REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry

Dead Island: Riptide to miejsce nieuzasadnionej przemocy!

Majówka za pasem, a jakie miejsce będzie lepsze, aby wypocząć i uwolnić się od ciężaru codziennych obowiązków, niż rajska, egzotyczna wyspa, właściwie kurort w wszelkimi atrakcjami? Acha, zapomniałem dodać, że ten przemiły zakątek ma jedną wadę – kilka setek żywych trupów łaknących świeżych mózgów.

Dead Island: Riptide to miejsce nieuzasadnionej przemocy!
REKLAMA

To już nie Banoi Island, gdzie byliśmy na wakacjach w 2011 roku, ale jednak miejsce niezwykle podobne. Nawet historyczny i chyba jeden z najlepszych zwiastunów gier został powtórzony i wypluty na tę okoliczność. Filmik sukcesu swojego poprzednika nie powtórzył, może zabrakło w nim nieruchomej, martwej twarzyczki małej dziewczynki, a może animacja okazała się za słaba, żeby uciągnąć całą paletę emocji na twarzach kolejnych bohaterów, którzy musieli w zwiastunie zginąć. I zginęli, ale większość widzów tylko wzruszyła ramionami. Obawiam się, że podobnie będzie z kolejną grą Techlandu.

REKLAMA

Czego właściwie chcę się uczepić? Otóż wcale nie mam za złe Dead Island, że było grą miałką pod względem fabularnym, bowiem nie do końca o to chodziło. Mieliśmy dostać małą armię zombie do wymordowania i dostaliśmy. Chodzi mi raczej o to, ze Dead Island: Reptide stanowi niemal dokładne powtórzenie tych samych wzorców: tropiki, głodne zombiaki versus czwórka przypadkowych turystów. O pardon, tym razem do naszych starych znajomych dołączył jeszcze John Morgan, więc jest ich piątka. Mówiąc inaczej gra Techlandu jest skazana na to, aby stać się kalką siebie samej, wcześniejszej wersji. To nużące, i czy będzie to wyspa Palanai, czy Banoi, w sumie nie ma znaczenia. Znowu trzeba wyżynać hordy niemal identycznych zdechlaków. A gdyby na przykład zmienić ten wyświechtany schemat?

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Tradycyjnie, nieświadomi niczego turyści trafiają na wyspę, na której potworna zaraza zamienia lokalsów i gości w żywe trupy. Zombiaki kręcą się tu i tam, jak to one. Zjedzą jakiś mózg, posiedzą trochę, pobiegają. Kamera ukazuje ich umazane krwią mordy ale też normalne momenty nieżycia, choćby niełatwe sceny poszukiwania pokarmu, problemy z odpadającymi fragmentami ciała, trudności z komunikacja werbalną. W końcu zombie to istota jak każda inna, tylko o odmiennych preferencjach kulinarnych i momentami wściekła. To zresztą zrozumiałe, każdy byłby poirytowany, gdyby tak wyglądał i na dodatek nie miał kremu do opalania. Cała ta lokalna społeczność zombie żyje sobie w pewnej równowadze, aż tu nagle na brzegu ląduje piątka psychopatów, którzy zaczynają rzeź mieszkańców, prześcigając się przy tym w zadawaniu jak najokrutniejszej śmierci i nie patrzą, czy zombi to dziecko, kobieta lub staruszek. Trzeba się przed nimi bronić!

REKLAMA

O ile ciekawiej byłoby pokierować losami powolnego zombiaka, który zamiast wymyślnych środków zagłady, posiada tylko zakrzywione palce i kilka ostatnich, czarnych zębów! Gracz musiałby chronić swojego nieżywego podopiecznego przed morderczym słońcem, od którego pęka skóra. Uważać na ostre krawędzie różnych przeszkód, aby nie urwać przypadkiem ręki lub nogi. Natomiast kwintesencją gry byłyby zadania, które polegają na neutralizacji złych ludzi, pragnących jedynie zaszlachtować klan szlachetnych nieżywych. Ograniczone środki obrony kontra bada ludzkich szaleńców wyposażonych w setki narzędzi mordu. To byłoby wyzwanie i coś niestandardowego, czego w grach z zombiakami w rolach głównych brakuje. Dajcie nam to!

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA