1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Dziś jest gorzej, niż za komuny. Cywilizacja komunizmu

"Cywilizacja komunizmu" to najgorsza książka Tyrmanda, jaką czytałem. Co więcej, to najgorsza książka, jaką czytałem w ciągu ostatniego - niech strzelę - półrocza. Ale, że co: fabuła do luftu, dłużyzny i morał jak z fotostory w Bravo? Nie! "Cywilizacja komunizmu" jest okropna dlatego, że czytając ją coraz bardziej zapadasz się w siedzisko fotela - czujesz, jak przygniata cię piętno czterdziestu pięciu lat komunizmu w Polsce.

Dziś jest gorzej, niż za komuny. Cywilizacja komunizmu

Nie jest to przyjemne uczucie. Pierwsze bodźce pojawiają się już po pierwszych kilku zdaniach wstępu. Powielę tutaj jego fragment, cytowany we wszystkich materiałach prasowych i kolofonach:

"Ta książka nie ma pretensji naukowych, ani publicystycznych, ani dziennikarskich. Ma pretensje literackie. Mimo to nie jest ani beletrystyką, ani literackim esejem. Jest ona pamfletem na komunizm, zamierzonym przejaskrawieniem istniejącej rzeczywistości. Uważam komunizm za najgorszą plagę, jaka spotkała ludzkość, i żywię głęboką nadzieję, że książka ta odzwierciedla moje uczucia w odpowiednim stopniu."

Ten cytat w sposób perfekcyjny streszcza zawartość "Cywilizacji komunizmu". Wszelkie absurdy ustroju Tyrmand rozbiera z precyzją chirurga, przy okazji zraszając je obficie sokiem z aronii ironii. Nie uchroniły się nawet zjawiska pospolite i nijak mające się do rządów "mas robotniczych" - np. pasta do zębów. Jak się okazuje, specyfik do polerowania szczęki idealnie nadaje się do wypunktowania słabości gospodarki sterowanej centralnie.

Zasada "ty mnie - ja tobie" rozciąga się daleko i szeroko. Mieszkaniec komunizmu stoi w niemym zdumieniu wobec tak niewytłumaczalnego zjawiska jak "Welfare State" w demokratycznym kapitalizmie, gdzie ludziom daje się różne rzeczy w zamian za nic, albo gdzie stypendia, fundacje i donacje ofiarowane są profesorom, pisarzom i studentom proklamującym otwarcie chęć zniszczenia tych, którzy im je dają.

Do diaska! Przez każdy wers przelewają się ilości jadu nie do przetrawienia dla zwykłego człowieka. Nie, nie jestem komunistą - nie to mnie drażni. Równie dobrze mógłby to być pamflet na kościół, faszyzm, kapitalizm, fast foody czy taniec z gwiazdami. To słój pełen niechęci i pogardy, przepuszczonej przez wzmacniacz - pióro genialnego obserwatora. Jako czytelnik zrywam się i, jak pragnę zdrowia, powstrzymuję się od ciśnięciem czytnikiem w ścianę, niczym tym słojem właśnie.

Czytając "Cywilizację komunizmu" odkryłem w sobie uśpione tendencje sado-maso. Powinienem przecież był sobie lekturę odpuścić, mając na uwadze kondycję umysłową. Brnąłem jednak dalej z brzęczącym w głowie pytaniem, dlaczego dzisiaj nie ma takiego drugiego Tyrmanda, który zaktualizowałby ten przebrzmiały przekaz?

Dziś jest gorzej, iż za komuny, bo nikt nie odważy się napisać, tak jak Tyrmand, o otaczającym świecie.