1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Nowa rockowa rewolucja - co z niej zostało?

Pamiętacie ten ogromny wysyp rozmaitych gitarowych zespołów na początku poprzedniej dekady?

Nowa rockowa rewolucja – co z niej zostało?

Pokolenie dzisiejszych dwudziestoparolatków miało to (nie)szczęście, że ich lata dorastania, kiedy trzeba było być zawsze cool i o krok przed innymi, przypadały właśnie na okres popularności tych dziesiątek identycznych bandów, zatem trzeba było, chcąc-nie chcąc, chłonąć rodzimego Teraz Rocka i prasę zagraniczną w rodzaju NME, by orientować się w temacie, a potem podrzucać znajomym kolejne nazwy zespołów zaczynające się na “The” a kończące na “-s” z miną eksperta od brytyjskiego rynku muzycznego.

Minęło jednak kilka lat, cały szał minął, ówczesne gwiazdy powydawały drugie i trzecie, w większości przypadków słabiutkie płyty i okazało się, że cała “rewolucja” to tylko wydmuszka. Różnie całe zjawisko było nazywane: new rock revolution, post-punk revival, new wave revival, garage rock revival - jak zwał tak zwał, a więcej od tych wydumanych nazw było tylko rozmaitych definicji, próbujących nadać całości jakiekolwiek znaczenie. Okazało się, że próby definicji, szukania odpowiedniego kontekstu, badanie inspiracji i genezy całego trendu było zupełnie bezcelowe. Nie było bowiem mowy o żadnej rewolucji, żadnym trendzie, nie mieliśmy wcale do czynienia z niczym nowym ani znaczącym - ot, chwilowa, kilkuletnia moda na niedbale uczesanych i ubranych w drogie cuchy chłopców z dobrych domów z kilkoma wyjątkami w postaci błaznów pokroju Pite’a Doherty’ego.

The Libetines

Nie tylko cała stylistyka przejadła się dość szybko - okazało się także, że owi artyści tak naprawdę niewiele mają do zaoferowania - z najważniejszych wykonawców tamtego okresu przetrwało bowiem niewielu: jedni jak jeden mąż skierowali się ku bardziej elektronicznym brzmieniom, inni dalej wydają kolejne płyty, które już dawno nikogo nie obchodzą, a wyjątkami od reguły są ekipy pokroju The Hives czy White Stripes, które istniały i miały się dobrze jeszcze przed całą modą, ale miały szczęscie na jej fali zdobyć jeszcze większą popularność, a upadek new rock revolution niespecjalnie im zaszkodził. Tym niemniej niestety ów urodzaj gitarowego popu nie pozostawił po sobie nic, poza grubymi portfelami Juliana Casablancasa czy Brandona Flowersa - nie sądzę, byśmy za kolejną dekadę w ogóle pamiętali jeszcze kogokolwiek można poza The Strokes (choć ci ostatnio też usilnie pracują nad tym, by zostać zapomniani - choć i tak, w najlepszym wypadku, zawsze będą tym zespołem, "który wydał dwie fajne płyty i trzy poniżej wszelkiej krytyki").

Najlepiej całość podsumowuje przypadek zespołu The Vines, który swego czasu w rankingach popularności szedł niemal ramię w ramię z Strokesami czy Franz Ferdinand, zbierając przy okazji hurraoptymistyczne recenzje swojego debiutanckiego krążka, Highly Evolved. Zespół jednak z samego szczytu, spadł niemal na dno - kolejne płyty były miażdżone przez krytyków, ilość fanów drastycznie zmalała, a The Vines z nadziei rocka stali się siejącą kakofonię karykaturą grupy muzycznej. I tak też stało się z cała nową rockową rewolucją - z obiektu analiz i zachwytów muzycznej prasy, całe zjawisko stało się dosyć szybko niewartą uwagi, sztucznie nadmuchaną modą, wypartą przez kolejne ówcześnie popularne trendy. I choć to zabrzmi brutalnie, dziś, z perspektywy czasu, wydaje się, że ten drugi punkt widzenia jest znacznie bliższy prawdy.

Na łamach sPlay pojawi się w niedługim czasie także zwięzły ranking najciekawszych płyt tamtego okresu, tymczasem nacieszyć uszy możecie naszą playlistą, zawierającą moim zdaniem najbardziej esencjonalne kawałki nowej rockowej rewolucji autorstwa piętnastu wówczas szalenie popularnych wykonawców. I choć chyba żaden z tych utworów nie przejdzie do historii muzyki i nie zainspiruje pokoleń młodszych muzyków (i dobrze, nigdy więcej Kumki Olik), tak muszę przyznać, że samej listy wciąż słucha się całkiem przyjemnie, a i poruszy ona pewnie jakieś nostalgiczne struny u tych z was, dla których owe dźwięki kojarzą się z fajnymi momentami z życia sprzed prawie dziesięciu lat.

The Vines

Rewolucja, jak to rewolucja, wybuchła nagle, gwałtownie, aż w końcu zniknęła bez śladu. Co zatem nam pozostało po tej nowej, na dodatek rockowej? Odpowiedź jest brutalna - niewiele. Parę dobrych singli, kilka udanych płyt, masa chłamu. No i nasza nostalgiczna playlista.