1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. TV

The Voice of Poland nabiera tempa. Dreszczy nie ma, ale też jest... świetnie.

W The Voice of Poland trwają bitwy. Kolejny odcinek, w którym uczestnicy siłą głosów walczyli na ringu oglądało się... spokojnie. Może poza mocnym, energetycznym początkiem.

Nieczęsto zdarza mi się oglądać talent show i przez całe półtorej godziny zgadzać się z każdą kolejną decyzją jurorów. Właściwie, to nie zdarzyło się nigdy wcześniej - bitwa numer dwa w The Voice of Poland przetarła szlak. Sędziowska piątka ani razu nie zawiodła, dokonując samych, w moim przekonaniu, trafnych wyborów. Po takim odcinku trudno nie odczuwać satysfakcji: wszystkich swoich faworytów usłyszę jeszcze przynajmniej raz.

The Voice of Poland nabiera tempa! - sPlay.pl

Jednak to nie koniec pozytywów. Wszystko działo się znacznie szybciej, niż poprzednio. Nie obeszło się bez zbędnych wypowiedzi, jednak było ich zdecowanie mniej. Tomasz Kammel wzbogacił swój wykorzystywany na scenie słownik i większość walk zapowiadał po polsku. Ba! Posunął się nawet do zabawy intonacją - bardzo miła odmiana. Jury stłumiło swoją tendencję do użalania się nad uczestnikami. Ci, którzy wypadli słabiej byli odrzucani z większym przekonaniem, szybciej, bez niepotrzebnego przeciągania - mimo to, odchodzili wśród braw, docenieni przez publiczność. The Voice of Poland nabrało tempa i nie straciło przy tym uroku.

voice


Program rozpoczął się od pełnego pozytywnej energii występu duetu z drużyny Marka Piekarczyka. Basia Janyga i Patrycja Makowska nie dość, że do piosenki Za daleko mieszkasz miły tchnęły mnóstwo radości i werwy, to jeszcze razem brzmiały znakomicie. Choć nie znały się wcześniej, na scenie pojawiły się jako dobre koleżanki, które "dogadały się muzycznie". Kobiety współbrzmiały zamiast rywalizować i wyszły na tym znacznie lepiej, niż wszystkie inne żądne krwi przeciwnika pary. Chcąc pokazać, że darzą się sympatią, nie musiały uciekać się do pustych gestów, w przeciwieństwie do występujących w poprzednim odcinku Sikory i Osińskiej, które w ringu pojawiły się z białymi flagami.

voice1


Kolejnych duetów słuchało się równie dobrze, choć w większości wskazanie słabszego ogniwa nie było zadaniem trudnym. Świetnie zestawieni wokaliści, świetnie dobrane piosenki i w większości świetne występy. Z pamięci chciałabym wyrzucić jedynie przekombinowane Do kołyski Kamili Apryas i Juranda Wójcika. A to zaledwie jedno słabsze wykonanie, przy kilku naprawdę godnych wysłuchania. By wytypować potencjalnego zwycięzcę wciąż jest za wcześnie - w końcu w najbliższą sobotę czeka nas jeszcze ostatnia z bitew.