1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Gwiazdy nowego Daft Punk: Panda Bear

Panda Bear aka Noah Lennox. Z pozoru skromny, wycofany i przeciętnie wyglądający facet, w rzeczywistości kapitalny kompozytor, jeden z niewielu artystów, którzy całkowicie opierają się wszelkim klasyfikacjom i prostej definicji.

Gwiazdy nowego Daft Punk: Panda Bear

Sam Panda określa swoją muzykę po prostu jako pop, ale w rzeczywistości są to awangardowe muzyczne kolaże, o strukturze bardziej wertykalnej, aniżeli horyzontalnej, stworzone ze skrawków najróżniejszych dźwięków i inspiracji. Takie podejście do muzyki Noah uskutecznia ze swoim macierzystym zespołem Animal Collective (który choć założony jako kwartet, w praktyce wypączkował z duetu z Dave’m Portnerem aka Avey Tare - w 2000 roku chłopaki nagrali przełomowy i kultowy dziś krążek Spirit They’re Gone, Spirit They've Vanished), a także na solowych krążkach, których nazbierały mu się na koncie już cztery.

panda bear

Jeśli chodzi o wkład Pandy w twórczość Animali (o samym zespole pisałem szerzej w kontekście ich koncertu na tegorocznym Open’erze, więc nie ma sensu się powtarzać), to teoretycznie stoi on nieco w cieniu Avey’a, który jest głównym głosem i ojcem większości kompozycji, acz Noah i tak zdążył uzbierać całkiem sporą bibliotekę świetnych utworów, do których przyłożył rękę w ramach dyskografii kolektywu. Zresztą Panda razem z Aveyem są jedynymi z aktualnych członków Animal Collective, którzy zawsze byli w jego składzie, a sam Panda zaczynał od bębnienia (i to jakiego - klasa mistrzowska, serio) na Spirit They’re Gone, by na etapie Merriweather Post Pavillion ostatecznie zamienić pędzelki na przyciski samplera czy gitarę, jednocześnie przechodząc też długą drogę jako wokalista, poczynając sobie coraz odważniej za mikrofonem.

Oczywiście największe pole do popisu nasz bohater miał przy okazji swoich solowych krążków. Pierwsze dwa, Panda Bear i Young Prayer to wyjątkowo nieprzystępne eksperymenty, a prawdziwa zabawa zaczyna się przy okazji kolejnego, Person Pitch, który okazał się tak doskonałą produkcją, że w zasadzie stawia ona Noah jako muzyka solo w jednym szeregu z najważniejszymi wykonawcami alternatywnego popu, w tym m.in. jego macierzystym zespołem. Gdyby nie Person Pitch i wrażenie, jakie ten krążek zrobił, raczej nie mielibyśmy Pandy na płycie Daft Punk, a pewnie też dalej byłby skryty w cieniu swojego przyjaciela z zespołu.

Czym zatem Person Pitch wywołało takie poruszenie u fanów alternatywy i dziennikarzy muzycznych? Ano był to naprawdę wyjątkowy album, pełen złożonych kompozycji, utrzymanych w nieco sennym, zamglonym nastroju, gdzie potraktowany reverbem głos Pandy zlewał się z setką dźwiękowych warstw, tworząc jedyne w swoim rodzaju utwory-dzieła sztuki, trudne do definicji, trudne do rozebrania na czynniki pierwsze, za to proste do zatopienia się w nich. Noah objawił się światu jako duchowy następca Briana Wilsona, z niesamowitą wyobraźnią, lekką ręką kreując muzyczne światy o rozmaitych barwach i kształtach. No właśnie, muzyka Pandy bardziej przypomina eksperymentalne malarstwo, z stawianiem barwnych plam i figur celem otrzymania z tego misz-maszu satysfakcjonującej kompozycji, aniżeli opowiadanie historii w linearny sposób, jaki zwykle robią utwory muzyczne. Panda jak nikt inny potrafi się bawić dźwiękami, brzmiąc przy tym wyjątkowo oryginalnie i rozpoznawalnie.

noah lennox panda bear

Niestety, ogólny zachwyt Person Pitch spowodował, że nogi Noah lekko się ugięły pod presja oczekiwań i choć zapowiadany był album, w którym nasz artysta miał zmienić kierunek, odważnie chwycić za gitarę i zrobić coś całkiem nowego, to ostatecznie zdecydował się na znacznie bezpieczniejszą opcję kontynuowania obranej na poprzedniczce drogi. Tomboy, bo tak nazywa się ostatni krążek Panda Bear, to zasadniczo podobne podejście do tworzenia muzyki, uzyskane jednak odrobinę innymi metodami. Tym razem pierwsze skrzypce gra nie magma scalonych ze sobą dźwięków i wokalu, ale właśnie głos Noah, który swoją drogą nieźle się wyrobił jako wokalista - choć nie dysponuje ani szeroką skalą, ani jakąś świetną techniką, to potrafi z niego wykrzesać wiele, a przede wszystkim umie z niego efektywnie korzystać, zdając sobie sprawę z własnych zalet i słabości w tym względzie. Małe festiwale sampli, jakimi wcześniej bywały podkłady Pandy, tutaj niekiedy dalej zachwycają swoją oryginalnością, ale zazwyczaj stoją wyraźnie w tyle, a w niektórych utworach muzyk stawia wręcz na nowy dla siebie minimalizm. Produkcja ma też o wiele więcej przestrzeni (choć charakterystycznie mglistej), aniżeli gęsty Person Pitch. I choć album również ma naprawdę mocne momenty, to wielu słuchaczy poczuło się rozczarowanych, że płyta jest “tylko” bardzo dobra, przez co w porównaniu do poprzedniczki wypada słabiej.

Co tylko świadczy o tym, jaką estymą cieszy się obecnie Panda Bear, który ma też na koncie nagrania w duecie z rozmaitymi interesującymi artystami - np. Bradfordem Coxem (utwór Walkabout w ramach projektu Atlas Sound), Pantha Du Prince (Stick to My Side) czy, ostatnio, z Daft Punk. Noah usłyszycie w utworze Doin' It Right na nowej płycie Francuzów i jeśli o mnie chodzi, to nazwa jest wybitnie adekwatna - bo to chyba najlepszy utwór na całym albumie, z przepięknym wokalem Pandy i tym leniwym, odrealnionym, przestrzennym klimatem, znanym z ostatniej płyty naszego bohatera.

W zasadzie działalność Noah, niezależnie do tego, czy solowa, czy w ramach Animal Collective, jest bardzo podobna do tego, co robią Francuzi - obaj wykonawcy to dbający o swoją prywatność magicy dźwięków, z własnym, wypracowanym stylem, który ciężko w zasadzie zdefiniować, inspirujący całe rzesze młodych artystów i nadający ton muzyce pop na długie lata. Ta współpraca musiała kiedyś dojść do skutku, bo jeśli jest ktokolwiek, kto pod względem wyobraźni, oryginalności i konsekwencji w kierowaniu się własnym stylem dorównuje Daft Punk, to będzie to właśnie Noah Lennox, czyli Panda Bear.

PS. Zastanawiacie się skąd wziął się pseudonim muzyka? Ano rysował właśnie pandy na okładkach swoich pierwszych nagrań i tak jakoś zostało. Jak tu go nie kochać?