1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki
  4. Gry

"Metro 2033" to świat, w którym nie chcielibyśmy żyć. Moglibyśmy tylko umierać

Właściwie nie znamy prawdziwego metra, bo jedna dwudziestokilometrowa nitka w stołecznym mieście Warszawa to trochę za mało, żeby poczuć klimat podziemnej sieci. Dmitrij Głuchowski schodził do moskiewskiego metra codziennie, przez kilka lat i pokonywał trasę, która podziemnej kolejce zajmowała godzinę. Dzień w dzień patrzył przez okno na czarne tunele umykające w mrok. Tak narodziło się Metro 2033.

„Metro 2033” to świat, w którym nie chcielibyśmy żyć. Moglibyśmy tylko umierać

Moskiewskie metro to gigant o długości niemal trzystu kilometrów, z jedenastoma liniami stanowiącymi skomplikowaną i lepką, pajęczą sieć, w którą wpada rokrocznie 2,57 mld ludzi, najwięcej w Europie. Gdyby nagle nad mauzoleum Lenina i Placem Czerwonym zabłysło atomowe słońce, pod ziemią znajdowałoby się na pewno sporo pasażerów. Jak dużo? Głuchowski ocenił, że około 70 tysięcy. Znaleźliby się wiele metrów poniżej poziomu gruntu tak jak stali, z garścią drobiazgów w kieszeniach, ale musieliby zostać pod powierzchnią do końca życia, czając się w korytarzach niczym szczury. Tymczasem wiele metrów nad nimi resztki życia umierałyby bombardowane promieniowaniem.

metro_2033_3

Część pasażerów, tych starszych, słabszych szybko umarłaby z chorób, niedożywienia, zgryzoty i tęsknoty za zamordowanym światem. Zostałoby może z 50 tysięcy. Głuchowski nie wierzy w ludzi, przynajmniej nie w takich, jakimi chcielibyśmy być we własnych oczach, altruistów i samarytan. Autor sądzi, że przymusowi mieszkańcy tuneli zaczęliby się wyżynać, walczyć o nieliczne dobra wyniesione jeszcze z góry. Część niedobitków wzniosłaby barykady, wprowadziliby swoje własne prawo, zasady i reguły współżycia, inni rozpoczęliby budowę mikro państw o politycznych proweniencjach. Tak wyobrażał to sobie Głuchowski i tak powstała w jego głowie Linia Czerwona, czyli komuniści, którzy rozpętali wyniszczającą i bezsensowną wojnę o stację „Plac Rewolucji” albo Czwarta Rzesza, faszyści, nadal śniący sen Hitlera o czystości rasowej. W kiszkach metra nie brakuje też psychopatów i zwyczajnych świrów, np. satanistów kopiących tunel do piekła albo sekty Wielkiego Czerwia. To świat roku 2033, kilkanaście lat po wojnie atomowej.

Być może, gdyby rosyjski pisarz ograniczył się jedynie do ludzkiej populacji, oddziaływanie powieści na odbiorcę nie byłoby tak silne, ale zrobił coś więcej, trochę na podobieństwo braci Strugackich i przesławnej Strefy. W atomowym ogniu, który rozpalili ludzie, spłonęła ze szczętem ich cywilizacja, ale narodziły się nowe istoty, które zgubiły swój genetyczny wzorzec lub dostały inny, już przemielony przez promieniowanie. Nowe życie wybuchło z niesamowitą siłą, ale to inne życie i inny świat. Powierzchnia Ziemi została zagarnięta przez nowe gatunki, dla których ludzie to relikty przeszłości, ewentualnie ruchome kawały mięsa na przedpołudniowy obiad. Ludzkość zastała zamieniona w wypaczoną wersję Morloków Wellsa. Zdegenerowane grupy, które same odcięły się od powierzchni, aby nie zostać wygrzebanymi z ziemi, jak pędraki przez wrony. Ale życie przenika pod powierzchnię i chce się żywić, dlatego niekiedy któryś z ludzi znika na prostym odcinku tunelu, bez odnóg, a ktoś inny wraca z trzewi tuneli, ale zupełnie szalony, jakby zobaczył uśmiech samego diabła. Ludzie nie są już bezpieczni, nawet w swoich norach.

W nowym świecie pojawiła się również inteligenta rasa. To Czarni, którzy schodzą w głąb i mordują ostatnich ludzi. Jeden z bohaterów powieści, właściwie chłopiec o imieniu Artem, wyrusza do odległej skrajnej stacji po pomoc. Głuchowski pisał swoją książkę długo, zżył się ze swoim nieustępliwym bohaterem, ale ostatecznie zabił Artema na końcu powieści. To nie spodobało się potencjalnym wydawcom, którzy odmówili przyjęcia powieści. To był cios, ale pisarz nie ugiął się (do czasu) i aby zachować oryginalny kształt historii, autor założył stronę internetową, po czym umieścił „Metro 2033” w sieci.

Odzew przerósł jego najśmielsze oczekiwania, ale czytelnicy zauważyli wiele niedociągnięć fabuły. Przez kilka lat trwała ożywiona dyskusja Głuchowskiego z czytelnikami, również specjalistami wielu dziedzin, lekarzami, pracownikami metra, fizykami, psychologiami. Tak powstała nowa książka, znacznie głębsza i pełniejsza. Właściwie niemal doskonała, o ile ktoś ceni fantastykę najwyższych lotów. Kiedy studio 4A Games zainteresowało się tematem i twórcy komputerowych szlagierów postanowili przenieść historię Artema w świat zerojedynkowy, wiadomo było, że to zadanie bardzo trudne. Czy sprostali?

Metro_2033_6

Wizualnie oraz pod względem sączącego się z ekranu klimatu na pewno tak. Udało im się ubrać w obrazy grozę, która istniała dotychczas w pamięci autora i wyobraźni czytelników, ale jednocześnie nie ustrzegli się spłycenia fabuły, liniowości i pewnej mechanizacji całego procesu. Chodzi mi o standardowe apteczki, punkty zapisu i wszystkie te patenty w grach, które wtaczają zmienną i dynamiczną opowieść w ramy cyfrowego świata. To konieczność, która ukradła coś historii odmalowanej w książce. Jej głębi, łącznie z myślami Artema, jego snami i niezliczoną ilością filozoficznych oraz socjologicznych wywodów. Momentami długich, ale zawsze ciekawych i dotykających istoty rzeczy, cech człowieka, jego morderczych skłonności.

Czy to słaba gra? W żadnym razie. To tytuł nawet lepszy dziś, niż w 2010 roku, kiedy pojawił się na świecie. Można bowiem odpalić go na maksymalnych detalach nawet na średniej konfiguracji, a ma to niebagatelne znaczenie dla odpowiednio soczystego odbioru. W aktualnej promocji na CDP.pl można zakupić „Metro 2033” za niecałe dziesięć złotych. Dodatkowo udostępniono elektroniczną wersję książki Głuchowskiego oraz kolejne powieści, „Metro 2034” tego samego pisarza i jeszcze dwie książki z uniwersum Metro, napisane przez autorów „namaszczonych” przez Głuchowskiego (równie dobre). Promocja jest ograniczona czasowo, kończy się w najbliższy piątek. Warto już dziś kupić bilet na metro, ale trzeba się przygotować na podróż, którą ciężko będzie przerwać.