1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry

Święta trójca potworności przez duże pe, czyli trzy przypadku strachu w grach

Wędrując przez światy licznych gier trafiam czasami na wyjątkowe istoty. Postacie, na widok których armie dzikich mrówek zaczynają galopować po moich plecach a zimny pot skrapla się na czółku. Nie mam na myśli licznych bestii, które odsłaniają garnitur ostrych zębów i ryczą jak goryle podczas rui. Mówię o tych potwornościach, które autentycznie mnie zmroziły i przestraszyły na tyle mocno, że nie gasiłem światła przez kilka nocy, a kiedy zasypiałem, budziłem się z krzykiem, jakby dotknęła mnie macka samego Cthulhu. Oto moja wielka trójca.

Święta trójca potworności przez duże pe, czyli trzy przypadku strachu w grach

The Suffering

W zabytkowej obecnie grze The Suffering spotkałem się z kwintesencją przerażenia, chociaż początkowo nic tego nie zapowiadało. Główny bohater, niejaki Torque trafia do wiezienia Abbott na wyspie Carnate i wydaje się, że jedynie czego może było się spodziewać, to kochliwi współwięźniowie. Sielanka kończy się bardzo szybko, bohater nawet nie zdążył odwiedzić wspólnej łaźni i zgubić mydło. Zakład penitencjarny został zaatakowany przez dziwaczne stwory, które rozszarpały więźniów oraz strażników, pozostawiając po sobie stosy zmasakrowanych ciał. Torque wydostał się z celi i podążał pustymi, ciemnymi korytarzami przed sobie, szukając wyjścia. Jedna scena w tej grze dosłownie mnie zabiła i pochowała. Torque wchodzi do pomieszczenia z monitorami ukazującymi obrazy z systemu kamer więziennych. Oczywiście gracz pracowicie klika na każdy monitor, kręci gałkami i uważnie przegląda video z kamer. Jedno z ujęć, szybki błysk, to widok na Torque od tyłu (obiektyw jest tuż za nim), lecz w monitorze dostrzegłem nie tylko bohatera, ale również jakąś istotę, która stoi krok od niego. Obrót i… nikogo tu nie ma.

Obrazek ten, właściwie migawka, sprawił, że serducho podjechało mi do gardła jak wagonik górskiej kolejki. To było gorsze niż stado zbliżających się, łaknących mózgu zombie, w chwili, kiedy leżysz przypięty pasami do łóżka. Niekiedy naprawdę wystarczył krotki błysk, jeden obraz, żeby zmiękły kolanka i osiwiała głowa. Efekt zaskoczenia gra olbrzymią rolę, chociaż właściwie standardowy efekt we wszystkich survival horrorach, ale moim zdaniem jest coś jeszcze bardziej przerażającego. Największy strach budzą monstra, które pozbawiono twarzy, odebrano im osobowość. Coś takiego spotkał Torgue, chociaż może tylko mu się wydawało?

Opcja zakupu: The Suffering

Silent Hill

Okej, teraz standard, chociaż jeden z tych, przed którym chyba wszyscy pochylą się szacunkiem, to znaczy, zaczną uciekać. Nieustający bohater sławetnej serii Silent Hill, a najbardziej drugiej części. Mowa tu postaci zwanej Pyramid Head. Kiedy Piramidogłowy wyłania się ciemności nawet mrok zawija się i zwiewa. Nie chodzi wcale o wielgaśny miecz, który dziwaczna postać mozolnie ciągnie za sobą. To raczej totalne wrażenie obcości. Bryła geometryczna zamiast głowy wydaje się pomysłem nietrafionym. Co w tym może być strasznego? Jednak w jakiś niepojęty sposób, Pyramid Head jest bardziej mroczny i nieludzki, niż cała plejada innych bossów w grze (choćby niemal poczciwy Eddie Dombrowski).

Piramidogłowy to kolejna postać, która jest straszna bowiem nie znamy jej oblicza. Potwór zupełnie anonimowy i dwakroć bardziej obcy, wrogi niż zło, które ma jakąś gębę, niechby i okrutną i szpetną, ale do opanowania przez zmysł wzroku. Przypomina mi się też od razu pierwszy Predator z Arnoldem. Jak dla mnie, Predator był straszniejszy do czasu, gdy nie ściągnął przyłbicy. Później to już pikuś. Nie mieliście podobnego wrażenia?

Opcja zakupu: Silent Hill

The Thing

W nieco inny sposób oddziałuje zło, którego można doświadczyć w prehistorycznym, ale wciąż przerażającym The Thing. Ta gra powstała niemal równo dziesięć lat temu, ale wystarczą ją odkurzyć i uruchomić, aby strach skupił się w odbiorcy jak w soczewce, głównie dzięki wrażeniu wyobcowania, pustki i samotności.

Zimna, zniszczona stacja arktyczna (Stacja 31), to miejsce z samej definicji niegościnne i wrogie, a potwory były niezrozumiałe i niepojęte.  Mimo że wyglądają jak klasyczne monstra z wielkimi paszczami, pazurami, są przejawem obcej, wrogiej do granic piekła, inteligencji. Ta świadomość i widok różnorakich elementów ludzkich szczątków połączonych w jakiś perwersyjny sposób, rodzi poważną obawę o własne zdrowie psychiczne. Oraz ciało, którego Obcy mógł stać się mieszkańcem.

Najgorzej wspominam nie tych największych kosmitów, zbudowanych z pnia ludzkiego mięsa i korony rąk i nóg. Palpitacje serca zawdzięczam oderwanym, ludzkim głowom, zaopatrzony w kilka par odnóży. Kiedy taki “pająk” biegł w stronę kpt. Blake, naprawdę robiło się niedobrze. Pomysł tej makabry wziął się oczywiście z filmu Johna Carpentera pt. The Thing, którego pierwsza wersja pojawiła się na świecie w 1982 roku. Swoją drogą, scena filmowa z wspomnianym, oryginalnym “pająkiem”, to jedna z mocniejszych rzeczy, jakie widziałem w horrorach.  I zwróćcie uwagę. Zło z The Thing jest takie straszne bowiem nie zostaje do końca nazwane. Nie wiemy jak wyglądają kosmici, skąd przylecieli, jaka jest ich morfologia, itd., itd. Ba! Przez długi czas nie wiadomo nawet, że to obca forma życia! Coś musi być w tym, że najbardziej boimy się tego, co niejasne, tajemnicze i obce...

Opcja zakupu: The Thing