1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Iron Man 3 - film, który odpowiada na pytanie czym powinna być technologia w życiu człowieka

Sporo sobie obiecywałem po Iron Manie 3, szczególnie ze względu na ciepłe recenzje poważnych krytyków, zarówno tych po lewej, jak i prawej stronie Atlantyku, którzy mieli okazję widzieć najnowszy obraz twórcy "Zabójczej Broni" Shane'a Blacka, ale chyba nie aż tyle. Tymczasem "Iron Man 3" zaskakuje kapitalną fabułą oraz niezwykle interesującą próbą odpowiedzi na pytanie, czym powinna być nowoczesna technologia w życiu współczesnego człowieka.

Iron Man 3 – film, który odpowiada na pytanie czym powinna być technologia w życiu człowieka

Dotychczas nie byłem wielkim fanem serii filmów o super-bohaterze Tony'm Starku, aka Iron Manie. To głównie ze względu na interpretację postaci Iron Mana przez Roberta Downey'a Jr. - skądinąd świetnego aktora - który w moim odczuciu w obu poprzednich częściach trylogii zawodził. Traktował postać Starka z jednej strony zbyt groteskowo, a z drugiej z dokładnie tą samą manierą, z jaką interpretował Sherlocka Holmesa w obrazach Guya Ritchiego. W rezultacie dostawaliśmy raczej pastisz wybitnie dramatycznej przecież postaci ekscentrycznego miliardera w służbie ludzkości, bez odpowiednio głęboko nakreślonego profilu psychologicznego bohatera. W "Iron Manie 3" jest jednak zupełnie inaczej.

Najnowsza odsłona "Iron Mana" koncentruje się wokół postaci Tony'ego Starka i jego ułomności jako człowieka. To zhumanizowanie Iron Mana wychodzi na dobre całemu obrazowi, który wreszcie nabiera nieco głębszego wymiaru, aniżeli pokazanie spektakularnego mordobicia na lądzie i w przestworzach. Fanów takiego traktowania filmów o super-bohaterach należy jednak uspokoić - najnowszy "Iron Man" na pewno nie odstaje w liczbie wybuchów, bitew, czy spektakularnych pojedynków pomiędzy dobrymi a złymi, od poprzednich filmów. Tyle, że tutaj nareszcie chodzi o coś więcej.

Najbardziej w nowym Iron Manie podoba mi się próba odpowiedzi na pytanie czym i kim tak naprawdę jest Iron Man - Tonym Starkiem? Super-komputerem Jarvisem? Kostiumami wypchanymi ultranowoczesną technologią? To bardzo współczesne pytanie, szczególnie teraz, gdy technologie komputerowe zaczynają integrować się z naszym ciałem. Inteligentne opaski monitorujące nasze zdrowie, okulary z nakładką wirtualnej rzeczywistości - to przecież już dziś jest dostępne, a w niedalekiej przyszłości doczekamy się zapewne innych spektakularnych przykładów tzw. ubieralnej technologii. W pewnym sensie wszyscy powoli stajemy się Iron Manami, integrując nasze życie z technologiami komputerowymi. Próba odpowiedzi na pytanie w jakim stopniu zaczyna nas ona definiować jest pytaniem coraz bardziej na czasie.

Iron-Man-3-snow

Cieszy mnie także to, że wizje technologiczne pokazane w "Iron Man 3" nie są wcale wielce odległe od tego, co już dziś zna ludzkość. Gdy Tony Stark szuka informacji na temat wybuchów bomb, korzysta z narzędzi w bardzo podobny sposób do nas wszystkich, którzy korzystają z Google'a. Gdy konstruuje prymitywną wersję swoich zabawek, to robi to za pomocą tych samych narzędzi, które i my trzymamy w garażach. W końcu gdy musi naładować Iron Mana w wersji 42, to trwa to długo, jak u tych, którzy korzystają dziś z elektrycznych samochodów. Chyba nigdy wcześniej super-bohater nie był tak bliski zwykłego człowieka. To wręcz wzruszające.

Żeby jednak nie przestraszyć tych, którzy od nowego Iron Mana oczekują przede wszystkim podobnej rozrywki co w obu poprzednich filmach, czy w "Avengers", należy wyraźnie podkreślić, że to wciąż film typowy dla swojego gatunku, zrealizowany według wszystkich najważniejszych wytycznych gatunku. Tam, gdzie film ma zapierać dech w piersiach, to zapiera, tam, gdzie ma rozśmieszyć, to rozmiesza, a tam, gdzie ma wręcz wywołać zawroty głowy od szybkości akcji, to wywołuje. Tyle, że obok tego mamy świetnie podany obraz dramatu człowieka w dobie przytłaczającej wręcz technologii komputerowej.

Warto iść do kina. "Iron Man 3" to zdecydowanie najlepszy film w całej serii, a Robert Downey Jr. w końcu zagrał Iron Mana tak, że aż chciałoby się go zobaczyć w interpretacji kolejnej części...