposób prześliczna i niepowtarzalna.

ZAKOŃCZENIA

metro last light czwarta rzesza

Za ten zabieg twórcy zawsze dostają ode mnie ogromnego plusa – różne zakończenia, zależne od decyzji i działań podjętych przez gracza. Last Light oferuje dwie sceny końcowe, które z grubsza można opisać jako te po dobrej i złej stronie mocy. Gracz zostaje obdarowany jednym z nich na podstawie ilości punktów moralności, które zyskujemy bądź tracimy podczas rozgrywki. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że system punktowy nie jest pokazany graczowi bezpośrednio, w przeciwieństwie do takich tytułów jak Fable czy Mass Effect. Same punkty zyskujemy/tracimy przysłuchując się rozmowom, oszczędzając poddających się przeciwników, dokonując niepotrzebnego rozlewu krwi i tym podobne. Mniam.

Jestem oczarowany produkcją 4A Games. To solidny, lecz nie potrafiący porządnie wystraszyć horror, z niesamowitą atmosferą, wspaniałymi lokacjami, godną pogratulowania integralnością ze światem książkowym oraz pomysłami, które zbliżają twórców w stronę genialnego Bioshock: Infinite, aniżeli odgrzewanego kotleta z podrasowaną grafiką. Mój personalny nominat do strzelaniny roku.