1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Mad Max był filmem drugiego sortu. I taki pozostał

W czasach gdy trafił do kin, "Mad Max" był filmem drugiego sortu, z mikrym budżetem, wyprodukowany w dalekiej Australii, przeznaczony dla widza klasy B. Był to obraz skrojony dla weekendowego oglądacza pakującego się na salę kinową z koszem popcornu, wiadrem coca-coli i zasłyszaną, kołacząca się gdzieś między uszami reklamą: „Stary, ale jazda! Musisz to zobaczyć!”.

Mad Max był filmem drugiego sortu. I taki pozostał

Mad Max nie stałby się kinowym przebojem, gdyby nie fakt, że pojawił się na świecie w idealnym czasie. Era westernów skończyła się na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku, a w miejscu zakurzonych archetypów męskości podzwaniających ostrogami i spluwających tytoniem, ziała wielka dziura. Szybcy jak mgnienie oka rewolwerowcy dominowali w kinie popularnym przez dziesięciolecia, ale wreszcie zestarzeli się i odeszli. W genialny sposób wykorzystał to zresztą bóg-ojciec westernów Clint Eastwood w filmie „Bez przebaczenia”. Amerykański aktor i reżyser pokazał widzom starego, schorowanego rewolwerowca, który podejmuje się zabicia człowieka za garść baksów. Sprawiedliwość nie istnieje, chodzi tylko o zwitek brudnych dolarów. To western odarty z romantycznej nuty, epitafium na grobie, który został wykopany przynajmniej dekadę przed premierą „Bez przebaczenia”. Widzowie nadal chcieli oglądać, jak zawsze, niezłomnych bohaterów, ale innych, odmiennych od zastanych.

Mad_Max_1979

Max Rockatansky pojawił się i został, bo widzowie chcieli czegoś nowego, choćby ryczącego potwora, Forda Falcona XB Coupe V8 351 z turbosprężarką wielkości lodówki na masce. Każdy chciał mieć taki samochód, a niewielu marzyło o tym, żeby w garażu stał strzygący uszami koń westernowego, niezłomnego bohatera. Równie świeży, mocno kontrowersyjny był punkowy styl Maxa, powodujący zgorszenie na twarzach statecznych matek i ojców, a co za tym idzie, ogromną radość u ich młodocianych pociech. Najwięksi obrońcy "Mad Maxa" byli wówczas, w latach 80. ubiegłego wieku, tymi nastolatkami, dla których filmowy bohater był synonimem ich buntu, ich czasu.

Większość obrońców Szalonego Maxa broni tak naprawdę swoich wspomnień z tych beztroskich lat, ale wolą udawać, że doceniają prekursorski styl filmu, który wyrażał się w klimacie postapokaliptycznym.

Oczywiście teraz jesteśmy bogatsi o dziesiątki obrazów, które pojawiły się później, zarówno te nawiązujące do samochodowych wyścigów w rodzaju „Szybkich i wściekłych”, jak i najróżniejszych, wyniszczonych światów w rodzaju „Drogi”. Wówczas ich nie było. Tym bardziej jednak "Mad Max" okazuje się filmem przestarzałym i przeciętnym. Nie jest w stanie obronić się równie dobrze jak inne, równie leciwe filmy w rodzaju „Łowców Androidów”, bo zwyczajnie nie jest tak dobry i nigdy nie był.

Będzie dalej kurzył się w gablocie historii filmu jako zwiastun pewnej nowości i za to trzeba wysiłek twórców docenić. Nie mówmy jednak, że to film wspaniały bo jest taki tylko we wspomnieniach. Czas był dla niego bezlitosny. Szansa aby zweryfikować ten pogląd pojawi się już dziś. O 22.00 na kanale TV Plus zaplanowana jest projekcja „Mad Maxa”.