1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Gerard Butler - nowy Bruce Willis, który uratuje najgorszy film. Gamer

Aktorów kina akcji nie brakuje. Jednak często to mało wyrazista papka, której zwyczajnie nie pamięta się po zakończeniu seansu. Wraz z kolejnymi tytułami, wyłania się jednak obraz nowej ikony filmowych pościgów i strzelanin. Gerard Butler jest w stanie sprawić, że nawet przeciętną rąbankę ogląda się z nieskrywaną przyjemnością.

Do niedawna myślałem, że nigdy już nie obejrzę 300. Nawet nie dlatego, że to opowieść o spoconych facetach, którzy umawiają się na ustawkę w plenerze z innymi spoconymi facetami. Po prostu wszyscy tak się tym filmem zachwycali, że hasło "This is sparta!" powodowało u mnie odruch wymiotny większy nawet, niż arcymodna ostatnio tematyka Zombie, czy mikropłatności w każdej wydanej po 2011 roku grze. Wszystko wskazuje jednak na to, że przez wzgląd na odtwórcę roli Leonidasa przyjdzie mi pogodzić się ze Spartanami i poświęcić im jeden wieczór.

Gerard Butler – nowy Bruce Willis, który uratuje najgorszy film. Gamer

Gerard Butler przykuł moją uwagę dopiero w świetnej Rock'N'Rolli Guya Ritchiego, która chociaż odstawała od jego wcześniejszego Przekrętu, oferowała sprawdzony i zarazem rewelacyjny schemat. Wtedy dopiero zorientowałem się, że "tak, to ten gość, który osłaniał tyłek Angeliny Jolie w drugim Tomb Raiderze". Od tej pory nieco uważniej śledzę każde pojawienie się nazwiska utalentowanego Szkota na kinowych plakatach.

Miałem ostatnio przyjemność wybrać się do kina na Olimp w Ogniu. I doznałem prawdziwej uczty. Danie główne to "nowy John McClane na gorąco". Nie żaden tam odświeżany John, nie podstarzały Willis w tej samej roli, tylko ten sam schemat, który zaprowadził pierwszą Szklaną Pułapkę na szczyty list popularności - tyle że w świeżym wydaniu. Prawdziwy twardziel w samotnej misji, która nie wydaje się przesadzoną strzelaniną z cyklu "zabili go i uciekł". Mam szczerą nadzieję, że ten tytuł wkrótce pojawi się w jakiejś usłudze VOD, dzięki czemu będę mógł z czystym sumieniem polecić go w atrakcyjnej cenie i jeszcze bliżej przyjrzeć się samemu Olimpowi.

gamer

Konsekwencją powyższych zdarzeń było to, że uruchomiłem w przeglądarce wypuszczonego w 2009 Gamera. Powiedzmy sobie szczerze: fabuła jest ciekawa, ale jej potencjał został ograniczony do "strzelaj, strzelaj, padnij, zabij!". W skrócie chodzi o to, że ludzie praktycznie pozbawieni własnego życia (nie, nie nerdy i użytkownicy instagramu, w tym przypadku chodzi o skazanych na karę śmierci) są siłą pakowani w wirtualny świat. Ich ciałami sterują gracze biorący udział w krwawych rozgrywkach "Slayers". Główny bohater, Kable, grany przez Butlera, ma spore szanse żeby zwyciężyć. Między innymi dzięki Simonowi, młodemu chłopakowi, który - zwyczajnie rzecz ujmując - wymiata. Oczywiście, aby zapewnić sobie pełnię szczęścia przyjdzie mu parę razy oszukać system i dołożyć garść własnych bojowych umiejętności, na przekór sterującemu nim graczowi. Nagrodą jest klasyczne pół królestwa - czyli w tym wypadku wolność, odzyskanie kontroli nad samym sobą - i być może obalenie chorej zabawy jaką jest turniej "Slayers".

Gamer mógł być naprawdę świetnym miksem kina science-fiction z czysto rozrywkową strzelaniną. Mimo to, scenarzyści odrobinę przesadzili z wplataniem schematycznych rozwiązań, dzięki czemu całość jest mocno przewidywalna. Na minus wypadł występ serialowego Dextera, czyli Michaela C. Halla - nabyty wizerunek najpopularniejszego zabójcy zwyczajnie nie pasuje do odgrywanej tu roli. Oczywiście, jak głosi złota zasada, którą ukułem na początku tego tekstu - Gerard Butler ratuje nawet niewyróżniające się niemalże niczym widowisko. Tylko dla niego warto Gamerowi dać szansę. Dodatkowo, fani katastrofalnych wizji przyszłości i przenikania się wirtualności z prawdziwym życiem, znajdą coś dla siebie. Film jest dostępny w kilku usługach VOD, w niektórych nawet za poniżej 5 zł.

Na koniec po cichu przyznam się jeszcze, że tak, jak nie znoszę komedii romantycznych, tak Brzydka prawda (zgadnijcie z kim w roli głównej) naprawdę przypadła mi do gustu. Jeśli więc szukacie czegoś, co można obejrzeć z dziewczyną, a przy czym da się nie wymiotować tęczą od wszechobecnej słodyczy lub nadmiaru Adama Sandlera, to może być strzał w dziesiątkę.